To już dwa lata męczycie się ze mną. Przepraszam. 😉

MTSKM – Edycja druga

Posted: 1 września 2012 in Dyrdymały i pierdoły
Tagi: ,

To już rok minął od czasu jak Edgar wymóżdżył Międzynarodowy Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych. Legenda głosi że Edgar wymyślił MTSKM podczas porannego nakładania skarpety na lewą stopę. Pierwsza edycja odniosła spektakularny sukces, i dlatego postanowiliśmy z Ojcem Założycielem Edgarem, że wracamy z MTSKM za rok. Czyli już w poniedziałek!

Pędźcie zatem czym prędzej do piwnic, na strychy, przeszukajcie garaże w poszukiwaniu magnetofonów i pudeł z kasetami. Jeśli nie macie pożyczcie od sąsiadów, od mamy, od taty, od wujka Mietka, popytajcie w najbliższym muzeum. Młodszym podpowiadam, że magnetofon może przypominać piekarnik lub mikrofalówkę, bądźcie więc czujni w trakcie poszukiwań. Przygotujcie się! Przypomnijcie sobie dźwięki młodości.

Zaczynamy już w poniedziałek!

Będą niespodzianki, nagrody i ogólne szaleństwo. Sąsiedzi nas znienawidzą. Nie damy im pospać przez najbliższy tydzień.

Zajrzyjcie w poniedziałek na Music On The Head, no i oczywiście do mnie. Nie pożałujecie.

MTSKMowy Ojciec Prowokator


Kolejna galeria zdjęć z XVIII Przystanku Woodstock. Pędzący Biskup, Elvis, Jack Sparrow i inni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Pierwsza porcja zdjęć z Przystanku Woodstock 2012. Na początek skakankowi skoczkowie. Jeśli ktoś znajdzie siebie na zdjęciu to komentarz mile widziany. Na życzenie wyślę zdjęcie w większym formacie.


Podły los nie pozwolił nam zostać na Przystanku Woodstock do soboty. Po piątkowych koncertach, o czwartej nad ranem musieliśmy wracać! Chociaż nie byliśmy do końca festiwalu, to i tak nastroje o niebo lepsze jak rok temu. W ubiegłym roku zagubiłem kartę pamięci ze zdjęciami z całego Przystanku Woodstock. Tym razem zdjęcia się uchowały, i jak nic wylądują na blogu.

A jaki był Przystanek Woodstock 2012? Tutaj nie trzeba słów, wystarczy mina przemiłego pana ze zdjęcia poniżej.

Ktoś kto nigdy nie był na Przystanku Woodstock nie jest przygotowany na to co tam zobaczy. Najlepsze zdjęcie nie odda nawet promila ogromu festiwalu. Ale zapodam namiastkę. Zdjęcie ze wzgórza Akademii Sztuk Przepięknych.


To już jutro! Namiot i kilka niezbędnych rzeczy już czeka już w bagażniku. To już będzie mój 9 Przystanek Woodstock. W 2004 roku pojechałem ot tak, żeby zobaczyć i złapałem bakcyla. Nie wyobrażam sobie, żeby nie pojechać, odpuścić, bo nie ma czasu, bo się nie chce. O nie! Z wywalonym jęzorem, na pieszo, z kroplówką, z gipsem, bez nogi, bez łokcia – dotrę, choćbym miał się tam doczołgać i wykitować z wyczerpania na miejscu. Muszę tam być, poczuć ta atmosferę, powdychać wszechobecny pył wzbijany w powietrze setkami tysięcy stóp, jeść podłe żarcie, skorzystać z używanego pięćsetny raz tego dnia kibla, usiąść z browarem w dłoni pod sceną i chłonąć muzykę.

W tym roku największe gwiazdy to Ministry

 

Machine Head

 

I może trochę z innej bajki. Ku mojej wielkiej radości Shantel!

 

Pełen rozkład jazdy tutaj http://www.wosp.org.pl/przystanek_woodstock/harmonogram

Zawijam na dyńkę swoją woodstockową bandanę, zabieram żonę i jutro wyruszamy. Nareszcie!

 

 


Odgrzebałem ten utwór przy okazji przygotowań do Przystanku Woodstock. Cover legendarnego utworu Carla Orffa popełnia kultowa kapela Ministry. Posłuchałem i zacząłem poszukiwać oryginału. Po telefonie do przyjaciela, który jest chodzącą encyklopedią muzyki odnalazłem.

Niewiele jest w historii muzyki kompozycji, które zawsze wzbudzają takie same reakcje u wszystkich słuchaczy. Taką kompozycja jest „Carmina Burana” Carla Orffa. Wzbudza niepokój. Słuchajcie i drżyjcie!


Kolejny odcinek napisany przez Jurka zwanego Yerzem (nie mylić z Jeżem Jerzym).

