Posts Tagged ‘LASHCORE’


[Edgar] – Bogdan od ostatniej rozmowy z Maszynką czekał na znak od niej. Kompletnie nie wiedział o co chodzi z tym podziemiem wysypiska i powoli tracił tą odrobinę nadziei, którą wlała mu do serca rozmowa z mechaniczną przyjaciółką. Nie wiedział, ile czasu minęło od ich rozmowy, cela nie miała okien, jedyne światło, które przenikało do pomieszczenia, to prześwity między betonowymi płytami. Spał, gdy Maszynka drążąc mozolnie malutki tunel zbliżyła się do niego. Wreszcie, po ciężkiej walce z kawałkiem płytki chodnikowej udało jej się wdrapać do celi. Rozejrzała się wokół i ujrzała Bogdana. Jaj malutkie, elektroniczne serce zabiło szybciej. Musiała się spieszyć, a ten mądrala po prostu sobie spał!
Z całej siły walnęła go w bok. Nie ruszył się. Spróbowała jeszcze raz, ale tylko przewrócił się na drugi bok. Lekko podenerwowana, widząc wypięte w jej kierunku cztery litery wystające ze spodni, niewiele myśląc walnęła go prądem.
„Prądem chcą mnie załatwić!” -pomyślał Bogdan zrywając się z posłania.

– Raany, CISZEJ!!!- Jęknęła Maszynka.
-Ło!!! To ty!! Co się dzieje? To dziś? Egzekucja? -Mamrotał jeszcze nie dobudzony Boguś.
-Nie, do cholery, uspokój się.Muszę ci szybko coś powiedzieć i lepiej żebyś to zapamiętał, bo może ci to życie uratuje.
-Uch…-Bogdan szybko przetarł twarz dłońmi -no dobra… Nawijaj, o co chodzi.
-Schyl się i słuchaj uważnie- Maszynka powiedziała mu na ucho jedno zdanie.
-A co to to za bełkot?
-To tajemnicze zaklęcie, które musi być głośno wypowiedziane.
-No i?
-Nie wiem. Nigdy dotąd nie było wypowiedziane przez człowieka. Więc skutki nie są znane. Ale jeśli nic innego się nie wydarzy, gdy będą cię od egzekucji dzieliły sekundy, wtedy je wypowiesz. Albo cię zabije, albo… Albo zabije kogoś innego…
-Albo nic się nie stanie -mruknął Bogdan patrząc jak Maszynka gramoli się z powrotem do swojego tunelu. Tej nocy już nie spał.

 

 

 

 

 

 

Pierwszy fragment LCS napisany przez Edgara po bardzo długiej przerwie. 🙂

Reklamy

[Jurek] – Na spotkaniu u Królowej Spamerów po wyjściu Zdzichów nastała cisza. Królowe przyglądały się sobie próbując odczytać myśli przeciwniczki. Adiutant siedział w kącie i rozmyślał jak to wszystko przyjmie Pindor. Wreszcie ciszę przerwała Królowa M.
– Zdzichy dały nam 24 godziny na decyzję. Nie wiem jak wy, ale ja musze się wcześniej z tym problemem przespać. Pozwólcie, że was opuszczę. – rzekła i wyszła z sali obrad.
Na korytarzu przystanęła. „Wiem, że tu jesteś” pomyślała. Nieznajomy wyszedł z cienia.
„No i co o tym sądzisz?”
„Przecież wiesz Królowo”
„Też mi się to nie podoba. Masz może jakieś rozwiązanie?”
„Nie”
„Możesz nam pomóc?”
„Może”
„Pomożesz?”
„Zobaczymy”
„Dobra, a może pogadamy wreszcie jak ludzie, a nie tylko w mojej głowie”
„Mam brzydki głos” Nieznajomy uśmiechnął się i rozpłynął w cieniu kąta.
– Jak on mnie wkurza. Dobrze wie, że nic nie mogę mu zrobić więc bawi się ze mną. Ale jeszcze znajdę na niego sposób – mruknęła Królowa M pod nosem i udała się do swoich „komnat” przydzielonych przez jej siostrę.

