Archive for the ‘ACTARMINATORKA’ Category


– I jak tam?- Donalders Lowelas spojrzał na nagą dziewczynę – żyjesz?
– Jeszcze pytasz? – dziewczyna nie mogła złapać oddechu – Jak ty to robisz, że się w ogóle nie męczysz. Normalnie jak maszyna.
– Nie uwierzyłabyś
– Ale obiecaj, że nie powiesz Dżonowi, on jest moim chłopakiem.
– Tego nie mogę obiecać – Lowelas pochylił się nad dziewczyną i ogłuszył ją precyzyjnym ciosem w kark.
 
Dżon miał dziwny sen. Śniło mu się, że dobiera się do swojej dziewczyny Zośki. Siedzieli w starym Polonezie, a Dżon siłował się z guzikami bluzki swojej dziewczyny. Pocił się i dyszał a te cholerne guziki nie chciały ustąpić.
– No pośpiesz się Dżon, za godzinę jest mój ulubiony serial „M jak mdłości”
– No już, już – Dżon wyjął zza siedzenia łyżkę do opon i zapierając się nogą o deskę rozdzielczą podważył guzik pod szyją Zosi. Po chwili guzik ustąpił i odsłonił jej dekolt, co tylko rozochociło Dżona. Wyrzucił łyżkę do opon przez okno, chwycił za bluzkę i rozerwał ją na strzępy.
– Dżooon! – Zosia spojrzała na niego z podziwem – nie poznaję cię
– Cicho mała – pocałował ją namiętnie – teraz będę cię miętolił – po czym jak powiedział tak zrobił i z zapałem rzucił się do miętolenia cycków Zośki. Miętolił, miętolił, aż nagle poczuł coś twardego pod palcami
– Zośka, a co to tu takie twarde?
– Sutek zwierzaku, sutek
– Nie sutek, tak bardziej z boku. Coś jakby zawias – przyjrzał się bliżej – cycki ci urosły od wczoraj?
– Nie chciałam ci mówić – zaszlochała Zosia – jestem robotem
Dżon odskoczył jak oparzony. W miejscu w którym przed chwilą miętolił Zosię siedziała Monica Bellucii.
 
– Dżon! Dżon! – Actarminatorka szarpnęła Dżonem aby go obudzić – potrzebujesz coś z zasobnika?
– Ja? – nie kojarzył jeszcze co się dzieje – Nie, chyna nic.
– To po co od pięciu minut majstrujesz przy moich zasobnikach? Może kawy chciałeś?
Dżon zawstydzony zabrał dłonie z piersi Actarminatorki 
– Nooo. Właściwie to napiłbym się kawy.
– Było mówić od razu. I tak byś ich nie otworzył. Mają elektryczne zamki – Actarminatorka otworzyła lewy zasobnik, wyjęła papierowy kubek, po czym nalała do niego kawy z prawego sutka.
– Z mlekiem?
– Nie nie – Dżon nie był przygotowany na mleko z cycka. Mimowolnie pomyślał o tym czy superserwer mógłby być matką – wolę czarną.
– Musisz się dobrze rozbudzić Janie Łopianie. Mamy kłopoty.
 
Actarminatorka włączyła radio. Lokalna stacja nadawała właśnie wiadomości dnia:
„Po ostatniej zagadkowej serii eksplozji muszli klozetowych nastąpiła kolejna tragedia, i to w sąsiednim multibudynku mieszkalnym. Na trzydziestym piętrze w mieszkaniu niejakiego Jana Ł. doszło do zbezczeszczenia nastolatki. Nieprzytomna ofiara została przewieziona do maxiszpitala imienia Kononowicza. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Według najnowszych informacji nastolatka jest już przytomna i odmawia zeznań. Według naszego informatora w maxiszpitalu po obudzeniu wyglądała na zadowoloną.”
– O ja pierdolę – Dżon był wstrząśnięty – Zośka
– Poczekaj – Actarminatorka podkręciła głośność – teraz najważniejsze
„Podajemy rysopis bezcześciciela nastolatek. Wysoki i szczupły szatyn podróżujący zielonym samochodem marki Polonez Caro. Ostatni raz widziany wczoraj w towarzystwie wysokiej brunetki. Zapewne porwał ją w celu zbezczeszczenia. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z seryjnym bezcześcicielem. Obywatele! Los wysokiej brunetki jest w waszych rękach. Dorwijcie Jana Ł. i oddajcie go w ręce władz. Nie pozwolimy bezcześcić przyszłych matek naszych obywa….”
 
