Posts Tagged ‘MAKRO’


…przynajmniej ten Podbiał tak uważa.  Przydybałem go dzisiaj telefonem.

Przypominam, że nadal można wysyłać SMSy na w plebiscycie na Blog Roku. Głosujemy oczywiście na blogi Angie i Edgara.

Masz ci los. Zapomniałem o mongolskich (do niedawna klimatach). Wyślijcie też SMSa o treści I00112 na numer 7122 na blog ZIMA W UŁAN BATOR.

Ja się dowiem kto nie wysłał SMSa. Odnajdę i wyciągnę konsekwencje!

Reklamy

Wyszło na to, że pierwszy wpis w tym roku będzie o żarciu.

Jedyną wadą zup jest to, że nie ma co w nich gryźć. Zawsze nakładając sobie zupę wybierałem gęste frakcje z dna gara, tudzież wazy. Ileż można? Ileż można wiosłować wazówką po garze, żeby wydobyć choć jeden lichy kawałek marchewki? To nie ludzkie! Człek głodny jak cholera, a tu każą jeść tłustą wodę z kawałkiem mięsa i warzywka. Na starość powiedziałem dość! Postawiłem się tradycji i zacząłem gotować zupy po swojemu, po gęstemu! Pisałem już wcześniej, że uwielbiam kroić, ciachać, obierać i ćwiartować. Jestem Wielofunkcyjnym Organicznym Robotem Kuchennym (czytaj WORKer) z opcją wynoszenia śmieci i wyprowadzania psa na spacer. Wróciłem ostatnio do swojego starego ostrza roboczego FiodoraZaostry nie wytrzymał i rozpadł się w wyniku intensywnej eksploatacji.

Wracając do barszczu. Najsampierw, albo nawet najsamprzód wrzucam do gara napełnionego do połowy wodą fragment nieżywej kury i gotuję. Doprawiam kostką rosołową, solą, pieprzem, lubczykiem, liściem laurowym i zielem angielskim. Tu do akcji z zapałem wkracza nóż Fiodor. Obiera, kroi i chlasta bez opamiętania. Po kolei do wywaru trafiają: cebula, czosnek, por, seler, pietruszka, marchew, natka pietruszki, koper i liście buraka (zamroziłem sobie latem). Tym razem do barszczu trafiła także kiełbasa jałowcowa, żołądki drobiowe i grzyby suszone. Na koniec wrzucam dużo startych i pokrojonych buraków ćwikłowych. Szaleństwo krojenia i wrzucania warzyw do gara trwa tak długo, aż gar wypełni się po brzegi. Kiedy już gar jest pełen, a warzywa i mięso wystają ponad lustro zupy wlewam odrobinę octu dla zachowania koloru, zaprawiam śmietaną i można jeść. No prawie można. Wrzucam do michy kilka ugotowanych wcześniej ziemniaków, zalewam je moim produktem barszczopodobnym i pożeram.


Coś mnie naszło w święta, żeby poszperać w swoich szafkach w domu rodzinnym. W szafkach, w których czas zatrzymał się jakieś piętnaście lat temu. Odnalazłem takie skarby, że szczęka mi opadła z zachwytu. Zeszyty z technikum i uczelni. Kartkówki i wypracowania z przed dwudziestu lat. Numer miesięcznika muzycznego BRUM z 1994 roku. Bogato ilustrowana książka o Sudetach wydana w 1949 roku. Propagandowa powieść radziecka „Żniwa” z 1955 roku. Poszarpane i pożółkłe „Dzieła zebrane Marii Konopnickiej” wydane w 1956 roku. Dyplomy z czasów podstawówki. Nie wszystko jeszcze przejrzałem, ale doszedłem do wniosku że muszę sobie kupić pokaźny kufer na moje skarby.

Dzisiaj pochwalę się rysunkami, które dwadzieścia lat temu popełniałem w swoich zeszytach. W 1992 roku na lekcjach polskiego rysowałem statki kosmiczne:

 

Narysowałem też srającego dinozaura (no chyba, że to ogon)

 

Pani od polskiego nie była jak widać zachwycona moimi zapędami plastycznymi i wstawiła mi dwóję.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


… CZYLI ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE OD GRAFOROMANA

Wszystkim czytelnikom i przypadkowym odwiedzaczom życzę dużo tego, dużo tamtego, a najbardziej dużo to wszystkiego. 🙂

 

 

I jeszcze trójkowa kolęda. Moja ulubiona.