Królowa Spamerów spojrzała na zamykające się drzwi za jej siostrą.
– Adam, do mnie – krzyknęła
Adiutant zerwał się i błyskawicznie stanął przy tronie Królowej.
– Zdzichy muszą coś wiedzieć. Tak bez niczego nie przyłaziłby tu i nie żądał władzy. Mojej władzy.
– Królowo, ale on tylko dał propozycję –
– Tak. Dał propozycję, ale taką której nie można odrzucić –
– I? –
– Co i? Czy ja mam o wszystkim myśleć? Przydałbyś się do czegoś. Moczymorda ma rację, teraz niczego nie wymyślę. Może coś mi się przyśni? –
– Na pewno Pani –
– Milcz wazeliniarzu i biegnij zobaczyć, czy nie ma cię w koszarach. –
Adiutant wybiegł posłusznie z sali. „Jak to wszystko się skończy to sobie inaczej pogadamy. Oj pogadamy” pomyślał Adam.


[Jurek] – W mrocznych jaskiniach demontażu Pijotr przeżywał katusze. On, człowiek który wcześniej tworzył maszyny został zmuszony do rozkręcania ich na części. Ze łzami w oczach codziennie odbierał od strażnika zestaw narzędzi i stawał przy wielkim stole, na którym demontował urządzenia. Któregoś razu na stół wylądował stary zegar z kukułką. Pijotr wziął śrubokręt i przystawił do jednej ze śrub. Nagle zegar drgnął, wskazówki zaczęły wolno się obracać a kukułka nieśmiało wychylała się. Mechanik wypuścił z ręki narzędzie. Czuł całym sobą strach maszyny przed unicestwieniem. Te doznanie wstrząsnęły nim. Powoli pogłaskał bok zegara. Wyczuł pod palcami drżenie, czuł siłę drzemiącą w starej sprężynie.
– Nie bój się. Nie skrzywdzę cię.- Szepnął do zegara.- Zobaczmy cóż ci dolega mój kolego.
Ostrożnie, by nie wystraszyć starej maszyny, otworzył ją. Zerknął do środka i zachwycił się misternym mechanizmem. Zobaczył też od razu co dolega zegarowi. Wystarczyło wyciągnąć kawałek drewienka blokujący koło zębate i odkurzyć wnętrze. Zamknął zegar i go nakręcił. Usłyszał radosne, miarowe TIK-TAK. Mechanik poczuł radość w sercu. Już wiedział co ma robić.
Bardzo szybko rozeszła się wieść o Mechaniku, który leczy maszyny. Do jaskini Pijotra ustawiła się ogromna kolejka niesprawnych urządzeń. Niektórym wystarczyło podokręcać luźne śruby inne wymagały poważniejszych remontów. Na początku strażnicy Mechanika rozpędzali pielgrzymów i zabierali Pijotrowi narzędzia, jednak gdy jeden z nich uszkodził się, a Mechanik go naprawił nikt już mu nie przeszkadzał w jego misji ratowania maszyn.

Igrzyska się zbliżały. Z każdym dniem Wentylator był coraz weselszy. Wreszcie unicestwi swojego wroga. W swojej łaskawości nawet wysłuchał doradców, czego nie czynił od wielu miesięcy.
– Panie, wysłuchaj mnie uważnie – przemówił stary toster. – W obecnej sytuacji najgorszą rzeczą którą możesz zrobić jest zabicie tego człowieka.
– Milcz staruchu. Czyżbyś sprzyjał ludziom? Zaraz karzę zrzucić cię do jaskini demontażu.
– Panie, zrób jak uważasz, jednak wysłuchaj mnie do końca. Niszcząc tego człowieka stworzysz coś bardzo złego. Coś co może Cię zniszczyć. Stworzysz męczennika.
– Szerzysz starcze herezje. Straże zabrać go do jaskini. Tam sam się przekona, że po demontażu nie można być silniejszym.
– Czynisz błąd Panie. Obyś to zrozumiał jak najszybciej – wykrzyknął jeszcze na koniec zabierany stary toster. Pozostali doradcy też tak sądzili, jednak bali się przyznać mu racji.

Od Graforomana.

