Posts Tagged ‘LASHCORE’


Kolejny odcinek napisany przez Jurka zwanego Yerzem (nie mylić z Jeżem Jerzym).

[Jurek] – Na Wałach Chrobrego w Szczecinie trwał festiwal. Wszystkie technoistoty bawiły się świetnie. Król Wentylator spoglądał dobrodusznie na swoich poddanych i co chwila łaskawie pozdrawiał wiwatujących na Jego cześć. Zbliżał się wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi. Król skinął śmigłem Mistrzowi Ceremonii. Zawyły syreny. Na arenę wtoczyła się gwardia przyboczna Wentylatora. Detektyw, który przez cały dzień był przywiązany do słupa na arenie, otworzył zmęczone oczy. „A więc to tak się skończy. Nareszcie”-pomyślał. Gwardia stanęła wokół Bogdana, a Król Wentylator zjechał dostojnie ze swego tronu.
„Wiem, że mnie rozumiesz”-zazgrzytał Wentylator.
Detektyw chciał wycedzić jakąś ciętą ripostę, jednak z wyschniętego gardła dobył się tylko cichy charkot.
„Nie odzywaj się marny robaku, tylko słuchaj. Jesteś jedyna i ostatnią przeszkodą dla mojej pełnej władzy nad miastem. Te wszystkie marne ludziki nazywające się Armią Ludzkości bez ciebie nie mają żadnych szans. Najpierw zniszczę ciebie a potem powoli będę zgniatał każdego człowieka, jednego po drugim, aż oczyszczę to miasto z waszego plugawego gatunku, a teraz szykuj się na śmierć”.
„Zabij, zabij” – skandowały maszyny.
Król zaczął chłostać kablem przykutego Bogdana. Po każdym razie maszyny radośnie wrzeszczały „Ole”, jednak dla Wentylatora to było za mało.
„Rozkuć go i dać mu broń” – rozkazał.
„Ależ Władco, to niebezpieczne” – zajęczał Mistrz Ceremonii.
„Milcz. Sam go zabiję. Jestem wielki, niepokonany i to udowodnię. Zniszczę ostatnią nadzieję w sercach ludzi”

Rozkuto Bogdana i rzucono mu pod nogi metrowy kij. Bogdan zaczął rozmasowywać obolałe nadgarstki. Wentylator niespiesznie zbliżał się, kręcąc młynka kablem. Nagle kabel wystrzelił niczym kobra, wymęczony Detektyw nie zdążył zareagować. Potężne uderzenie zbiło go z nóg. Król triumfował. Bogdan sięgnął po kij. Ciężko dysząc wsparł się o niego. Wentylator ponowił atak, jednak teraz człowiek był już gotowy i uchylił się. Maszyny zamilkły. Wentylator zaczął okładać Detektywa kablem, jednak człowiek cały czas cofał się i robił uniki. Bogdan wyczekał na dogodną chwilę i zaatakował. Kij uderzył Wentylatora w wyłącznik. Król zamarł. Detektyw uniósł kij w geście triumfu. „Tak, zobaczcie jestem pogromcą maszyn. Kto następny?” – wołał Bogdan chodząc wokół areny. Maszyny milczały.