[Jurek] – Na Wałach Chrobrego w Szczecinie trwał festiwal. Wszystkie technoistoty bawiły się świetnie. Król Wentylator spoglądał dobrodusznie na swoich poddanych i co chwila łaskawie pozdrawiał wiwatujących na Jego cześć. Zbliżał się wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi. Król skinął śmigłem Mistrzowi Ceremonii. Zawyły syreny. Na arenę wtoczyła się gwardia przyboczna Wentylatora. Detektyw, który przez cały dzień był przywiązany do słupa na arenie, otworzył zmęczone oczy. „A więc to tak się skończy. Nareszcie”-pomyślał. Gwardia stanęła wokół Bogdana, a Król Wentylator zjechał dostojnie ze swego tronu.
„Wiem, że mnie rozumiesz”-zazgrzytał Wentylator.
Detektyw chciał wycedzić jakąś ciętą ripostę, jednak z wyschniętego gardła dobył się tylko cichy charkot.
„Nie odzywaj się marny robaku, tylko słuchaj. Jesteś jedyna i ostatnią przeszkodą dla mojej pełnej władzy nad miastem. Te wszystkie marne ludziki nazywające się Armią Ludzkości bez ciebie nie mają żadnych szans. Najpierw zniszczę ciebie a potem powoli będę zgniatał każdego człowieka, jednego po drugim, aż oczyszczę to miasto z waszego plugawego gatunku, a teraz szykuj się na śmierć”.
„Zabij, zabij” – skandowały maszyny.
Król zaczął chłostać kablem przykutego Bogdana. Po każdym razie maszyny radośnie wrzeszczały „Ole”, jednak dla Wentylatora to było za mało.
„Rozkuć go i dać mu broń” – rozkazał.
„Ależ Władco, to niebezpieczne” – zajęczał Mistrz Ceremonii.
„Milcz. Sam go zabiję. Jestem wielki, niepokonany i to udowodnię. Zniszczę ostatnią nadzieję w sercach ludzi”

Rozkuto Bogdana i rzucono mu pod nogi metrowy kij. Bogdan zaczął rozmasowywać obolałe nadgarstki. Wentylator niespiesznie zbliżał się, kręcąc młynka kablem. Nagle kabel wystrzelił niczym kobra, wymęczony Detektyw nie zdążył zareagować. Potężne uderzenie zbiło go z nóg. Król triumfował. Bogdan sięgnął po kij. Ciężko dysząc wsparł się o niego. Wentylator ponowił atak, jednak teraz człowiek był już gotowy i uchylił się. Maszyny zamilkły. Wentylator zaczął okładać Detektywa kablem, jednak człowiek cały czas cofał się i robił uniki. Bogdan wyczekał na dogodną chwilę i zaatakował. Kij uderzył Wentylatora w wyłącznik. Król zamarł. Detektyw uniósł kij w geście triumfu. „Tak, zobaczcie jestem pogromcą maszyn. Kto następny?” – wołał Bogdan chodząc wokół areny. Maszyny milczały.

„Dlaczego nikt mnie nie atakuje?” – pomyślał Detektyw. Coś jest nie tak. Zaczął przyglądać się gwardzistom. „Oni się śmieją. Czy nikt nie lubił Wentylatora i teraz wszyscy się cieszą, że tyran padł?”
„Uwolniłem was spod jarzma tyrana. Jesteście wolni. Możemy teraz wspólnie tworzyć przyszłość. Człowiek i maszyna, ramię w ramię” – zawołał Detektyw.
Maszyny zawyły radośnie.
„One mnie kochają” – mruknął pod nosem uradowany Bogdan. Już widział oczami wyobraźni, jak Szczecin dzięki wspólnej pracy maszyn i ludzi staje się światową metropolią, a może nawet stolicą świata.
Nagłe uderzenie zwaliło go z nóg. Powoli okręcił się na plecy. Nad nim stał Wentylator.
„Marny robaku, czy ty myślałeś, że wystarczy mnie wyłączyć i będzie po wszystkim. Będziesz musiał postarać się bardziej”
Detektyw zamachnął się kijem, jednak wzmocnione śmigła Wentylatora błyskawicznie pocięły drewniany patyk na drzazgi. Król, śmieją cię radośnie, zbliżał kręcące się coraz szybciej śmigła do szyi człowieka. Bogdan zamknął oczy, słyszał tylko narastający huk.
Nagle poczuł uderzenie. Potwornie mocne uderzenie, które porwało go. Czuł jak jego ciało jest motane w przestrzeni. Dopiero po chwili dotarło do niego, że jest w wodzie. Próbował chaotycznie wyrwać się na powierzchnię, jednak zmęczone ręce nie dawały rady. „Co za ironia losu. Uratowany spod gilotyny utonę” – pomyślał jeszcze i zapadł w ciemność.


I nie trzeba przebudowywać kraju, żeby być najlepszym na świecie. Wystarczy być najlepszym na świecie. Wystarczy mieć najlepszą siatkarską publiczność na świecie. Wystarczy zmasakrować Amerykanów w finale Ligi Światowej.

Siatkarze są zajebiści, i Isia też. 🙂