Posts Tagged ‘Multiopowieść’


[Edgar] – Bogdan od ostatniej rozmowy z Maszynką czekał na znak od niej. Kompletnie nie wiedział o co chodzi z tym podziemiem wysypiska i powoli tracił tą odrobinę nadziei, którą wlała mu do serca rozmowa z mechaniczną przyjaciółką. Nie wiedział, ile czasu minęło od ich rozmowy, cela nie miała okien, jedyne światło, które przenikało do pomieszczenia, to prześwity między betonowymi płytami. Spał, gdy Maszynka drążąc mozolnie malutki tunel zbliżyła się do niego. Wreszcie, po ciężkiej walce z kawałkiem płytki chodnikowej udało jej się wdrapać do celi. Rozejrzała się wokół i ujrzała Bogdana. Jaj malutkie, elektroniczne serce zabiło szybciej. Musiała się spieszyć, a ten mądrala po prostu sobie spał!
Z całej siły walnęła go w bok. Nie ruszył się. Spróbowała jeszcze raz, ale tylko przewrócił się na drugi bok. Lekko podenerwowana, widząc wypięte w jej kierunku cztery litery wystające ze spodni, niewiele myśląc walnęła go prądem.
„Prądem chcą mnie załatwić!” -pomyślał Bogdan zrywając się z posłania.

– Raany, CISZEJ!!!- Jęknęła Maszynka.
-Ło!!! To ty!! Co się dzieje? To dziś? Egzekucja? -Mamrotał jeszcze nie dobudzony Boguś.
-Nie, do cholery, uspokój się.Muszę ci szybko coś powiedzieć i lepiej żebyś to zapamiętał, bo może ci to życie uratuje.
-Uch…-Bogdan szybko przetarł twarz dłońmi -no dobra… Nawijaj, o co chodzi.
-Schyl się i słuchaj uważnie- Maszynka powiedziała mu na ucho jedno zdanie.
-A co to to za bełkot?
-To tajemnicze zaklęcie, które musi być głośno wypowiedziane.
-No i?
-Nie wiem. Nigdy dotąd nie było wypowiedziane przez człowieka. Więc skutki nie są znane. Ale jeśli nic innego się nie wydarzy, gdy będą cię od egzekucji dzieliły sekundy, wtedy je wypowiesz. Albo cię zabije, albo… Albo zabije kogoś innego…
-Albo nic się nie stanie -mruknął Bogdan patrząc jak Maszynka gramoli się z powrotem do swojego tunelu. Tej nocy już nie spał.

 

 

 

 

 

 

Pierwszy fragment LCS napisany przez Edgara po bardzo długiej przerwie. 🙂

Reklamy

[Jurek] – Na spotkaniu u Królowej Spamerów po wyjściu Zdzichów nastała cisza. Królowe przyglądały się sobie próbując odczytać myśli przeciwniczki. Adiutant siedział w kącie i rozmyślał jak to wszystko przyjmie Pindor. Wreszcie ciszę przerwała Królowa M.
– Zdzichy dały nam 24 godziny na decyzję. Nie wiem jak wy, ale ja musze się wcześniej z tym problemem przespać. Pozwólcie, że was opuszczę. – rzekła i wyszła z sali obrad.
Na korytarzu przystanęła. „Wiem, że tu jesteś” pomyślała. Nieznajomy wyszedł z cienia.
„No i co o tym sądzisz?”
„Przecież wiesz Królowo”
„Też mi się to nie podoba. Masz może jakieś rozwiązanie?”
„Nie”
„Możesz nam pomóc?”
„Może”
„Pomożesz?”
„Zobaczymy”
„Dobra, a może pogadamy wreszcie jak ludzie, a nie tylko w mojej głowie”
„Mam brzydki głos” Nieznajomy uśmiechnął się i rozpłynął w cieniu kąta.
– Jak on mnie wkurza. Dobrze wie, że nic nie mogę mu zrobić więc bawi się ze mną. Ale jeszcze znajdę na niego sposób – mruknęła Królowa M pod nosem i udała się do swoich „komnat” przydzielonych przez jej siostrę.