„Dlaczego nikt mnie nie atakuje?” – pomyślał Detektyw. Coś jest nie tak. Zaczął przyglądać się gwardzistom. „Oni się śmieją. Czy nikt nie lubił Wentylatora i teraz wszyscy się cieszą, że tyran padł?”
„Uwolniłem was spod jarzma tyrana. Jesteście wolni. Możemy teraz wspólnie tworzyć przyszłość. Człowiek i maszyna, ramię w ramię” – zawołał Detektyw.
Maszyny zawyły radośnie.
„One mnie kochają” – mruknął pod nosem uradowany Bogdan. Już widział oczami wyobraźni, jak Szczecin dzięki wspólnej pracy maszyn i ludzi staje się światową metropolią, a może nawet stolicą świata.
Nagłe uderzenie zwaliło go z nóg. Powoli okręcił się na plecy. Nad nim stał Wentylator.
„Marny robaku, czy ty myślałeś, że wystarczy mnie wyłączyć i będzie po wszystkim. Będziesz musiał postarać się bardziej”
Detektyw zamachnął się kijem, jednak wzmocnione śmigła Wentylatora błyskawicznie pocięły drewniany patyk na drzazgi. Król, śmieją cię radośnie, zbliżał kręcące się coraz szybciej śmigła do szyi człowieka. Bogdan zamknął oczy, słyszał tylko narastający huk.
Nagle poczuł uderzenie. Potwornie mocne uderzenie, które porwało go. Czuł jak jego ciało jest motane w przestrzeni. Dopiero po chwili dotarło do niego, że jest w wodzie. Próbował chaotycznie wyrwać się na powierzchnię, jednak zmęczone ręce nie dawały rady. „Co za ironia losu. Uratowany spod gilotyny utonę” – pomyślał jeszcze i zapadł w ciemność.


– O w mordę! – mruknął do siebie Pogromca spoglądając na to co wydłubał z nosa – niekiepski. Do palca z zawartością natychmiast zleciały się muchy.
– Spadać insekty – próbował się odgonić od upierdliwych owadów – to toksyczne!

Muchy jakby usłyszały ostrzeżenie i odleciały szukać bezpieczniejszych smakołyków. Wytarł pokaźnego gila o brzeg łodzi, z której obserwował ruchy maszyn na brzegu. Niewielki okoń nie usłyszał niestety ostrzeżenia o toksyczności gila, który teraz zwisał nad wodą. Wyskoczył nad wodę i pożarł zawartość lewego nozdrza człowieka. Po chwili wypłynął brzuchem do góry. W trosce o środowisko Pogromca przestał dłubać w nosie i zajął się obserwacją tego co się dzieje na brzegu.

Na brzegu działo się tyle, że trudno było skupić się na czymś konkretnym. Maszyny kończyły właśnie budowę areny, w centrum której pozostała nietknięta rzeźba Herkulesa walczącego z Centaurem. Pogromca zatrzymał na chwilę wzrok na rzeźbie. Myślał o Bogdanie, który za kilka godzin stanie u jej stóp aby stoczyć pojedynek o życie, i kto wie o co jeszcze. Tliła się w nim jeszcze nadzieja, że Bogdan niczym Herkules wykrzesa z siebie nadludzkie siły i powyrywa Wentylatorowi śmigła w nierównej walce. Z rozmyślań wyrwało go szturchnięcie w ramie. Obejrzał się. Adam wskazał coś palcem.
– Nadchodzą.

Od strony Akademii Morskiej nadciągał szumnie hałaśliwy orszak z wysypiska. Na czele orszaku jechał przegubowy autobus z przymocowaną do dachu prowizoryczną konstrukcją przypominającą krzyż. Do konstrukcji przymocowany był zakrwawiony Bogdan. Stojący dumnie obok niego Wentylator co chwilę chłostał Bogdana swoim kablem zasilącym wzbudzając aplauz technoistot. Trąbiły i hałasowały wszystkim co mają po każdym uderzeniu kablem. Kakofonia dźwięków wraz ze zbliżającym orszakiem stawała się nie do zniesienia. Klaksony trąbiły, silniki wyły na wysokich obrotach, radia nadawały na cały regulator „Rozmowy niedokończone” ponieważ tylko sygnał radia Maryja przedostawał się do ogarniętego anomalią Szczecina. Maszyny tupały, stukały, zgrzytały a magnetofony odtwarzały przypadkową muzykę. Tylko jeden stary Boom Box wiedział co odtwarza. Właściwie to nie wiedział, bo maszyny nie rozumieją ludzkiej mowy. Należał do drużyny, która miała chronić Powierniczkę Pena. Płyta wzywająca Pogromcę to był pomysł Powierniczki. Wiedziała, że można bezpiecznie nadawać komunikaty głosowe przeznaczone dla ludzi. Przy pomocy laptopa wygenerowali w podziemiach powtarzającą się wiadomość i zapisali na płycie, którą właśnie odtwarzał stary Boom Box.