Podziękowania dla Jurka za powrót do gry i dla Adama za uratowanie opowiadania i za nową stronę o LCS: lashcore-story.cba.pl

LASHCORE STORY to takie dziwadło, które kiedyś było multiopowieścią a dzisiaj jest już tylko umierającym opowiadaniem. Dziwadło, które powstało bez wyraźnej przyczyny i wbrew logice. Na początku pisane z pasją przez trzech przypadkowych grafomanów powoli zaczęło chylić się ku zapomnieniu. To właśnie Lashcore Story było najważniejszym powodem powołania do życia graforomanowego bloga. Śmiały plan przeniesienia multiopowieści na bloga i zdobycia nowych czytelników wyszedł średnio. Bez pomysłów i humoru JurkaEdgara brakuje mi paliwa, które napędzałoby wyobraźnię. Opowiadanie które wcześniej przynosiło dużo frajdy z czasem zaczęło ciążyć.

Tak więc postanowiłem ogłosić definitywny koniec multiopowieści Lashcore Story. Miałem jeszcze trochę nadziei, że ktoś zapyta co dalej. Czy Wentylator ukatrupi w końcu Bogdana? Czy Pijotr dokona żywota w mrocznych jaskiniach demontażu? Czy maszynka z wiertarką spełnią swoją misję? Czy Moczymorda pogodzi się z siostrą? I kim jest do cholery John?

I co? I ktoś jednak zapytał! Adam, nadworny grafik i znawca Lashcore Story zagaił w komentarzach na blogu Alternatywnych „Cześć Grafo. Co tam u Romana w temacie LCS? (nie mylić z LSD ani SLD)”. No jakby mi z półobrotu w potylicę przywalił. Jaki koniec? Gdzieżby tam! Ktoś jednak to dziadostwo czyta. Nie dość, że czyta to jeszcze inspiruje i tworzy inspirujące grafiki! Oto one:

INSPIRA PIERWSZA

INSPIRA DRUGA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec wcześniejsza grafika Adama, która świetnie ilustruje moje lashcorowe rozterki. Wyjść z tej dziury i pozostawić porąbany świat żywych maszyn za sobą, czy wrócić na dół i pisać dalej? Adam upiera się, że gdzieś na poniższym obrazku jest ukryty klucz. Może to klucz do komnaty w której mieszka wena?

Lashcorowe rozterki graforomana.

No to nie pozostaje mi nic innego jak posadzić dupę przed kompem, rozprostować paluchy i zacząć pisać Lashcore Story. Do niedzieli się uwinę. 🙂


Zdzichu znowu czuł, że o nim nie piszą. Szlag go trafił i nie puszczał. Jak to? Przecież to on wystąpił w pierwszym odcinku i wyprodukował masę D-CH. To on był osią tej durnej historii i o nim nie piszą? No żesz kurwa mać – pomyślał  – szlag go puścił tylko po to żeby za chwilę trafił go następny mocniejszy – megaszlag. O nie! Tak być nie może. Nikt się tak nie wycierpiał jak on. Ledwo uszedł z życiem po tym jak Jadwiga potraktowała go widłami, potem był wykorzystywany seksualnie przez Bola w jego mrocznej piwnicy. Manipulowany przez Moczymordę zakochał się w królowej Spamerów, po czym stworzył demoniczną masę danonowo-chlebową, która miała zabić jego ukochaną. I co? I za to wszystko został zamordowany przez Moczymordę, a potem uwięziony w 72 obrzydliwych ciałach pomiotów masy D-CH połączonych wspólnym umysłem. To on jest po części ojcem Króla Wentylatora.

Już raz o nim nie pisali i musiał upomnieć się o swoje. Narobił wtedy takiej rozpierduchy, że o mało mityczny wir zagłady nie zniszczył wszechświata. Na szczęście wir zagłady został wypierdziany przez Bogdana i zneutralizowany cytrynowym odświeżaczem powietrza. Zdzich postanowił działać, mając 72 postacie wysłał samego siebie w 72 różne miejsca na raz w celu zebrania informacji i ogarnięcia całości. No i okazało się że:

Królowa spamerów i jej siostra Moczymorda były skłócone. Walczyły między sobą o wpływy i nie potrafiły połączyć sił. Każda z nich z osobna prowadziła swoją własną wojnę podjazdową z oddziałami Wentylatora.

Jadwiga i miotający z pod lewej pachy strumienie mikrofal Niezależny Pogromca Wszelkiego Zła W Internecie (w skrócie NPWZWI) pod ochroną pokojowo nastawionych czołgów zapomnieli o wojnie i w stodole z zapałem uprawiali agrokamasutrę. Legendarny numer ze snopowiązałką przestał im wystarczać. Teraz do swoich wyuzdanych zabaw zatrudnili brony, dojarkę, i inne sprzęty dostępne w gospodarstwie, nawet rozrzutnikowi obornika nie odpuścili.