Królowa Spamerów spojrzała na zamykające się drzwi za jej siostrą.
– Adam, do mnie – krzyknęła
Adiutant zerwał się i błyskawicznie stanął przy tronie Królowej.
– Zdzichy muszą coś wiedzieć. Tak bez niczego nie przyłaziłby tu i nie żądał władzy. Mojej władzy.
– Królowo, ale on tylko dał propozycję –
– Tak. Dał propozycję, ale taką której nie można odrzucić –
– I? –
– Co i? Czy ja mam o wszystkim myśleć? Przydałbyś się do czegoś. Moczymorda ma rację, teraz niczego nie wymyślę. Może coś mi się przyśni? –
– Na pewno Pani –
– Milcz wazeliniarzu i biegnij zobaczyć, czy nie ma cię w koszarach. –
Adiutant wybiegł posłusznie z sali. „Jak to wszystko się skończy to sobie inaczej pogadamy. Oj pogadamy” pomyślał Adam.


[Jurek] – W mrocznych jaskiniach demontażu Pijotr przeżywał katusze. On, człowiek który wcześniej tworzył maszyny został zmuszony do rozkręcania ich na części. Ze łzami w oczach codziennie odbierał od strażnika zestaw narzędzi i stawał przy wielkim stole, na którym demontował urządzenia. Któregoś razu na stół wylądował stary zegar z kukułką. Pijotr wziął śrubokręt i przystawił do jednej ze śrub. Nagle zegar drgnął, wskazówki zaczęły wolno się obracać a kukułka nieśmiało wychylała się. Mechanik wypuścił z ręki narzędzie. Czuł całym sobą strach maszyny przed unicestwieniem. Te doznanie wstrząsnęły nim. Powoli pogłaskał bok zegara. Wyczuł pod palcami drżenie, czuł siłę drzemiącą w starej sprężynie.
– Nie bój się. Nie skrzywdzę cię.- Szepnął do zegara.- Zobaczmy cóż ci dolega mój kolego.
Ostrożnie, by nie wystraszyć starej maszyny, otworzył ją. Zerknął do środka i zachwycił się misternym mechanizmem. Zobaczył też od razu co dolega zegarowi. Wystarczyło wyciągnąć kawałek drewienka blokujący koło zębate i odkurzyć wnętrze. Zamknął zegar i go nakręcił. Usłyszał radosne, miarowe TIK-TAK. Mechanik poczuł radość w sercu. Już wiedział co ma robić.
Bardzo szybko rozeszła się wieść o Mechaniku, który leczy maszyny. Do jaskini Pijotra ustawiła się ogromna kolejka niesprawnych urządzeń. Niektórym wystarczyło podokręcać luźne śruby inne wymagały poważniejszych remontów. Na początku strażnicy Mechanika rozpędzali pielgrzymów i zabierali Pijotrowi narzędzia, jednak gdy jeden z nich uszkodził się, a Mechanik go naprawił nikt już mu nie przeszkadzał w jego misji ratowania maszyn.

Igrzyska się zbliżały. Z każdym dniem Wentylator był coraz weselszy. Wreszcie unicestwi swojego wroga. W swojej łaskawości nawet wysłuchał doradców, czego nie czynił od wielu miesięcy.
– Panie, wysłuchaj mnie uważnie – przemówił stary toster. – W obecnej sytuacji najgorszą rzeczą którą możesz zrobić jest zabicie tego człowieka.
– Milcz staruchu. Czyżbyś sprzyjał ludziom? Zaraz karzę zrzucić cię do jaskini demontażu.
– Panie, zrób jak uważasz, jednak wysłuchaj mnie do końca. Niszcząc tego człowieka stworzysz coś bardzo złego. Coś co może Cię zniszczyć. Stworzysz męczennika.
– Szerzysz starcze herezje. Straże zabrać go do jaskini. Tam sam się przekona, że po demontażu nie można być silniejszym.
– Czynisz błąd Panie. Obyś to zrozumiał jak najszybciej – wykrzyknął jeszcze na koniec zabierany stary toster. Pozostali doradcy też tak sądzili, jednak bali się przyznać mu racji.