Pogromca nie wytrwał długo w swojej trosce o srodowisko i już miał zacząć dłubać w prawym nozdrzu, gdy nagle jakby usłyszał coś znajomego.
– Słyszałeś coś? – zapytał Adama, który trzymał wiosła
– No pewnie, cały czas – zirytował się Adam – tak trabią, że własnych myśli nie słyszę!
– Nie, coś jakby moje imię.
– Tak dłubiesz w tym kinolu, że chyba sobie mózg wydłubałeś i masz halucynacje!
Wtedy obaj usłyszeli wyraźnie. Z brzegu coś krzyczało jak zacięta płyta.
„Pogromco, Pijotr zyje. Pogromco, Pijotr żyje. Pogromco, Pijo….”
Nie czekali długo. Adam zaczął wiosłować w stronę nabrzeża a Pogromca wstał ostrożnie, żeby nie stracić równowagi na bujającej się łodzi. Odwrócił się i spojrzał z dumą na kilkadziesiąt łodzi z uzbrojonymi po zęby ludźmi. To był jego oddział. Podniósł rękę i machnął nią w stronę Wałów Chrobrego. Łodzie powoli ruszyły w stronę brzegu.


[Graforoman] – Czego od nas oczekujesz? – Wiertarka próbowała otrząsnąć się po rozstaniu z przyjaciółką
– Czego od was oczekuję? Musicie odbić mechanika.
– Pijotra? – ożywiła się maszynka – Mojego Pijotra?
– Tak. Pijotra. To on odwróci losy tej wojny – Telefon podłączył się do ładowarki i aż zamruczał połechtany energią – muszę wam wszystko wyjaśnić. W świetle ostatnich wydarzeń legenda o Człowieku ze Snu nabrała dla mnie nowego znaczenia. Maszyny wierzą, że przybędzie człowiek, który rozumie maszyny i wyzwoli je z niewoli. Wszyscy, włącznie z Wentylatorem sądzą że jest nim Bogdan, który posiadł dar rozumienia mowy maszyn. Pewnie nawet sam Bogdan sądzi, że to on jest bohaterem tej przepowiedni. Ale czy rozumienie maszyn oznacza umiejętność słyszenia tego co mówią?
– O wieczny akumulatorze – Maszynka zaczęła rozumieć co chce jej przekazać Telefon – Pijotr?
– Zaczęło to do mnie docierać, kedy trzy dni temu do podziemi zaczęły schodzić maszyny naprawione w jaskiniach demontażu. Na początku myślałem, że Wentylator napuszcza na mnie nową falę szpiegów i dywersantów. Schwytaliśmy je i przesłuchaliśmy. Każda opowiadała o mechaniku który dokonuje niesamowitych rzeczy. Leczy, a nawet ożywia maszyny, które wcześniej zostały uznane za złom. Przy mechaniku po raz pierwszy w swoim świadomym etapie życia czuły się potraktowane – tu telefon dłuższą chwilę szkukał odpowiedniego słowa – po ludzku. Może to zabrzmi niedorzecznie, ale on traktuje maszyny lepiej od ludzi. One to czują, czują się przy nim potrzebne, docenione i wielbią go ponad wszystko. Z każdym urządzeniem naprawionym przez mechanika przybywa mu wyznawców.