Actarminatorka wyłączyła radio
– To robota Donaldersów – superserwer przytulił wstrząśniętego Dżona do zasobnika – znajdą i wykorzystają przeciwko tobie wszystkich których znasz. Teraz już nie masz odwrotu. Zostałeś napietnowany jako bezcześciciel. Szukają ciebie wszyscy.
– Ja pierdolę – wtulił się w zasobniki Dżon
 
 
 

– Ja pierniczę, kto wymyślił mikrofon w kinolu – marudził do siebie Donalders Namierzacz wycierając gluty z mikrofonu, który wysunął mu się z lewego nozdrza.
– Co tam pielnicys? – odezwał się głos Donaldersa Przewodnika w słuchawce – Pocekaj Namiezacu, tylko wytlę gluta z miklofonu.
– Namierzyłem porzuconego Poloneza Jana Łopiana na poboczu, kierują się w stronę Krakowa – meldował namierzacz
– Dobla lobota namiezacu, pzestaw się na nasłuch Komendy Bojówki Państwowej. Musą się jakoś pzemiescać. – po wypadku z klopem przewodnik tak seplenił, że nawet cyborgi miały problem ze zrozumieniem swojego dowódcy – Moze ktoś zgłosił kladziez samochodu w okolicy.
– Przestawiam się na nasłuch. Bez odbioru. – mikrofon wsunął się z powrotem do nozdrza namierzacza.
 
Dżon czuł się nieswojo prowadząc ukradzionego mercedesa. Nie to żeby miał wyrzuty sumienia, czy wątpliwości natury moralnej. Po prostu po raz pierwszy prowadził samochód, w którym nic nie skrzypi i nie odpada. 
– Musiałaś pokazywać mu cycki? – Dżon złapał się na tym, że robi się zazdrosny o swoją towarzyszkę.
– Inaczej by się nie zatrzymał Dżonie.
– Ale nic mu nie będzie? Jak wyrzuciłaś tego faceta z samochodu, to przeleciał dobre dziesięć metrów.
– Ma tylko złamane żebro, do rana będzie nieprzytomny ale przeżyje – Actarminatorka popatrzyła na swoje ręce – muszę podregulować siłowniki ramion. 
 
– A dokąd my właściwie jedziemy?
– Do Szczecina – Actarminatorka poprawiła ładowarkę w gnieździe zapalniczki i aż zamruczała połechtana napięciem – tam poczekamy na przesyłkę od twojego ojca.
– Przesyłkę?
– Tak Janie Łopianie. Jedna ubikacja nie pozwala na przeniesienie w czasie furgonetki.
– Furgonetki?
– A ty co? Tylko powtarzać po mnie potrafisz? Tak furgonetki! – zirytował się superserwer – W Szczecinie jest opuszczone składowisko starych ubikacji typu Toi Toi. Żeby przesłać taki duży obiekt w czasie potrzebne jest sprzężenie kilkuset klozetowych zawirowań czasowych. To będzie największa implozja czasoprzestrzenna w historii ludzkości.
– Będzie niezły rozpiździaj, jak te setki klopów wybuchną – Dżon uruchomił wyobraźnię – będzie capić przez tydzień. A po co w ogóle nam ta furgonetka?
– Ten pancerny Lublin jest mobilnym centrum wykrywania zapomnianych serwerów. Centrum jest wspomagane najnowszym komputerem Unitra.
– Łał! Unitra!- Dżonowi szczęka opadła z zachwytu, każdy głupi wie że Unitra robi najlepsze komputery na świecie – miałem kiedyś Unitrę. To była maszyna. Kiedyś w szkole chciałem kumplowi przesłać bluetootchem gierkę, którą napisałem i niechcący uruchomił się stary serwer w piwnicy. Niezłe jaja były. Dostałem naganę i zabrali mi kompa. A ja przecież niechcący…
– I dlatego własnie tylko ty Janie Łopianie możesz uruchomić stare serwery i przywrócić ludziom internet. Twoja gierka odpaliła wyłączony serwer. Od czasu delegalizacji sieci nikomu poza tobą to się nie udało i dlatego musisz zrobić to jeszcze raz, na masową skalę. 
– O w mordę. Nie wiedziałem że taki ze mnie bystrzacha – uśmiechnął się pod nosem Dżon.
– I z czego się cieszysz gówniarzu – Actarminatorka trzepnęła Dżona w tył głowy – To poważna sprawa. Teraz już nie ryzykujesz szkolną naganą. Teraz ryzykujesz życiem Dżonie.
 