Od Graforomana.

Podziękowania dla Jurka za powrót do gry i dla Adama za uratowanie opowiadania i za nową stronę o LCS: lashcore-story.cba.pl

Zdzichu znowu czuł, że o nim nie piszą. Szlag go trafił i nie puszczał. Jak to? Przecież to on wystąpił w pierwszym odcinku i wyprodukował masę D-CH. To on był osią tej durnej historii i o nim nie piszą? No żesz kurwa mać – pomyślał  – szlag go puścił tylko po to żeby za chwilę trafił go następny mocniejszy – megaszlag. O nie! Tak być nie może. Nikt się tak nie wycierpiał jak on. Ledwo uszedł z życiem po tym jak Jadwiga potraktowała go widłami, potem był wykorzystywany seksualnie przez Bola w jego mrocznej piwnicy. Manipulowany przez Moczymordę zakochał się w królowej Spamerów, po czym stworzył demoniczną masę danonowo-chlebową, która miała zabić jego ukochaną. I co? I za to wszystko został zamordowany przez Moczymordę, a potem uwięziony w 72 obrzydliwych ciałach pomiotów masy D-CH połączonych wspólnym umysłem. To on jest po części ojcem Króla Wentylatora.

Już raz o nim nie pisali i musiał upomnieć się o swoje. Narobił wtedy takiej rozpierduchy, że o mało mityczny wir zagłady nie zniszczył wszechświata. Na szczęście wir zagłady został wypierdziany przez Bogdana i zneutralizowany cytrynowym odświeżaczem powietrza. Zdzich postanowił działać, mając 72 postacie wysłał samego siebie w 72 różne miejsca na raz w celu zebrania informacji i ogarnięcia całości. No i okazało się że:

Królowa spamerów i jej siostra Moczymorda były skłócone. Walczyły między sobą o wpływy i nie potrafiły połączyć sił. Każda z nich z osobna prowadziła swoją własną wojnę podjazdową z oddziałami Wentylatora.

Jadwiga i miotający z pod lewej pachy strumienie mikrofal Niezależny Pogromca Wszelkiego Zła W Internecie (w skrócie NPWZWI) pod ochroną pokojowo nastawionych czołgów zapomnieli o wojnie i w stodole z zapałem uprawiali agrokamasutrę. Legendarny numer ze snopowiązałką przestał im wystarczać. Teraz do swoich wyuzdanych zabaw zatrudnili brony, dojarkę, i inne sprzęty dostępne w gospodarstwie, nawet rozrzutnikowi obornika nie odpuścili.

Maszynka do golenia Bogdana i wiertarka Pijotra w przypływie odwagi przedostały się na wysypisko, którym władał demoniczny Król Wentylator. Tam poznały starego pilota od telewizora, i razem utkwiły w podziemnym systemie rur wysypiska którym władał poszukiwany przez Wentylatora dysydent – stary telefon Zdzicha.

Pijotr mechanik i Bogdan – Człowiek ze snu, który miał uwolnić zniewolone maszyny z pod pręgierza złego Króla zostali pojmani przez Wentylatora. Wentylator zachwycony tym, że upierdliwy Człowiek ze snu wreszcie wpadł w jego śmigła postanowił raz na zawsze rozprawić się z legendą Bogdana. Zaplanował pierwsze igrzyska nowej ery maszyn – Igrzyska Darmowej Energii. W wielkim finale igrzysk zamierzał osobiście zamordować Bogdana i odebrać swoim poddanym wszelką nadzieję na odmianę ich marnego losu. Docenił też mechaniczne talenty Pijotra i zesłał go do niewolniczej pracy w mrocznych jaskiniach demontażu.

Premier Wiesław Pindor wysłał na teren anomalii swojego najlepszego agenta, największego zakapiora ze starych służb Adama. Adam zamiast działać borykał się ze swoim telefonem satelitarnym, który zakochał się i został ojcem małych latarek.