– Wentylator popełnił błąd, który może kosztować go władzę, a nawet życie. – Telefon kontynuował swój wywód – Przygotowania do igrzysk i wymarsz na miasto przysłoniły mu to co się dzieje przy jakini demontażu. Tworzą się tam wielometrowe kolejki do naprawy. Maszyny same odkręcają sobie śrubki, żeby mieć powód do wizyty u mechanika. Niektóre robią to wielokrotnie. Gdyby nie igrzyska Wentylator pewnie dostrzegłby zagrożenie i zamordował Pijotra. Jednak okoliczności nam sprzyjają. Mieszkańcy podziemi i wyznawcy Mechanika tworzą razem potężną siłę. Dzisiaj, kiedy Wentylator zabije Bogdana, my uwolnimy Mechanika i damy początek rewolucji.


[Graforoman] – Wezwałem was, bo sprawy skomplikowały się ekstremalnie – Telefon Zdzicha krążył po swojej norze. Wyglądał fatalnie, klawisze mu się zapadły i wyświetlacz przygasł. Jako przywódca podziemia wysypiska nie odpoczywał od kilku dni. Przygotowania do odbicia Bogdana szlag trafił, co bardzo wpłyneło na jego samopoczucie – Wentylator przeniósł igrzyska do miasta i właśnie przygotowuje się do wymarszu z praktycznie całą populacją wysypiska.
Ggdyby Maszynka, Wiertaka i Pilot mieli oczy, wybałuszyliby je teraz ze zdziwienia.
– Jak to? – jęknęła maszynka – przecież mieliśmy plan!
– Plan wziął w łeb i musimy improwizować. – telefon podszedł do starego laptopa i krzyknął – Pen do mnie!
Z gniazda USB laptopa nagle wyskoczył mały fioletowy pendrive i zaczął robić fikołki po całym pomieszczeniu. Telefon skinął na Pilota, a ten wiedział co robić. Wcisnął swój przycisk OFF i skierował sygnał w stronę fioletowego szaleńca. Pendrive upadł na ziemę.
– Ten pen to idiota, ale zawiera wiadomość dla ludzi z miasta – Telefon zwrócił się do maszynki – Maszynko, przymocujemy ci pena do obudowy i dostarczysz go Pogromcy.
– Ale jak? Jak ja się wydostanę z wysypiska?
– Zabierzesz ze sobą oddziały z zachodnich tuneli i dołączysz do orszaku udającego się do miasta na igrzyska. Wmieszacie się w tłum. Ludzie z pewnością zaatakują i prawdopodobnie będzie wśród nich Pogromca. Musisz go odnaleźć Maszynko. Ty go znasz i on zna ciebie. Od tego czy wiadomość dotrze do Pogromcy zależy wiele istnień.

– Tak jest! – Maszynka wyprężyła się na swoim kablu szczęśliwa, że może coś zrobić dla Bogdana – Idziemy!
Wiertarka i Pilot ruszyli w stronę wyjścia za Maszynką. Przeszli razem wiele i nie wyobrażali sobie, że mogą zostawić przyjaciółkę w niebezpieczeństwie.
– Stać! – Maszynka idzie sama, dla was mam inne zadanie!
– Jak to? – krzyknęli chórem – przecież my zawsze razem, do końca – dokończył Pilot.
– Maszynka musi iść sama – Telefon czuł się jak bezduszny urzędnik, który rozdziela rodzeństwo – będzie pod opieką oddziału z zachodniego tunelu. Mają rozkaz chronić Powierniczkę Pena za wszelką cenę. Wiadomość musi dotrzeć do Pogromcy.


[Jurek] – Król Wentylator nakazał wymarsz na Wały. Na czele pochodu szła orkiestra dęta. Potem niosące sztandary młode członkinie Ligi Progresywnych Robotów. Następnie Król trzymający łańcuch do którego przypięto Bogdana. Trasa przemarszu była tak wybrana, aby jak najwięcej mieszkańców Szczecina widziała hańbę Detektywa. Ludzie chowali się w domach, nikt nie wychylał się z okien. Król Wentylator triumfował.