Maszynka do golenia Bogdana i wiertarka Pijotra w przypływie odwagi przedostały się na wysypisko, którym władał demoniczny Król Wentylator. Tam poznały starego pilota od telewizora, i razem utkwiły w podziemnym systemie rur wysypiska którym władał poszukiwany przez Wentylatora dysydent – stary telefon Zdzicha.

Pijotr mechanik i Bogdan – Człowiek ze snu, który miał uwolnić zniewolone maszyny z pod pręgierza złego Króla zostali pojmani przez Wentylatora. Wentylator zachwycony tym, że upierdliwy Człowiek ze snu wreszcie wpadł w jego śmigła postanowił raz na zawsze rozprawić się z legendą Bogdana. Zaplanował pierwsze igrzyska nowej ery maszyn – Igrzyska Darmowej Energii. W wielkim finale igrzysk zamierzał osobiście zamordować Bogdana i odebrać swoim poddanym wszelką nadzieję na odmianę ich marnego losu. Docenił też mechaniczne talenty Pijotra i zesłał go do niewolniczej pracy w mrocznych jaskiniach demontażu.

Premier Wiesław Pindor wysłał na teren anomalii swojego najlepszego agenta, największego zakapiora ze starych służb Adama. Adam zamiast działać borykał się ze swoim telefonem satelitarnym, który zakochał się i został ojcem małych latarek.

Wszyscy wiedzieli, że śmierć Bogdana odwróci losy wojny i Wentylator razem ze swoimi maszynami opanuje miasto. Wszyscy wiedzieli, ale nie potrafili współdziałać. Potrzebny był dowódca, który pokieruje akcją odbicia Bogdana. Dowódca wyposażony w wiedzę, który może wydawać rozkazy będąc w kilkudziesięciu miejscach jednocześnie. Potrzebny był Multidowódca. Potrzebny był Multigenerał Zdzich. Rozmarzył się, oczyma wyobraźni widział siebie na czele zwycięskiej armii. Widział siebie jako jedynego 72-osobowego władcę Szczecina. Wyobrażał sobie jak z dziką satysfakcją aresztuje znienawidzoną Moczymordę i jej upierdliwą siostrę Królową Spamerów. Marzył o pięknej Jadwidze i o pozbyciu się Pogromcy, który był jedyną przeszkodą do Jadźkowego serca.

Odbyło się spotkanie na szczycie. Przedstawił swoją ofertę Moczymordzie, Królowej i Pogromcy. Teraz czekał na ich decyzję, nie niepokoił się. Był pewien, że logika zwycięży i zostanie multidowódcą połączonych sił. Gdyby miał usta uśmiechałby się teraz szyderczo pod nieistniejącym nosem. Nie powiedział im wszystkiego, zostawił sobie asa w rękawie. Tylko on wiedział, że nadciąga powódź tysiąclecia, dla niej też wyznaczył rolę.


„Jej uszy usłyszały dziwny dźwięk, potem otworzyła lewe oko, prawe zastanawiło się jeszcze co to było. Wtedy włączył się mózg i wyjaśnił oczom, że to dźwięk odklejającego się języka od podniebienia przerwał ich senną idyllę. Międzyorganowa dyskusja obudziła świadomość, która natychmiast zrugała ich że marudzą. Moczymorda budziła się. Kapeć w ustach bez trudu nakłonił jej rękę do sięgnięcia po stojącego przy łóżku browara, gardło było zachwycone – wreszcie jakiś płyn. Mózg pogadał z pozstałymi częściami ciała i doszedł do wniosku, że to kac. Ta kobieta mnie kiedyś wykończy – pomyślał.”

Tal właśnie wygląda standardowa pobudka bohaterki Lashcore Story – Królowej Moczymordy.

Onegdaj nadworny iluminator Lashcore Story – Adam narysował Moczymordę. Muszę przyznać Adamowi, że niekiepska Ona, niekiepska. 🙂

Tradycyjnie oczywisty dzięx dla Adama.