Wszyscy wiedzieli, że śmierć Bogdana odwróci losy wojny i Wentylator razem ze swoimi maszynami opanuje miasto. Wszyscy wiedzieli, ale nie potrafili współdziałać. Potrzebny był dowódca, który pokieruje akcją odbicia Bogdana. Dowódca wyposażony w wiedzę, który może wydawać rozkazy będąc w kilkudziesięciu miejscach jednocześnie. Potrzebny był Multidowódca. Potrzebny był Multigenerał Zdzich. Rozmarzył się, oczyma wyobraźni widział siebie na czele zwycięskiej armii. Widział siebie jako jedynego 72-osobowego władcę Szczecina. Wyobrażał sobie jak z dziką satysfakcją aresztuje znienawidzoną Moczymordę i jej upierdliwą siostrę Królową Spamerów. Marzył o pięknej Jadwidze i o pozbyciu się Pogromcy, który był jedyną przeszkodą do Jadźkowego serca.

Odbyło się spotkanie na szczycie. Przedstawił swoją ofertę Moczymordzie, Królowej i Pogromcy. Teraz czekał na ich decyzję, nie niepokoił się. Był pewien, że logika zwycięży i zostanie multidowódcą połączonych sił. Gdyby miał usta uśmiechałby się teraz szyderczo pod nieistniejącym nosem. Nie powiedział im wszystkiego, zostawił sobie asa w rękawie. Tylko on wiedział, że nadciąga powódź tysiąclecia, dla niej też wyznaczył rolę.


Jadwiga właśnie doiła krowę, kiedy poczuła że stodoła zaczyna drżeć. Nie za bardzo się tym przejęła, ostatnio działo się tyle absurdalnych rzeczy dookoła, że głupie drżenie stodoły nie wywołało u niej żadnej reakcji. Wydoiła krowę, nakarmiła świnie, i gdy już miała się zabrać za wywożenie obornika usłyszała nasilający się ryk kilkudziesięciu siników diesla. Wtedy do stodoły wbiegł zasapany Pogromca.
– Jadziu kochanie, musisz to zobaczyć. Twój kombajn przyprowadził kolegów?
– Kolegów? – otrzepała widły z gnoju, chwyciła je oburącz i żwawo ruszyła w stronę drzwi – ja mu kurwa dam kolegów!
Odepchnęła bez trudu próbującego ją ostrzec Pogromcę i wybiegła na podwórze prosto pod lufy czołgów. Stanęła jak wryta, na chwilę ja zatkało, ale natychmiast się otrząsnęła.
– Kombajn! Do mnie!
Kombajn podjechał kilka metrów przed oblicze swojej pani. Za pomocą klaksonu i karkołomnego tańca połączonego z wyciem diesla próbował jej wytłumaczyć, że zalało kąpielisko Dziewoklicz, i że jego kuple czołgi z którymi od dawna się kolegował musiały stamtąd uciekać. Tłumaczył jej z zapałem, że kumpli nie zostawia się w potrzebie, więc zaproponował żeby przekimali u niego kilka dni aż woda opadnie, że chętnie pomogą na polu. Jadwiga jednak nie rozumiała mowy maszyn i z wściekłości wbiła widły w lewą oponę kombajna. Wycofał się szybko łamiąc trzonek od wideł. Wiedział, że przegiął. 
– Kochanie – Pogromca delikatnie dotknął jej ramienia, Jadwiga natychmiast odwróciła się i lewym sierpowym powaliła swojego kochanka.
– Też maczałeś w tym paluchy? – celny cios w szczękę Pogromcy trochę rozładował jej emocje. Upadł na trawę i oszołomiony patrzył z podziwem na swoją ukochaną. Stała nad nim z uniesioną pięścią niczym przodowniczka pracy z PRLowskiego plakatu. Kręciła go jej znoszona kufajka i upaprane obornikiem filcaki. Zamarzył o sianku i o numerze ze snopowiązałką. Drugi cios z prawej przywrócił go do rzeczywistości – maczałeś w tym paluchy?
– Ależ skąd kochanie – masował obolałą szczękę – ludzie królowej donieśli mi, że woda zalała Dziewoklicz, i że czołgi jadą z kombajnem w twoją stronę. Przyjechałem natychmiast.  – obserwował Jadzię, z której powoli uchodziło powietrze. Znowu pomyślał o numerze ze snopowiązałką – nie gniewaj się na kombajna, pewnie chciał dobrze. 
– Ja mu dam dobrze – Jadzia powoli miękła – czołgi ma moim podwórku, normalnie jak w stanie wojennym.
– Oj Jadziu, teraz też jest wojna i dobrze jest mieć czołgi po swojej stronie. Pomyśl, teraz nikt ci nie podskoczy, ani Królowa, ani Wentylator. Traktuj je dobrze a one cię obronią.
– No faktycznie – już zupełnie spokojna zapatrzyła się na swoje filcaki – nie gniewasz się, że ci przylałam?
– Troszkę – droczył się Pogromca – musisz mnie przeprosić na sianku – przytulił ją czule – jesteś piękna w tej swojej kufajce
– Wojtuś – spojrzała na niego lubieżnie – ale nie licz na snopowiazałkę.
– Czemu – zasmucił się, dawno nie wyplątywał się z sznurków na golasa
– Dzisiaj spróbujemy na bronach – zdjęła beret i pozwoliła swoim gęstym rudym włosom opaść na ramiona – i na dojarce – spojrzała Pogromcy w oczy i zaczęła rozpinać kufajkę.
– Diablica
– Grrrrr