Pogromca zarządził zbiórkę oddziału. Żołnierze karnie stanęli w szeregu . NPWZWI spojrzał na nich i rozpoczął przemowę:
– Większość z was jest ze mną od dawna, a inni już chyba mnie poznali. Wiecie, że zazwyczaj nie szastam frazesami i innymi pierdołami. Daje rozkaz i go wspólnie wykonujemy –
– Wspólnie he, he. Jak tylko panienka gwizdnie Szef wyparowuje – wyrwało się jednemu ze starszych żołnierzy. Wojtek udał, że nie słyszy.
– Teraz mamy sytuacje krytyczną. Idzie powódź. – W oddziale zawrzało.
– Spokój. Wyruszycie do miasta i spróbuje uratować jak najwięcej. Ja z dziesiątką ochotników pójdę na Wysypisko. Według moich informacji jest tam dwóch naszych i trzeba ich odbić. Kto idzie ze mną?
Cały oddział wystąpił.
– Dzięki chłopaki, ale ktoś musi być bohaterem i uratować to miasto. Jeżeli chcecie iść wszyscy to ja wybiorę. Ci, którzy są ze mną od samego początku idą ze mną. Reszta, pod rozkazami Adama, biegiem do miasta.
Adam z niedowierzaniem słuchał słów Pogromcy. Kwadrans temu czuł się więźniem, a teraz dostał ponad setkę luda pod swoje rozkazy.
– Adam, do mnie – Krzyknął Wojtek
Adiutant błyskawicznie pojawił się przy boku nowego dowódcy.
– Nie dziw się. Masz kwalifikację i przypilnujesz tych obdartusów. Chłopaki są okej, ale muszą czuć, że mają zwierzchnika, inaczej zamiast ratować, splądrują miasto.
– Tajest – krzyknął Adam.
– A teraz dupy w troki i do miasta.

Całe Wały Chrobrego były zapchane wszelkiej maści technoistotami. Król Wentylator zasiadł na wielkim tronie, spojrzał na poddanych a potem na związanego Bogdana leżącego poniżej.
– Czas zacząć igrzyska – nakazał.
Na początku Wentylator obejrzał przemarsz swoich doborowych, najwierniejszych oddziałów. Następnie na ringu odbyły się zawody zapaśnicze o Puchar Wielkiego Tłoka. Zawody wygrała Frania. Powoli zbliżał się punkt kulminacyjny. Wszystkie technoistoty czekały na to jedno wielkie wydarzenie. Egzekucję Człowieka ze Snu.

 


[Jurek] – Król Wentylator rozsiadł się na tronie powyżej ringu. Spoglądał życzliwie na swoje wierne hordy maszyn. Gdy ujrzał zbliżającego się Detektywa zrozumiał, że źle wybrał miejsce. Tu wszyscy Go wielbią i zabicie człowieka nie przysporzy mu wiernych poddanych. Nakazał błyskawicznie przenieść uroczystości w bardziej reprezentacyjne miejsce. Nowy ring powstał u podnóża Wałów Chrobrego.