 
 

– Paltacze – wyseplenił Donalders Przewodnik patrząc na nowiutki kibel w mieszkaniu Jana Łopiana. Nie dość, że wydział historyków Instytutu Klozetowej Trajektorii Czasu dał ciała i skierował ich pod jego stary adres, to teraz jeszcze to! Nowy klozet oznaczał tylko jedno. Staremu Łopianowi udało się jednak wysłać swojego robota do przeszłości. Słyszał o Actarminatorce i na myśl o jej zasobnikach oblewał go zimny pot. Jaki arsenał mogła tam pomieścić? 
– Zbiez ekipę pod blokiem – zwrócił się do Donaldersa Zastępcy. Mamy problem.
 
– W dwuselegu zbiólka – wyseplenił Donalders Przewodnik do swojego oddziału. Podczas przejścia w czasie eksplodujący fragment kibla zmasakrował mu górną wargę i dziąsło. Pomimo zdolności regeneracji tkanek coś poszło nie tak. Doszło do zniekształcenia dziąsła. 
– Lóóóównaj w plawo! – fontanna śliny zalśniła w blasku latarni ulicznych. Mówił niczym Kaczor Donald z dawnych kreskówek. Gdyby jego drużyna była wyposażona w poczucie humoru, teraz wszyscy leżeliby za trawie tarzając się ze śmiechu. 
– Donaldels zwiadowca do mnie! 
– Tak jest przewodniku! – zwiadowca w mgnieniu oka zmaterializował się obok dowódcy
– Co wiemy? 
– Jan Łopian odjechał samochodem marki Polonez w nieznanym kierunku – zwiadowca przerwał na chwilę, żeby zetrzeć z twarzy ślinę dowódcy i odsunął się z obrzydzeniem na bezpieczną odległość – świadkowie mówią, że odjechał w towarzystwie kobiety.
– Wiedziałem – mruknął do siebie dowódca – wiedziałem. 
 
– Misja będzie tludniejsza, niż zakładali planiści Instytutu – zwrócił się do oddziału Donaldersów – Jana Łopiana ochłania Actalminatolka.
– Ta Actarminatorka? – zapytał blady ze strachu Donalders łącznościowiec – ta która zrównała z ziemią warszawską centralę Instytutu?
– Tak panowie – przyjrzał się swoim androidom, wszyscy trzęśli się ze strachu – to Ona.
– Ale ona ma te straszne zasobniki. Podobno w każdym zmieściłby się szpadel – odezwał się szeregowy Donalders. Po warszawskiej masakrze słowo Actarminatorka wzbudzało paniczny strach, nawet wśród robotów.
– Moldy w kubeł tchuze – Donalders Przewodnik szalał z wściekłości – dupy wołowe jesteście a nie loboty. – miotał śliną na wszystkie strony – Zaządzam pzegląd bloni. Obselwujemy i zakładamy podsłuchy. Monitolujemy sieć, pzesłuchujemy, telloryzujemy i moldujemy. Za godzinę chcę wiedzieć gdzie jest Jan Lopian. Do loboty!
– I jesce jedno. Zgubiłem ładowalkę – usiadł na trawie Donalders Przewodnik – niech no któryś mnie podładuje. Jeśli macie cienkie bolce to mam przejściówkę.
 