[Graforoman] – Bogdan siedział skulony w kącie swojej celi zbudowanej specjalnie dla niego z blachy falistej. Nawet nie próbował się wydostać. Przykuty solidnym łańcuchem do potężnego stalowego dźwigara nie potrzebował nawet ochrony wewnątrz celi. Mechaniczni wartownicy mieli kategoryczny zakaz rozmawiania z więźniem. Był zbyt niebezpieczny, sama obecność Człowieka ze Snu na wysypisku spędzała sen ze śmigieł Króla. Osobiście wyselekcjonował technoistoty które mały zajmować się Bogdanem do czasu egzekucji. Odporne na sugestię i pozbawione sumienia młoty wyburzeniowe, oraz wierne i głupie parkometry na zmianę pilnowały więźnia, który był traktowany bardzo dobrze. Bogdan był regularnie karmiony puszkowaną żywnością, dostał nowe czyste ubranie, a nawet raz dziennie odwiedzała go ekipa kosmetyczna składająca się z lokówki, depilatora i suszarki do włosów którymi dowodził różowy apodyktyczny masażer do stóp. Król chciał aby w dniu egzekucji więzień wyglądał zdrowo. Nie chciał zabić słaniającego się strzępu człowieka, to wywołałoby marny efekt propagandowy. Nie. Król zamierzał stanąć przeciw Człowiekowi ze Snu na arenie i zamordować go własnym śmigłem. Chciał by strach, który dawał mu władzę zamienił się w podziw dla władcy.

Siedzenie w kącie było głównym zajęciem Bogdana, który prawie się załamał i przestał walczyć. Zrezygnowany czekał na egzekucję rozmyślając jak będzie wyglądał świat pod rządami Wentylatora. W pewnym momencie zauważył jakiś ruch w drugim kącie celi, jakby coś małego wygrzebywało się z prześwitu między płytami betonowymi, którymi miał wyłożoną podłogę. Wstał i i szurając łańcuchem podszedł bliżej, wydawało mu się że słyszy swoje imię. Spojrzał przez szparę między blachami. Jego wartownicy byli zajęci obserwacją wiecu. Król ogłaszał właśnie poddanym, że trzeba przyspieszyć prace nad budową areny. Igrzyska miały odbyć się za dwa dni. Z dwucentymetrowego otworu między płytami więzień usłyszał jakby znajomy głos.
– Pssst
Bogdan nadstawił uszu
– Pssst. Bogdan?
nic nie odpowiadał, obawiał się podstępu
– Bogdan, nie poznajesz swojej maszynki?
– Maszynka? – jej piskliwy głosik nagle przywrócił mu wiarę w siebie – co ty tu robisz, zostałaś przecież w warsztacie
– To długa historia przyjacielu, nie ma czasu na opowieści. Całe podziemie wysypiska jest pełne zaciekłych wrogów Wentylatora, żyją tam czekając na twoje przyjście. Nie pozwolą ci umrzeć.