 


Wpadła mi w łapki paczka papierosów znanej marki zakupiona w Egipcie. Polecam uwadze obrazek na paczce, który zniechęca do palenia.

Z podziękowaniem dla Grzeg Kas Charz, za dostarczenie paczuszki i inne imprezowe zasługi.


Nie do końca wiadomo, kto pierwszy wpadł na pomysł żeby dodać ketchupu do grzybów leśnych. Prawdopodobnie ciotka Maryśka jako pierwsza popełniła takie karkołomne połączenie. Podchwyciłem i udoskonaliłem ten przypadkowy przepis.

Składniki:
– Ugotowane grzyby leśne
– Cebula
– Papryka słodka
– Papryka słodka w proszku
– Ketchup
– Sól, pieprz
– Olej
Na początek mała uwaga. Gotujemy tylko grzyby małe i młode. Najlepiej nadają się do gotowania grzyby „blaszkowe” (kurki, rydze, opieńki, gołąbki, kanie itp) Stare grzyby po ugotowaniu uzyskują konsystencję gluta i nie za bardzo nadają się na patelnię.
 
 
 

Ugotowane grzyby bierzemy w garść i wyciskamy z nich tyle wody ile zdołamy. Wrzucamy wyciśnięte grzyby na patelnię i smażymy na oleju razem z drobno posiekaną cebulą. Solimy i pieprzymy do smaku. Dzięki cebuli zapach grzybów staje się bardziej intensywny. Kiedy uznamy, że nadmiar wody zawartej w grzybach już odparował, wtedy dosypujemy posiekaną czerwoną lub żółtą paprykę. Następnie dosypujemy obficie paprykę słodką w proszku i ketchup. Smażymy jeszcze dziesięć minut i gotowe. Grzyby mają skłonność do przyklejania się do gorącej patelni, więc przez cały czas smażenia co chwilę trzeba zamieszać.

Tak przyrządzone grzybki można pożerać z pieczywem lub jako dodatek do ziemniaków. Można także udekorować nimi schabowe, lub inne kotlety. Dla mnie najlepiej smakują na zimno. Nie próbowałem jeszcze przyrządzać w ten sposób pieczarek, ale podejrzewam, że wyjdą równie dobre.

Smacznego!


Kiedy w sklepie zobaczyłem dorodne główki czerwonej kapusty nagle w moim mózgu coś zatrybiło ze zgrzytem. Dawno nieużywany pordzewiały mechanizm zakurzonych wrót do archiwum smaków dzieciństwa ruszył z jękiem. Drzemiący w środku samotny neuron archiwista podniósł się z krzesła i marudząc pod nosem ruszył w stronę regału z napisem Kapusta. Szedł wzdłuż regału i czytał na głos napisy na segregatorach: Bigosy, kapusta kiszona, surówki – Dlaczego segregator, którego szukam jest zawsze na końcu? – narzekał, ale szedł dalej. Kapuśniaki, gołąbki, pierogi z kapustą, brukselka. W końcu zauważył segregator z napisem „Kapusta czerwona”.  – No nareszcie – westchnął z ulgą, chwycił segregator i wrócił do swojego biurka. Stary faks dopiero potraktowany pięścią postanowił się uruchomić. Neuron archiwista otworzył segregator, zdmuchnął kurz z pożółkłej kartki z opisem smaku duszonej czerwonej kapusty. Wybrał numer do działu myśli bieżących i wysłał faks.

Zatrzymałem się w pół kroku. Dobre piętnaście lat nie jadłem czerwonej kapusty, pamiętałem że zażerałem się tą kapustą bez opamiętania. Zareagowałem niczym pies Pawłowa i walcząc ze ślinotokiem załadowałem dwie największe główki do koszyka. Sięgnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do rodzicielki. – Cześć mamo, jak się robiło ten bigos z czerwonej kapusty? – Mama natychmiast udzieliła mi precyzyjnych instrukcji dotyczących technologii przygotowania duszonej czerwonej kapusty: – No wiesz, wrzucasz kapustę i dużo innych warzyw do gara i dusisz, dodajesz trochę smalcu albo oleju i jak lubisz możesz dodać kiełbasę.