Jadwiga właśnie doiła krowę, kiedy poczuła że stodoła zaczyna drżeć. Nie za bardzo się tym przejęła, ostatnio działo się tyle absurdalnych rzeczy dookoła, że głupie drżenie stodoły nie wywołało u niej żadnej reakcji. Wydoiła krowę, nakarmiła świnie, i gdy już miała się zabrać za wywożenie obornika usłyszała nasilający się ryk kilkudziesięciu siników diesla. Wtedy do stodoły wbiegł zasapany Pogromca.
– Jadziu kochanie, musisz to zobaczyć. Twój kombajn przyprowadził kolegów?
– Kolegów? – otrzepała widły z gnoju, chwyciła je oburącz i żwawo ruszyła w stronę drzwi – ja mu kurwa dam kolegów!
Odepchnęła bez trudu próbującego ją ostrzec Pogromcę i wybiegła na podwórze prosto pod lufy czołgów. Stanęła jak wryta, na chwilę ja zatkało, ale natychmiast się otrząsnęła.
– Kombajn! Do mnie!
Kombajn podjechał kilka metrów przed oblicze swojej pani. Za pomocą klaksonu i karkołomnego tańca połączonego z wyciem diesla próbował jej wytłumaczyć, że zalało kąpielisko Dziewoklicz, i że jego kuple czołgi z którymi od dawna się kolegował musiały stamtąd uciekać. Tłumaczył jej z zapałem, że kumpli nie zostawia się w potrzebie, więc zaproponował żeby przekimali u niego kilka dni aż woda opadnie, że chętnie pomogą na polu. Jadwiga jednak nie rozumiała mowy maszyn i z wściekłości wbiła widły w lewą oponę kombajna. Wycofał się szybko łamiąc trzonek od wideł. Wiedział, że przegiął. 
– Kochanie – Pogromca delikatnie dotknął jej ramienia, Jadwiga natychmiast odwróciła się i lewym sierpowym powaliła swojego kochanka.
– Też maczałeś w tym paluchy? – celny cios w szczękę Pogromcy trochę rozładował jej emocje. Upadł na trawę i oszołomiony patrzył z podziwem na swoją ukochaną. Stała nad nim z uniesioną pięścią niczym przodowniczka pracy z PRLowskiego plakatu. Kręciła go jej znoszona kufajka i upaprane obornikiem filcaki. Zamarzył o sianku i o numerze ze snopowiązałką. Drugi cios z prawej przywrócił go do rzeczywistości – maczałeś w tym paluchy?
– Ależ skąd kochanie – masował obolałą szczękę – ludzie królowej donieśli mi, że woda zalała Dziewoklicz, i że czołgi jadą z kombajnem w twoją stronę. Przyjechałem natychmiast.  – obserwował Jadzię, z której powoli uchodziło powietrze. Znowu pomyślał o numerze ze snopowiązałką – nie gniewaj się na kombajna, pewnie chciał dobrze. 
– Ja mu dam dobrze – Jadzia powoli miękła – czołgi ma moim podwórku, normalnie jak w stanie wojennym.
– Oj Jadziu, teraz też jest wojna i dobrze jest mieć czołgi po swojej stronie. Pomyśl, teraz nikt ci nie podskoczy, ani Królowa, ani Wentylator. Traktuj je dobrze a one cię obronią.
– No faktycznie – już zupełnie spokojna zapatrzyła się na swoje filcaki – nie gniewasz się, że ci przylałam?
– Troszkę – droczył się Pogromca – musisz mnie przeprosić na sianku – przytulił ją czule – jesteś piękna w tej swojej kufajce
– Wojtuś – spojrzała na niego lubieżnie – ale nie licz na snopowiazałkę.
– Czemu – zasmucił się, dawno nie wyplątywał się z sznurków na golasa
– Dzisiaj spróbujemy na bronach – zdjęła beret i pozwoliła swoim gęstym rudym włosom opaść na ramiona – i na dojarce – spojrzała Pogromcy w oczy i zaczęła rozpinać kufajkę.
– Diablica
– Grrrrr

Nażarty, napity i poświątecznie  tu i ówdzie pogrubiony przedstawiam kolejną grafikę Adama. Grafika przedstawiająca obronę wysypiska Lashcore przed powodzią spowodowała inspiracyjne sprzężenie zwrotne (zainspirowany inspiruje inspirującego). I tak oto wiedziony graficzną sugestią Adama zamierzam pogmatwać losy moich bohaterów powodzią stulecia. Pierwsze kroki poczyniłem w odcinku nr 52.

Tradycyjny dzięx dla Adama.