– Ale jak? Kto? – Bogdan zapomniał języka w gębie, ale nie stracił czujności. Przez szparę w ścianie zauważył, że jeden z pilnujących go młotów wyburzeniowych zainteresował się więźniem i zaczął zbliżać się do wejścia  – Musisz uciekać maszynko, młot idzie. Do zobaczenia – szepnął nagląco
– W dniu egzekucji zgasną wszystkie światła, postaraj się wtedy przeżyć. My zajmiemy się resztą – odpowiedziała maszynka i  czmychnęła do tunelu, którym tu przybyła.
Bogdan kątem oka dostrzegł że młot jest już w wejściu. Obrócił się, usiadł na dziurze przez którą rozmawiał z maszynką i zaczął skrobać łańcuchem po betonie
– Co tu się dzieje – dowódca warty, który miał pozwolenie na rozmowy z więźniem rozglądał się czujnie po celi – co ty tam bazgrzesz durniu?
– zaznaczam dni w niewoli – kajał się Bogdan
– No to ci jeszcze dwie kreski zostały durniu. Ha ha. – młot zaniósł się śmiechem i wrócił powoli do obserwowania wiecu króla.


[Graforoman] – Agent Adam szybko pożałował, że pozwolił telefonowi bzykać latarkę po nocach. Jeszcze nie za bardzo przywykł do ruszających się maszyn, które w zdecydowanej większości dybały na jego marny żywot, a teraz musiał znosić orgazmy telefonu i latarki we własnym pokoju.
Nawet nie próbował patrzeć jak oni to robią, wydawało mu się to tak nierealne, że aż obrzydliwe. W dodatku jasne i głośne. Latarka podczas orgazmu wydawała ze swojej malutkiej żaróweczki tyle światła, że mogłaby przyćmić stuwatową żarówkę, telefon zaś ogarnięty namiętnością wygrywał z zapałem swoje melodyjki na cały głośnik. Adam z czasem nauczył się rozpoznawać kiedy telefon dochodzi, zaczynał wtedy głośno grać „Jest już ciemno” zespołu Feel. To go najbardziej dobijało. W dodatku po stosunkowo owocnej nocy małym kochankom padały baterie i przez kilka godzin musiał je ładować. Co w pozbawionym energii Szczecinie wymagało wiele zachodu.

Po kilku nocach Adam był wykończony do granic mozliwości. Nie mógł nic zrobić, bo jego telefon erotoman był mu potrzebny. Był jego jedynym kontaktem ze światem realnym i Pindorem. Musiał coś wykombinować albo zwariuje i zawali zadanie. To było niedopuszczalne, agent Adam zawsze doprowadza operacje do końca.  Zbudował swoim mechaniczym kochasiom mały burdelik. Tak nazwał duże pudło obłożone styropianem i owinięte dziesięcioma kocami, w którym telefon z latarką uprawiały po nocach swoje „cośtam”. Burdelik tłumił światło i dźwięk. Adam po raz pierwszy przespał calutką noc.

Pewnego dnia Adam wrócił z narady u Królowej. Od razu zorientował się, że coś tu jest nie tak. Telefon z latarką, które normalnie o tej porze wygrzewały się na parapecie nad grzejnikiem gdzieś zniknęły. Przeszukał mieszkanie i nic. Do sprawdzenia został tylko burdelik. Nigdy tam nie zaglądał, bo irracjonalnie obawiał się tego co tam zobaczy. Podszedł ostrożnie. Odwinął koce, uchylił wieko i zdębiał.
– O ja pierdolę – zawył na głos, zamknął z powrotem wieko i usiadł oszołomiony na podłodze obok. Nie wierzył w to co zobaczył. Na poduszce wewnatrz pudła latarka tuliła do siebie jakieś małe hałaśliwe urządzonka. Telefon krzatał się dookoła nich. Kiedy wyczuł obecność Adama skierował w jego strone wyświetlacz z napisem „JESTEM TATĄ”.