Odkąd Actarminatorka przestała biegać na golasa po mieszkaniu życie Dżona stało się łatwiejsze. Trochę tęsknił za widokiem zasobników ale cenił sobie spokój jaki zapanował po odzianiu superserwera w w dresy. Dżon zajął się montażem nowego klopa, a superserwer oglądał telewizję z przerwami na przegląd ekwipunku z zasobników. Dżona już nic nie dziwiło. Zaglądając co jakiś czas do pokoju widział jak Actarminatorka czyści karabiny, liczy amunicję, sprawdza sprzęt medyczny i inne przedmioty, których przeznaczenia nie próbował odgadnąć. Jednak kiedy wracając z kuchni z kawą zobaczył jak superserwer ostrzy szpadel, zdębiał.
– Na cholerę ci szpadel?
– Na okoliczność oblężenia Dżonie. Będziemy mogli się okopać – beznamiętnie odpowiedziała maszyna obleczona w ciało i cycki
– Eeee tam. Może jeszcze koparkę w pięcie kisisz? – zirytował się Dżon, po cholerę wlec do przeszłości szpadel?
– Nie – superserwer otworzył zasobnik łokciowy i z satysfakcją pokazał jakiś dokument – Ale mam to!
– A co to do cholery? Legitymacja androida?
– Uprawnienia na obsługę koparek.
– Masz ci los – mruknął pod nosem Dżon – ona ma szpadel i uprawnienia na koparki. Nic tylko ratować świat.
 
Dżon po całym dniu instalowania nowej ubikacji padł jak kawka. Nie dane mu było jednak długo pospać.
– Dżonie! – wydarła się actarminatorka – Chodź tu szybko, mamy kłopoty! 
Dżon nie zareagował więc zaniosła go razem z tapczanem przed telewizor i trzepnęła w potylicę.
– Obudź się idioto i oglądaj.
Oszołomiony Dżon skupił uwagę na ekranie. W Słusznych Wiadomościach Telewizji Narodowej trwała właśnie relacja na żywo z sąsiedniego osiedla. Znany redaktor Thomas Fox junior z przejęciem opowiadał o zagadkowej serii trzydziestu eksplozji ubikacji w multibudynku mieszkalnym.
– Kurcze – Dżon obudził się natychmiast – to mój multiblok. Jeszcze miesiąc temu tam mieszkałem.
– Wiedziałam – zmartwiła się Actarminatorka – Donaldersi nas namierzyli. Musimy uciekać. Natychmiast!
– Ale co? Jacy Donaldersi?
– Superserwery podobne do mnie. Namierzyły nas i zaraz tu będą!
 
Stary Polonez Dżona skrzeczał i krztusił się ale jakoś jechał. Dżon siedział za kierownicą w piżamie w Kubusie Puchatki. Patrząc na wyprzedzające go nowoczesne samochody po raz pierwszy żałował, że jest miłośnikiem zabytkowych samochodów. Nie miał czasu się spakować. Donaldersi byli blisko. Armia trzydziestu androidów deptała im po piętach.
– Dlaczego nazywają się Donaldersi?
– Na cześć dawnego premiera, który podpisał historyczne porozumienie ACTA. 

– Strzelają! – Dżon ledwo uchylił się przed serią pocisków wychodząc z łazienki. Fioletowe guziki latały z niczym pociski po mieszkaniu. Lustro, które przetrwało eksplozję muszli klozetowej pękło i spadając urwało zlew. Spojrzał na superserwer z politowaniem. Niby same gigabajty a taka tępa. 
– Mówiłem, że moje koszule są na ciebie za małe – z niepokojem obserwował ostatni guzik swojej najlepszej fioletowej koszuli, trzeszczał pod naporem ściśniętych zasobników piersiowych Actarminatorki. 
– Przecież muszę się w coś ubrać – oznajmiła – tracę cenną energię przez nieosłoniętą skórę. 
Dżon nie był do końca przekonany, co do konieczności ubierania superserwera. Wiedział jednak, że i tak trzeba będzie wybrać się na zakupy.
– Idę na zakupy. Kupię ci jakieś ubrania.
– To kup mi ładowarkę do Nokii? Muszę się podładować, jakaś słaba jestem.
– To ty na ładowarkę od telefonu działasz? – już nic nie dziwiło Dżona – Może jeszcze baterię trzeba ci sformatować?
– Trzeba – superserwer nie wychwycił ironii w w pytaniu Dżona – przecież jestem nowa!
– Dobra idę – tracił cierpliwość Dżon – spróbuj naprawić zlew jak mnie nie będzie.
W chwili, kiedy zamykał drzwi, ostatni fioletowy guzik nie wytrzymał i wystrzelony wbił się w sufit. Dżon katem oka zobaczył jeszcze jak falują uwolnione zasobniki.
 