Dodałem kiełbasę i po prawie czterech godzinach duszenia na małym ogniu kapusta była gotowa. Nie mogłem się doczekać, w czasie duszenia kuchnię ogarnął wspaniały zapach zapomnianej potrawy z dzieciństwa. Żona, która nigdy wcześniej nie jadła takiej kapusty wychwaliła mnie jak nigdy. Bardzo jej smakowało. Wczoraj wieczorem pięciolirowy garnek był pełen, dzisiaj już widać dno.

A oto ona. Zapomniana i przywrócona po latach do jadłospisu duszona czerwona kapusta:

Choróbsko.

Posted: 12 października 2011 in Dyrdymały i pierdoły, GrafObrazy, MAKRO
Tagi: , ,

Choróbsko niedobre Graforomana dopadło. DoktÓr zapodał mi leki i zwolnienie, ale ja wiem swoje. Ja wiem co naprawdę leczy. Grzaniec leczy! Piwo, miód, goździki i cynamon wyleczą wszystko. Do tego ostra czosnkowa zagrycha i żaden bakcyl, czy inny wirus długo nie pociągnie.

Inspired by Evacristina.


Do tego wpisu zainspirowały mnie fotki gołych filiżanek na blogu TERAPIE. Ja też mam kubek z gołą babą, a dokładniej z gołą Higienistką z serialu „Włatcy Móch”. Georgeeliot może, to ja też chcę się pochwalić swoim najulubieńszym kubkiem.

Goła Higienistka

 Dla wrażliwych druga strona kubka z Higienistką w fartuchu służbowym.


Ja chyba w poprzednim życiu byłem szatkownicą do kapusty albo zestawem noży kuchennych. Lubię kroić, siekać, chlastać i obierać. Różniaste roboty kuchenne i inne blendery bezużytecznie marnują miejsce w kuchennych szafkach. Zastąpił je WORK-R (czytaj Łorker) czyli „Wielofunkcyjny Organiczny Robot Kuchenny – Roman”. WORK-R niedawno wymienił ostrze na nowe. Legendarny Fiodor został zastąpiony przez Zaostrego. Zaostry przebojem wkroczył w nasze kuchenne życie. Zakupiony za dychę w komplecie z rosołkami drobiowymi od razu pochlastał moje i żony paluchy. Polała się krew. Doceniliśmy jednak zalety nowego ostrza w domu i ochrzciliśmy je „Zaostry” . Stary zasłużony Fiodor został zesłany do smarowania kanapek masłem i innymi pasztetami. W ramach protestu Fiodor obraził się i stępił.

No dobra. Miało być o Bigosie. Żelaznym punktem naszego letniego menu jest wyczekiwany i wytęskniony bigos z młodej kapusty. Przyrządzenie bigosu z młodej kapusty nie wymaga wybitnych zdolności kulinarnych. Jego przyrządzenie jest tak proste jak smażenie jajecznicy. Wystarczy pokroić młodą kapustę, kiełbasę i inne warzywa (im więcej tym lepiej), wrzucić do gara, doprawić i poczekać. Oto on:

Kiełbasiany summer Bee Gees z young kapusty.

W przygotowaniu Bee Geesu z zapałem uczestniczyli:

Żona, Ja, Fiodor, Zaostry, kuchnia, zlew, pięciolitrowy garnek, łyżka drewniana, łyżka stołowa, dwa widelce, deska do krojenia, blat kuchenny, dwa talerze, miska, kubki smakowe, gaz ziemny, zapalniczka, pojemniki z przyprawami, gąbka, ścierka, aparat fotograficzny, krzesło, podłoga, ogród rodziców i inni.

Heroicznie dla Bee Geesu poświęcili się:

Trzy niekiepskie główki młodej kapusty, kiełbasa śląska, marchew, seler, pietruszka, dwa pomidory, por, koper, natka pietruszki i selera, trzy cebule, szczypior, dziesięć ząbków czosnku, olej, przecier pomidorowy, kostki rosołowe, papryka słodka w proszku, sól, pieprz, woda.

Bruździł:

Gucio.

Bigos wyszedł tak dobry, że najchętniej pożarłbym sam całe pięć litrów. Żona zamierza zawieźć słoik mojego arcydzieła jutro do babci. Na nic moje protesty i błagania, że lepiej żebyśmy sami zjedli, że babci zawieziemy następnym razem. Uknułem zatem przebiegły plan, zamierzam pożreć wszystko do juta rana. Pęknę, a nie oddam!

Przy realizacji przebiegłego planu będzie mi towarzyszyć ulubiona płyta ZAZ