A oto ilustracja do odcinka, którą w dobroci swej wykonał Adam. Za co chylę czoła tak głęboko, że aż łysiną pocieram posadzkę.


KOMÓRKA OCZYSZCZANIA made in LASHCORE STORY. Czyli łazienka dla technoistot. Nawet one muszą myć gdzieś przepocone tryby.

Ku chwale Adama.


[Graforoman] – Możemy ich jakoś ostrzec? – prezydent Giertych odebrał filizankę kawy od rudego oficera BORu. Nie to żeby się martwił, ale zapytać wypadało.
– Możemy, ale nie chcemy – premier Pindor zapatrzony na portret swojego wielkiego poprzednika Leppera nie miał zamiaru ratować mieszkańców Szczecina. Wielka powódź na Odrze pustoszyła zachodnią Polskę. Setki tysięcy ludzi ewakuowano, a o stratach materialnych nie chciał nawet myśleć. W dodatku wiejący od kilku dni silny północny wiatr powodował zjawisko cofki, co niechybnie podniesie o kilka metrów poziom wody w Szczecinie.
– Ja wiem Wiesiu, że jesteś podłą gnidą bez sumienia, ale wytłumacz mi dlaczego chcemy potopić Szczecinian.
– Bo mnie kurna wkurzają – Pindor oderwał wzrok od portretu Leppera i ożywił się – Wkurza mnie to że nie mam nad tą całą porąbaną anomalią kontroli. Wkurza mnie to, że maszyny nie są już maszynami. Wkurza mnie to, że nikt tam nie może wejść, a jak już ktoś wejdzie to już zostaje i wariuje, albo zabijają go maszyny. Tyle rzeczy mnie tam wkurza, że nic nigdy bardziej mnie nie wkurzało tak jak ten nienormalny Szczecin. A najbardziej mnie wkurza, że oni tam nie płacą podatków. A niech się potopią.

– A ten zakapior ze starych służb, co go tam wysłałeś? Udało mu się?
– Adam? – premier uśmiechnął się pod nosem – Nie mam zielonego pojęcia jak, ale udało mu się przedostać. Na początku były problemy z kontaktem. Jego telefon satelitarny zaraz po przejściu na drugą stronę zakochał się w latarce i oświadczył mu, że teraz potrzebuje prywatności.
– A jak ze sobą gadali?
– Telefon pokazywał swoje mądrości na wyświetlaczu, a Adam odpowiadał mu za pomocą klawiatury. W końcu pod groźbą wyjęcia baterii jakoś się dogadali. Za dnia telefon służy Adamowi, a w nocy bzyka latarkę.
– Bzyka latarkę? – prezydent zaksztusił się kawą – to jakaś paranoja.
– Tiaaa. To obrzydliwe.
– Jeśli ten Adam dogadał się z telefonem, to pewnie wie o powodzi i może powiadomić tam kogo trzeba.
– Może, ale nie chce. To znaczy ja nie chcę. Udało mu się dotrzeć do samej królowej, jest jej adiutantem. Informacje, które mi przkazuje są bardzo cenne. Jeśli powie jej o powodzi to natychmiast się zdekonspiruje. Poza tym nie wysłałem go tam, żeby kogokolwiek ratował. Wysłałem go po to, żeby dowiedział się czy można wyłączyć tą wkurzającą anomalię.


Edgar się opiernicza więc pozwolę sobie uruchomić magnetron pod pachą Pogromcy.