Nie lubił wychodzić z mieszkania. Po ostatniej ustawce budżetowej czternastu posłów nie przeżyło, a czterdziestu ośmiu trafiło na intensywną terapię. Zgodnie z nową konstytucją ogłoszono właśnie uliczną zbiórkę głosów. Zakapturzeni funkcjonariusze Bojówki Państwowej polowali na przechodniów i wymuszali na nich oddanie głosu na SPNP (Sprawiedliwą Partię Nowego Porządku). Można też było się natknąć na ukryte w bramach grupy zwolenników opozycyjnych Kiboli Wszechpolskich. Oni też zbierali głosy.
Dżonowi udało się jakoś przemknąć do jedynego w mieście sklepu. Gigamarket imienia pierwszego wodza ACTArewolucji Grzegorza Laty zajmował trzysta hektarów i miał własną wewnętrzną linię autobusową. Jak zwykle autobus linii odieżowej był zepsuty i Dżon musiałby zaiwaniać na pieszo. Całe szczęście przypomniał sobie, że musi kupić ładowarkę. Jakoś udało mu się wepchnąć do autobusu lini RTV  i po godzinie był już w galerii ładowarek. Kupił ładowarkę do Nokii i był zadowolony, że ma tylko kilometr do działu odzieżowego. Kupił trzy legalnie dopuszczone do sprzedaży standardowe zestawy kobiece w rozmiarze superserwera. Biały, czarny i szary. Stamtąd miał tylko jakieś pół kilometra do działu sportowego, gdzie kupił buty dla nowej lokatorki. Nie było sensu czekać na autobus linii obuwniczej. Do głównego wyjścia miał tylko pół godziny pieszo.
 
– Cały dzień ciebie nie było! – Actarminatorka wyglądała na niezadowoloną i wykonała teatralny gest padając na kanapę – Naprawiłam zlew i posklejałam wannę. Jestem taka słaba.
– Zakupy to niełatwa sprawa. Wymaga czasu.
– Ale ładowarkę do Nokii masz?
– No pewno – wręczył Actarminatorce nową błyszczącą ładowarkę – proszę.
– Nie! Nie! Nie! – krzyknął superserwer – Z cienkim bolcem? 
– Ale co? – wkurzył się Dżon – Nie mówiłaś jaka ma być.
– Z cienkim bolcem? – prawie szlochał superserwer – Miał być gruby! Superserwery potrzebują grubego bolca!
– Spoko – Dżon uniósł brew w geście triumfu – Kupiłem przejściówkę. 