Pogromca podpalił świeczkę przy miotaczu.
– Na to teraz mój przyjacielu, proszę opowiedz mi historię swojego marnego życia. A jak tylko zobaczę, że coś kręcisz, boczki Ci przypalę – wycedził Wojtek przez zęby.
– „Cholera, chyba nie był to dobry pomysł z tym zwierzaniem się Pogromcy” – pomyślał wystraszony Adam.
– Dobra, opowiem Ci wszystko. Pindor wysłał mnie na teren anomalii abym zebrał wszystkie informacje dotyczące tych cholernych maszyn. Jednak w międzyczasie Królowa Spamerów stworzyła swoją armię, która nie podoba się władzy centralnej. Skierowano więc mnie do spamerów, abym pilnował, żeby zbytnio nie urośli w siłę. Ponieważ na froncie było nieformalne zawieszenie broni, nie musiałem praktycznie nic robić. Jednak ostatnio Pindor przekazał mi ważną informację, a wczoraj urwał ze mną kontakt. Jesteś jedyną osobą, która może coś zdziałać.
– Dobra, dobra. Dlaczego Pindor urwał kontakt? Już Ci nie wierzy? –
– Nie. To nie tak. Pindor się na mnie wypiął, wypiął się na całe to cholerne miasto. –
– Jak to na miasto?
– Wojtek, idzie fala powodziowa.
– Adamie, widać, że nie jesteś z tych stron. Szczecinowi nic nie grozi. Każda powódź rozlewa się po Międzyodrzu.
– Może wcześniejsze się rozlewały, ale teraz masz kumulację. Z jednej strony rekordowa fala, a z drugiej cofka z Zalewu.
– Oooo…. No to jesteśmy w dupie. Kiedy to będzie?
– Dziś-
– I dopiero teraz mi o tym mówisz? Powinienem się teraz sfajczyć, ale muszę uratować co się da.
– Chłopaki do mnie. Ty Adamie wyślij wiadomość do Królowej, aby jak najszybciej znalazła sobie suchy wysokoosadzony tron. A my ruszamy na Wysypisko. Trzeba odbić naszych.


[Graforoman] – Po spotkaniach Królowej z Moczymordą zawsze bolała Adama głowa. Jako adiutant musiał trzymać się prosto ale nie odmawiał sobie kielicha na zapleczu. Zaplecze odwiedzał często, więc głowa miała po czym boleć. Ledwo doczłapał się do swojego pokoju, ledwo usnął, a tu zaczął dzwonić telefon.
– No nie – pomyślał w półśnie – znowu bzyka latarkę i ma orgazm, jak się nie zabezpieczył to go ukatrupię

– zamknij mordę elektroniczny zboczeńcu. Śpię!
Telefon jednak nie poddawał się. Dzwonił coraz głośniej z premedytacją wybierając znienawidzone przez Adama melodyjki. Nic. Zbliżył się do twarzy Adama i zaczął mu świecić wyświetlaczem po oczach
– Nie no, ja mu klawisze z dupy powyrywam – majaczył Adam – jak się obudzę to idiotę w kiblu utopię.
Otworzył oczy od razu zrozumiał przekaz. Natychmiast przeszła mu ochota na torturowanie upierdliwego telefonu. Teraz zaczął bać się o siebie –
„Pindor nas odciął” – wyczytał na wyświetlaczu telefonu.

Adam przeczuwał, że ta wsza Pindor w końcu się na niego wypnie. Po konwersacji z wyświetlaczem telefonu dowiedział się, ze łącze satelitarne zostało przerwane, a tylko premier miał dostęp do tej sieci. Wiedział, że został sam bez możliwości powrotu.
– No tak – pomyślał – ta żądna władzy gnida wykombinowała sobie, że powódź zmyje cały ten bałagan, problem zniknie, a on znowu wróci na szczyty popularności jako wyzwoliciel Szczecina.

Adam jako stara wyga ze służb miał oczywiście plan awaryjny na wypadek zdrady. Od dawna rozważał komu może się ujawnić, kiedy już nie będzie miał wyjścia. Królowa Spamerów odpadała. Gdyby powiedział jej kim jest naprawdę natychmiast kazałaby powiesić go za mosznę w bramie wysypiska. Moczymorda przyjęłaby go z radością, choćby po to żeby zrobić siostrze na złość. Jednak po tygodniu służby u Moczymordy pewnie wysiadły by mu nerki. Pozostawał Pogromca. Trzeci gracz po stronie białkowców, niedoceniany przez siostry rósł siłę. Charyzmą i odwagą w walce z dnia na dzień zyskiwał sobie przychylność szeregowych bojowników.