[Graforoman] – Pogromca jako wysoki dowódca armii Królowej Spamerów miał przywilej posiadania własnej kwatery na jej pietrze. Była czwarta nad ranem, wrócił właśnie wykończony z patrolu. Padał na twarz z wycieńczenia i było mu zimno. Jego patrol wdał się w potyczkę z bojówką skuterów dowodzonych przez charyzmatyczną suszarkę do włosów. Stracił jednego człowieka, a dwóch zostało poważnie rannych.
Pomyślał o gorącej herbacie przed snem. Uruchomił niewielki pokojowo nastawiony agregat prądotwórczy, który mruknął zadowolony, że ma w końcu okazję rozgrzać swoją prądnicę. Jemu tez było zimno. Elektryczny czajnik wdzięczny za 220V również nie stanowił zagrożenia i z radością zagotował wodę. Pogromca nie zauważył, że czajnik ma uszkodzony przewód zasilający. Chwycił za mokry uchwyt i poczuł lekkie łaskotanie. Był zbyt zmęczony, aby się tym przejąć. Nalewając wodę do kubka coraz uważniej zaczął obserwować akwarium po drugiej sronie pokoju. Działo się coś dziwnego. Najpierw fioletowy bojownik desperacko wyskoczył na podłogę, a po chwili woda zagotowała się w akwarium. Zaaferowany nie zauważył, że cały czas nalewał wodę do pełnego już kubka. Nadmiar wrzątku zaczął kapać ze stołu na podłogę i poparzył mu stopę.
– Ała – poparzony w stopę odskoczył z krzykiem, po czym jednym susem znalazł się przy akwarium i podniósł miotającego się na dywanie bojownika. Napełnił szklankę wodą i umieścił w niej rybkę.
– Mało brakowało przyjacielu – odatwił szklankę na krzesło.

Po chwili umęczone szare komórki zaczęły pojmować znaczenie tego co się stało. Prawą ręką sięgnał pod lewą pachę, pomacał wystający magnetron i poczuł, że jest cieplejszy niż zwykle. Wstał, podszedł do czajnika, ustawił się w takiej pozycji jak poprzednio i chwycił za czajnik. Znowu poczuł łaskotanie a po chwili woda w akwarium zaczęła intensywnie parować. Odstawił czajnik i usiadł na łóżku oszołomiony rangą odkrycia jakiego dokonał. Już wiedział jak uruchomić jego wiecznie uwierający magnetron pod lewą pachą – pozostałość po zdzichowych eksperymentach z cyberczarami. Pacnął się dłonią w głowę.
– Przecież to oczywiste – powiedział na głos – przecież mikrofala potrzebuje zasilania.
Pogromca zrozumiał, że napięcie z uszkodzonego kabla czajnika uruchomiło magnetron. Zrozumiał też, że magnetron pobrał całą energię i uchronił go przed śmiertelnym porażeniem prądem, stał przecież boso na mokrej podłodze.
Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi.
– Wejść – krzyknął poirytowany, a w drzwiach pojawił się Adam, adiurant królowej
– Cześć Wojtek, królowa wzywa. Natychmiast.

Wszedł do gabinetu królowej i znieruchomiał. Nie spodziewał się zobaczyć tam Moczymordy, która spokojnie piła whisky. Krolowa pojęła zdziwienie swojego dowódcy i pospieszyła z wyjaśnieniem.
– Mamy rozejm Wojciechu – oznajmiła zagadkowo – moja siostra przyniosła bardzo złe nowiny.
– Widzisz NPWZWI – odezwała się Moczymorda (tylko ona potrafiła to wypowiedzieć z gracją) – twoi przyjaciele Bogdan Zioło i Mechanik Pijotr zostali pojmani przez Wentylatora.
– Bogdan, Pijotr? – wydukał
– Tak. Oni – kontynuowała królowa M
– Prześpij się i rano postaw swój oddział w stan pełnej gotowości – wtrąciła się Królowa S ze współczuciem patrząc na wycieńczonego pogromcę – nie mamy czasu, szpiedzy mojej siostry – spojrzała na nią z niechęcią – donieśli, że Wentylator za sześć dni zamierza zabić twoich przyjaciół.