Posts Tagged ‘Grzybki’


Nie do końca wiadomo, kto pierwszy wpadł na pomysł żeby dodać ketchupu do grzybów leśnych. Prawdopodobnie ciotka Maryśka jako pierwsza popełniła takie karkołomne połączenie. Podchwyciłem i udoskonaliłem ten przypadkowy przepis.

Składniki:
– Ugotowane grzyby leśne
– Cebula
– Papryka słodka
– Papryka słodka w proszku
– Ketchup
– Sól, pieprz
– Olej
Na początek mała uwaga. Gotujemy tylko grzyby małe i młode. Najlepiej nadają się do gotowania grzyby „blaszkowe” (kurki, rydze, opieńki, gołąbki, kanie itp) Stare grzyby po ugotowaniu uzyskują konsystencję gluta i nie za bardzo nadają się na patelnię.
 
 
 

Ugotowane grzyby bierzemy w garść i wyciskamy z nich tyle wody ile zdołamy. Wrzucamy wyciśnięte grzyby na patelnię i smażymy na oleju razem z drobno posiekaną cebulą. Solimy i pieprzymy do smaku. Dzięki cebuli zapach grzybów staje się bardziej intensywny. Kiedy uznamy, że nadmiar wody zawartej w grzybach już odparował, wtedy dosypujemy posiekaną czerwoną lub żółtą paprykę. Następnie dosypujemy obficie paprykę słodką w proszku i ketchup. Smażymy jeszcze dziesięć minut i gotowe. Grzyby mają skłonność do przyklejania się do gorącej patelni, więc przez cały czas smażenia co chwilę trzeba zamieszać.

Tak przyrządzone grzybki można pożerać z pieczywem lub jako dodatek do ziemniaków. Można także udekorować nimi schabowe, lub inne kotlety. Dla mnie najlepiej smakują na zimno. Nie próbowałem jeszcze przyrządzać w ten sposób pieczarek, ale podejrzewam, że wyjdą równie dobre.

Smacznego!

Reklamy

Rydz

Posted: 29 października 2011 in Dyrdymały i pierdoły, GrafObrazy
Tagi: , ,

Dzisiaj, kiedy tak sobie jechałem do rodzinnej wioski dotarło do mnie, że jeszcze w tym roku nie byłem na grzybach. Szlag mnie trafił. Jak to? Ja? Taki miłośnik lasu i grzybowy fachowiec nie był jeszcze na grzybach! Skandal! Zboczyłem z trasy i zatrzymałem się w dobrze znanym mi lesie, co to zawsze coś w nim nazbierałem. Niestety szału nie było. Znalazłem cztery rydze, których marnej jakości zdjęcia wykonane telefonem widać powyżej. Jako mega fachura od grzybów chciałbym przypomnieć, że aby rozpoznać rydza należy go przekroić. Przekrojony wydziela pomarańczowe mleczko. Rydz jest jadalny na surowo, a najlepiej przypieczony z solą na grillu.

Zrozpaczony marną jakością rydzowych fotografii postanowiłem się pocieszyć. Wydobyłem z dna szuflady bardzo stary telefon i znalazłem w nim zdjęcia z pieszej wyprawy na grzyby z przed dwóch lat. Telefon może i stary, ale jakie zdjęcia robił. Oto one:


Z braku much i grzyb dobry. Może faza po nim będzie?


Na prośbę Grzybowiska zamieszczam fotki grzybów, które wyrosły w środku stycznia. Podobno jadalne.

Jakość zdjęć fatalna i nie za bardzo nadają się do oglądania, ale Grzybowisko się uparło.

Po weekendzie postarałem się i zrobiłem lepsze fotki telefonem. Popatrzajta ludziska.



Nawet nie wiedziałem, że mój telefon takie foty umi. 🙂


Jako fachowiec od grzybów i dowódca wyprawy planowanie rozpocząłem od zaskakującego manewru taktycznego. Aby uzyskać przewagę nad rozwścieczonymi tabunami przebiegłych grzybiarzy zarządziłem, że wyprawa odbędzie się w piątek. Tabuny grzybiarzy zwykle przypuszczają swój atak na lasy w sobotę o świcie, więc mój manewr wyprzedzający wydał mi się genialny

Kiedy w piątek rano dotarliśmy na miejsce rzezi plechowców z przerażeniem zaobserwowałem, że podobnych mi geniuszy planowania jest więcej. Gdy wraz z moją armią śpiochów dotarłem na miejsce około dziesiątej rano, grzybiarze którzy zaatakowali o świcie triumfalnie pakowali czubate wiadra do bagażników swoich aut. Nie ostudziło to jednak naszego zapału i pełni optymizmu ruszyliśmy na łowy. Początki nie były łatwe, po godzinie zbierania widać było jeszcze dna w naszych koszykach. Morale w ekipie leciało na łeb, na szyję. Wyczuwałem że lada chwila mój grzyboprofesjonalizm zostanie podważony, a może nawet wyśmiany. Moja reputacja wisiała na włosku. W desperackim odruchu obronnym zasugerowałem ekipie, żeby przemieścić się jakiś kilometr dalej za szosę, w moje najtajniejsze miejsce w lesie, które nigdy dotąd mnie nie zawiodło. No i nie zawiodło, rozpoczęła się rzeź, scyzoryki świstały, ścięty grzyb słał się gęsto, miejsca w koszykach zabrakło i trzeba było wydobyć zza pazuchy reklamówki i inne torby. Mimo początkowych niepowodzeń zwycięstwo było imponujące. Pokonaliśmy las!

A oto kilka zdjęć z wyprawy:

Nie mam pojęcia jak prawidłowo nazywa się ten grzyb. Moja babcia nazywała go Jakub.

Podgrzybka chyba każdy zna

A oto Rydz, niewielu wie jak on wygląda.

To to poniżej wygląda identycznie jak Rydz, a jednak to inny niejadalny gatunek grzyba. Od rydza różni się tym, że po przekrojeniu wydziela białe mleczko. Przekrojony Rydz wydziela pomarańczowy sok.

I na koniec Muchomorki 🙂