Zapakował telefon i jego rodzinę do plecaka i ruszył w pobliże bramy wysypiska. Jako adiutant królowej wiedział, że Pogromca w pobliżu bramy szykuje bazę wypadową do ataku na wysypisko. Nie miał dużo czasu, za kilka godzin mała nastąpić walka Bogdana z Wentylatorem.

Pogromca w swoim zaimprowizowanym namiocie testował swoją broń. Z zainstalowanym niewielkim agregatem prądotwórczym na plecach testował na jeńcach wojennych działanie magnetronu przyrośniętego do lewej pachy. Szło mu całkiem nieźle. Toster i dwa rozwścieczone depilatory eksplodowały, odbiornik radiowy pod wpływem strumienia mikrofal zaczął histerycznie podskakiwać i nadając mongolskie wiadomości rzucił się do wiadra z wodą. Już Pogromca miał zaatakować mikrofalami przerażoną maszynę do szycia, gdy do namiotu wszedł Adam. Zmierzyli się wzrokiem. Nie przepadali za sobą, ale darzyli się wzajemnym szacunkiem.
– Rozkazy od szefowej? – zapytał NPWZI zdejmując agregat z pleców – usiądź Adamie
– Hmmm – Adam nie wiedział jak zacząć – nie do końca.
– Więc co cię do mnie sprowadza?
– Zdrada przyjacielu – spojrzał Pogromcy głęboko w oczy – zostałem zdradzony i sądzę, że tobie mogę zaufać
– A kto cię zdradził – Pogromca uruchomił profilaktycznie miotacz ognia i skierował dyszę w stronę gościa
– Pindor.


Głosujcie Robaczki. Czas leci!

Zainteresowanie osobistym wpływem na losy dobrego Bogdana i niedobrego Wentylatora w opowieści LASHCORE STORY jest mizerne. Komputer mi pęka z rozpaczy, że czytelnicy nie zasypali nas pomysłami. Przypominam czego dotyczy konkurs:

Jak się ma zakończyć pojedynek Wentylatora z Bogdanem? (Kto wygra? W  jaki sposób? Czy pojedynek w ogóle się odbędzie? Czy w końcu przyjdzie wielka powódź?  Czy przyjdzie odsiecz?)

Jeśli nie rzucacie pomysłami to zapraszam do ANKIETY przygotowanej przez nadwornego iluminatora LCS Adama.

Kliknijcie duży kolorowy napis i zagłosujcie czy Bogdan wykituje, czy nie! Do dzieła Rodacy!             ANKIETA


 

Czy taki los czeka Bogdana?

EDGAR, współojciec LASHCORE STORY zarządził konkurs dla czytelników. Otóż zbliżamy się w oszałamiającym tempie do wielkiego pojedynku Króla Wentylatora z Bogdanem, o którym mówią „Człowiek ze snu”. Bogdan, który w poszukiwaniu przyjaciółki dał się pojmać maszynom Wentylatora jest jego największym rywalem w wojnie o rząd dusz uciśnionych maszyn. Wentylator, czarny charakter o niewyparzonym śmigle postanowił raz na zawsze rozprawić się z legendą Człowieka ze snu, która jest jedyną przeszkodą na drodze jego marzeń o władzy absolutnej. Zorganizował wielkie igrzyska, których kulminacyjnym elementem będzie pojedynek Króla z Bogdanem. Szanse są nierówne. Wentylator zamierza walczyć nieuczciwie, więc los Bogdana nie rysuje się różowo.

W związku z powyższym mamy konkurs dla czytelników, a pytanie brzmi:

Jak się ma zakończyć pojedynek Wentylatora z Bogdanem? (Kto wygra? W  jaki sposób? Czy pojedynek w ogóle się odbędzie? Czy w końcu przyjdzie wielka powódź?  Czy przyjdzie odsiecz?)

Wymyślcie jaki ma być finał. A tak się stanie!

Poniżej ostatni napisany przez Edgara fragment. Od Was zależy, co będzie dalej.