[Graforoman] – Bogdan siedział skulony w kącie swojej celi zbudowanej specjalnie dla niego z blachy falistej. Nawet nie próbował się wydostać. Przykuty solidnym łańcuchem do potężnego stalowego dźwigara nie potrzebował nawet ochrony wewnątrz celi. Mechaniczni wartownicy mieli kategoryczny zakaz rozmawiania z więźniem. Był zbyt niebezpieczny, sama obecność Człowieka ze Snu na wysypisku spędzała sen ze śmigieł Króla. Osobiście wyselekcjonował technoistoty które mały zajmować się Bogdanem do czasu egzekucji. Odporne na sugestię i pozbawione sumienia młoty wyburzeniowe, oraz wierne i głupie parkometry na zmianę pilnowały więźnia, który był traktowany bardzo dobrze. Bogdan był regularnie karmiony puszkowaną żywnością, dostał nowe czyste ubranie, a nawet raz dziennie odwiedzała go ekipa kosmetyczna składająca się z lokówki, depilatora i suszarki do włosów którymi dowodził różowy apodyktyczny masażer do stóp. Król chciał aby w dniu egzekucji więzień wyglądał zdrowo. Nie chciał zabić słaniającego się strzępu człowieka, to wywołałoby marny efekt propagandowy. Nie. Król zamierzał stanąć przeciw Człowiekowi ze Snu na arenie i zamordować go własnym śmigłem. Chciał by strach, który dawał mu władzę zamienił się w podziw dla władcy.

Siedzenie w kącie było głównym zajęciem Bogdana, który prawie się załamał i przestał walczyć. Zrezygnowany czekał na egzekucję rozmyślając jak będzie wyglądał świat pod rządami Wentylatora. W pewnym momencie zauważył jakiś ruch w drugim kącie celi, jakby coś małego wygrzebywało się z prześwitu między płytami betonowymi, którymi miał wyłożoną podłogę. Wstał i i szurając łańcuchem podszedł bliżej, wydawało mu się że słyszy swoje imię. Spojrzał przez szparę między blachami. Jego wartownicy byli zajęci obserwacją wiecu. Król ogłaszał właśnie poddanym, że trzeba przyspieszyć prace nad budową areny. Igrzyska miały odbyć się za dwa dni. Z dwucentymetrowego otworu między płytami więzień usłyszał jakby znajomy głos.
– Pssst
Bogdan nadstawił uszu
– Pssst. Bogdan?
nic nie odpowiadał, obawiał się podstępu
– Bogdan, nie poznajesz swojej maszynki?
– Maszynka? – jej piskliwy głosik nagle przywrócił mu wiarę w siebie – co ty tu robisz, zostałaś przecież w warsztacie
– To długa historia przyjacielu, nie ma czasu na opowieści. Całe podziemie wysypiska jest pełne zaciekłych wrogów Wentylatora, żyją tam czekając na twoje przyjście. Nie pozwolą ci umrzeć.

– Ale jak? Kto? – Bogdan zapomniał języka w gębie, ale nie stracił czujności. Przez szparę w ścianie zauważył, że jeden z pilnujących go młotów wyburzeniowych zainteresował się więźniem i zaczął zbliżać się do wejścia  – Musisz uciekać maszynko, młot idzie. Do zobaczenia – szepnął nagląco
– W dniu egzekucji zgasną wszystkie światła, postaraj się wtedy przeżyć. My zajmiemy się resztą – odpowiedziała maszynka i  czmychnęła do tunelu, którym tu przybyła.
Bogdan kątem oka dostrzegł że młot jest już w wejściu. Obrócił się, usiadł na dziurze przez którą rozmawiał z maszynką i zaczął skrobać łańcuchem po betonie
– Co tu się dzieje – dowódca warty, który miał pozwolenie na rozmowy z więźniem rozglądał się czujnie po celi – co ty tam bazgrzesz durniu?
– zaznaczam dni w niewoli – kajał się Bogdan
– No to ci jeszcze dwie kreski zostały durniu. Ha ha. – młot zaniósł się śmiechem i wrócił powoli do obserwowania wiecu króla.


Tym razem Adam popełnił grafikę z ukrytą zagadką. Poszukajcie na obrazku ukrytego klucza do całej tej pogmatwanej historii.

Oczywiście zasłużony dzięx dla Adama.