   – Moniiika, ach Monika, dziewczyna ratownika – śpiewał sobie Dżon pośród pozostałości łazienki. Spał jak zabity tej nocy. Nie przypuszczał, że goła baba w domu tak wyczerpuje – Twe ciaaało opalone, prawie nie osłonione – wył dalej goląc się przed lustrem. Jakoś cudem ocalało po wczorajszej eksplozji kibla – pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy! Yeah! Laaaa la la tu du du du – wył w niebogłosy Dżon. Opłukał maszynkę i przyłożył ją do policzka. Spojrzał ponownie w lustro i zobaczył za sobą Actarminatorkę, znowu była goła.
– Janie Łopianie, czy coś ci dolega? – zapytał beznamiętnym tonem supreserwer obleczony w mięso i skórę.
– Nie. Nie – zawahał się Dżon coraz mocniej przyciskając ostrze maszynki do skóry – ja tylko sobie śpiewałem.
– Moje zasoby pamięci zawierają wszystkie dźwięki jakie zarejestrowano w historii ludzkości – oznajmiła Actarminatorka – mój superprocesor zidentyfikował wydawane przez ciebie dźwięki jako jęki agonii. Prawdopodobna diagnoza: Zawał.
– Oczadziałaś? – zirytował się Dżon – jaki zawał? Ja śpiewałem! – odchylił się nieco w prawo, żeby sobie popatrzeć na superserwer. Odchylił się za mocno istracił równowagę. Upadając rozciął sobie maszynką policzek.
– Krew! – wrzasnął superserwer z cyckami – Krew!
Dżon nie pamiętał dokładnie co się wtedy stało. W mgnieniu oka został owinięty z bandaż, i przeniesiony na łóżko. Zanim zdążył pomyśleć leżał już z  wenflonem w przedramieniu. 
– Skąd ty do cholery wzięłaś stojak do kroplówki i worek z krwią?
– Moim podstawowym zadaniem jest chronić Jana Łopiana! – oznajmiła dumnie Actarminatorka – jestem wyposażona w wytwornicę twojej krwi i niezbędnych do przeżycia organów.Bandaże i wytwornicę części zamiennych dla Jana Łopiana mam w zasobniku znajdującym się w prawym pośladku.
– A w lewym? – zainteresował się Dżon
– W lewym pośladku mam zasobnik z bronią palną, dwa składane japońskie miecze i scyzoryk z korkociągiem.
– O matko! – już miał zapytać jakie zasobniki kryją jej cycki, ale dał spokój. Za dużo wrażeń na jeden poranek.
   Śniadanie przyrządzone przez superserwer było wyśmienite. Actarminatorka miała w zapisane na twardzielu wszystkie książki kucharskie wydane po  1936 roku. Dżonowi coś jednak nie dawało spokoju. Już gdzieś widział tą twarz i te cycki. Wstał i sięgnął po opasły tom „Historia kina”. Zaczął wertować. Garbo, Dietrich, Hepburn, Monroe, Bradot, Loren – przekładał strony, wiedział że jest na dobrym tropie. To musiała być jakaś dawna akrorka – Garland,Taylor.Odwrócił kartkę i znalazł . Znalazł i zmarkotniał.
– Ja pierniczę!  – zdenerwował się Dżon na ojca – jak ja mam ratować świat, jak po moim mieszkaniu biega goła Monica Bellucci z pudełkiem bandaży za prawym półdupkiem! Skupić na robocie się nie można. No jak?
 

     Dżon nie mógł się skupić na nauce. Telewizja Narodowa nadawała na żywo relację z ustawki o ustawę budżetową. Już w trzeciej minucie trzech poważnie rannych posłów zniesiono z murawy.
– Cholera. Znowu będą wybory – mruknął do siebie Dżon. Od czasu gdy uznano, że demokracja jest głupia śmiertelność wśród posłów wzrosła dramatycznie. Starą zapyziałą demokrację zastąpił system, dla którego nie wymyślono jeszcze nazwy. Sprawdzał się średnio, ale jak to zwykł mawiać prezydent Pudzianowski „jak dotąd nic lepszego nie wymyślono”. Nowy system opierał się na zasadzie, że silniejszy ma rację. Tradycyjną zasadę przyjmowania ustaw poprzez głosowanie zastąpiły wymyślone przez dawnych kibiców ustawki.
     Dżon wyłączył telewizor. Nienawidził polityków, byli tacy brutalni. Otworzył podręcznik historii i zaczął uczyć się do egzaminu. Na uniwersytecie ASP (skrót od ACTA SOPA PIPA) przerabiali właśnie przyczyny delegalizacji internetu. Zaczął czytać.
„21 grudnia 2012 roku polski parlament ratyfikował międzynarodowe porozumienie ACTA dotyczące ochrony własności intelektualnej w internecie. W czasach gdy internet był jeszcze powszechnie używany wywołało to wielkie niezadowolenie społeczne. Ratyfikacja tego porozumienia dawała ówczesnej władzy zielone światło do zatrzymywania obywateli na podstawie podejrzeń i karania ich bez wyroku sądu. W 2014 roku rząd przeforsował ustawę odbierającą obywatelom prawo do własności intelektualnej. Państwo stało się właścicielem wszystkich tekstów, utworów muzycznych, filmów, programów, grafik itp. Twórcy, którzy próbowali publikować w internecie swoje utwory bez zezwolenia byli aresztowani i osadzani w tzw Koloniach Intelektu. Do tych samych placówek trafiali pojmani hackerzy. W 2020 roku trzy największe Kolonie zorganizowały skoordynowany atak na państwową sieć internetową. Atak spowodował wyłączenie wszystkich elektrowni. Ciemność i chaos trwały dwa tygodnie. W tym czasie więźniowie Kolonii Intelektu obezwładnili strażników i uciekli zabierając ze sobą więzienne serwery. Do dziś żadnego z uciekinierów nie udało się odnaleźć i ukarać. Po wydarzeniach z 2020 roku internet jako Narzędzie Terroryzmu został zdelegalizowany.”
Dżon poczuł, że musi się odlać. Odłożył książkę i ruszył w stronę kibla. Nagle drzwi od łazienki eksplodowały, a fala uderzeniowa rzuciła Dżonem o ścianę przedpokoju.
– Jaka cholera? – mamrotał próbując się podnieść ale wyrżnął głową w fragment muszli klozetowej, który wbił się w ścianę tuż nad nim – Ała!
Ze spuchniętym kolanem, cisnącym pęcherzem i guzem na głowie ruszył w stronę tego co pozostało z jego kibla. Zatrzymał się w pół kroku.
– Ki chuj? Goła baba?- wytrzeszczał gały Dżon. Z tępą miną patrzył na nagą kobietę. Stała w tumanach kurzu i strzępów papieru toaletowego.
– Ty durniu. Nie spuściłeś wody – wydarła się goła baba na Dżona – zobacz jak teraz wyglądam, jestem cała w gównie.
– Ty jesteś cała w gównie, a ja nie mam się gdzie odlać – odgryzł się.
– Odlej się do zlewu idioto. Tylko potem dokładnie opłukaj. Muszę się gdzieś umyć bo wannę też rozwaliło.
 