[Edgar] – Wstawaj! Wstawaj, łachudro! -Bogdan tymi słowy został obudzony tego sądnego dnia. Jego bunkier, w którym był dotychczas więziony stał otworem. Młoty wyburzeniowe zrobiły wyrwę w betonie i człowiek po raz pierwszy od kilku dni spojrzał na niebo w pełnej krasie. Nie było ani jednej chmury, nieboskłon bił błękitem po oczach. „No to dziś wszystko się rozstrzygnie” -pomyślał Bogdan i pewnie wyszedł na zewnątrz.
Tam ujrzał przygotowany ring i potężny tłum elektronicznego motłochu który wykrzykiwał wyzwiska pod jego adresem i życzenia wiekuistego panowania Króla Wentylatora. „Oczywiście spędzili najwierniejsze tałatajstwo” -pomyślał Bogdan. Kątem oka ujrzał palącego się kota. To młodzieżówka Ligi Progresywnych Robotów znęcała się nad wszelkimi przejawami białkowego życia.

 


[Edgar] – Poprzez szpary między płytami Bogdan zorientował się, że nastał dzień. „To ostatni dzień mojego życia” -pomyślał ponuro i nawet nie ruszył się ze swojego barłogu. Nie zmrużył oka od wizyty Maszynki, czuł, że w głowie mu szumi, ale co kilkanaście minut powtarzał sobie zaklęcie, które szepnęła mu przyjaciółka. Cholera wie, a nóż-widelec coś pomoże?
Pilnujące go młoty wyburzeniowe przyniosły mu śniadanie. Były to nieudolnie wypieczone tosty z czymś co przypominało mięso. Bogdan powąchał strawę, skrzywił się i zamykając oczy ugryzł pierwszy kęs. Żuł przez chwilę i z trudem przełknął. „A w sumie po co ja się męczę tym paskudnym żarciem? Przecież jutro egzekucja” -pomyślał.
Czekał go długi dzień. jedyną rozrywką było patrzenie jak młoty wyburzeniowe męczą się z dostarczaniem mu kolejnych posiłków. W końcu nie tak łatwo dostarczyć obiad za pomocą kuli zwieszonej na długaśnym łańcuchu…

-Panie Prezydencie!! Panie Prezydencie!!!!!! -Pindor darł japę jak oszalały galopując po korytarzach Pałacu Prezydenckiego szukając Giertycha. A ten ślęczał nad monitorem komputerowym śledząc wyniki najnowszych sondaży. Wynikało z nich, że obecnego prezydenta popiera cztery promile respondentów.
-Czego się drzesz!!!! -Ryknął prezydent z wściekłością waląc ręką w stół.
-Ja… Ja… -Pindor nie mógł złapać oddechu gdy wpadł do Sali Hetmańskiej.-Ja przepraszam… Ale to… To bardzo… Bardzo ważne -wychrypiał.
-Wyluzuj, chłopie. Już gorzej to chyba nie będzie -westchnął Giertych.
-Nie wiadomo. Fala powodziowa uderzy w Szczecin jutro. Tylko nie wiemy o której godzinie. Mało tego. Okazało się, że fala skumuluje się z cofką od Bałtyku. Naukowcy twierdzą, że stanie się to na wysokości Wałów Chrobrego.
Prezydent uśmiechnął się w duchu. „To dobrze! Fala zmyje to mechaniczne tałatajstwo i będzie spokój, a ja przypiszę sobie zasługę stłumienia buntu maszyn!”
-Pindor, chłopie! Wyluzuj! -Giertych szybko powiedział mu o swoich przypuszczeniach.-Tylko ani mru-mru Adamowi! A ty zostaniesz odznaczony Virtuti-Militari. Pasuje?
-Pewnie, że tak, panie prezydencie! Nie możemy przegrać!!!
Gromki śmiech obu mężczyzn odbijał się echem w korytarzach Pałacu.