Dżon siedział na kanapie i czekał aż goła baba się umyje. Ciekawiło go jak wygląda czysta goła baba. I dlaczego rozwaliła kibel. Baba już nie goła, owinięta kocem wyszła z pomieszczenia, które do niedawna było łazienką. Stanęła przed Dżonem i zapytała.
– Jan Łopian? Zwany Dżonem?
– Eee – zawahał się, skąd ona znała jego tajny pseudonim? Tylko kilku ludzi na ziemi wiedziało kim jest i czym tak naprawdę zajmuje się Jasio Łopian. – No tak. Skąd o tym wiesz.
– Jestem ACTARMINATORKĄ, pancernym superserwerem obleczonym w mięso i skórę.
– I w cycki – zauważył Dżon
– I w cycki – kontynuowała opatulona w koc goła baba – Przybywam z przyszłości. Przysłał mnie twój ojciec.
– Porypało się ACTA cośtam – zdenerwował się Dżon – mój ojciec nie żyje. Zginął podczas wielkiej ucieczki z Kolonii Intelektu.
– Twój ojciec żyje i ma ciebie na oku. Gdyby wiedział, że nie spuszczasz wody w kiblu – wykrzywiła twarz i obejrzała się czy aby na pewno umyła się dokładnie – dostałbyś lanie.
– To dlaczego się nie odzywa?
– Nie może, mógłby zostać pojmany.
– A dlaczego rozwaliłaś mój kibel? – nie dawało to Dżonowi spokoju.
– Muszle klozetowe są naturalnymi przekaźnikami czasu. Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego siedząc na kiblu masz czasem wrażanie, że czas się wlecze? – zawinięta w koc goła baba dała chłopakowi chwilę na zastanowienie, Dżon udawał że się zastanawia ale tak naprawdę obserwował lewy cycek Actarminatorki, który niechcący odsłoniła intensywnie gestykulując – To nie jest tylko wrażenie. Muszle klozetowe generują mikrozawirowania czasu. Dawno temu, kiedy twój ojciec cierpiał na zatwardzenie zaczął się zastanawiać nad tym zjawiskiem, potem rozpoczął badania nad użyciem klozetów do podróży w czasie. Po trzydziestu latach pracy i tysiącach zniszczonych muszli osiągnął sukces. Podróże w czasie stały się możliwe. Moja podróż do ciebie trzydzieści lat w przeszłość stała się możliwa.
– Łał! – Dżon nie ogarniał tematu.
– Twój ojciec skonstruował mnie i przysłał do ciebie abyś przywrócił ludzkości internet!
– Łał! – Dżon nadal nie ogarniał tematu.