Archive for the ‘lashcore’ Category


Kolejny odcinek napisany przez Jurka zwanego Yerzem (nie mylić z Jeżem Jerzym).

[Jurek] – Na Wałach Chrobrego w Szczecinie trwał festiwal. Wszystkie technoistoty bawiły się świetnie. Król Wentylator spoglądał dobrodusznie na swoich poddanych i co chwila łaskawie pozdrawiał wiwatujących na Jego cześć. Zbliżał się wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi. Król skinął śmigłem Mistrzowi Ceremonii. Zawyły syreny. Na arenę wtoczyła się gwardia przyboczna Wentylatora. Detektyw, który przez cały dzień był przywiązany do słupa na arenie, otworzył zmęczone oczy. „A więc to tak się skończy. Nareszcie”-pomyślał. Gwardia stanęła wokół Bogdana, a Król Wentylator zjechał dostojnie ze swego tronu.
„Wiem, że mnie rozumiesz”-zazgrzytał Wentylator.
Detektyw chciał wycedzić jakąś ciętą ripostę, jednak z wyschniętego gardła dobył się tylko cichy charkot.
„Nie odzywaj się marny robaku, tylko słuchaj. Jesteś jedyna i ostatnią przeszkodą dla mojej pełnej władzy nad miastem. Te wszystkie marne ludziki nazywające się Armią Ludzkości bez ciebie nie mają żadnych szans. Najpierw zniszczę ciebie a potem powoli będę zgniatał każdego człowieka, jednego po drugim, aż oczyszczę to miasto z waszego plugawego gatunku, a teraz szykuj się na śmierć”.
„Zabij, zabij” – skandowały maszyny.
Król zaczął chłostać kablem przykutego Bogdana. Po każdym razie maszyny radośnie wrzeszczały „Ole”, jednak dla Wentylatora to było za mało.
„Rozkuć go i dać mu broń” – rozkazał.
„Ależ Władco, to niebezpieczne” – zajęczał Mistrz Ceremonii.
„Milcz. Sam go zabiję. Jestem wielki, niepokonany i to udowodnię. Zniszczę ostatnią nadzieję w sercach ludzi”

Rozkuto Bogdana i rzucono mu pod nogi metrowy kij. Bogdan zaczął rozmasowywać obolałe nadgarstki. Wentylator niespiesznie zbliżał się, kręcąc młynka kablem. Nagle kabel wystrzelił niczym kobra, wymęczony Detektyw nie zdążył zareagować. Potężne uderzenie zbiło go z nóg. Król triumfował. Bogdan sięgnął po kij. Ciężko dysząc wsparł się o niego. Wentylator ponowił atak, jednak teraz człowiek był już gotowy i uchylił się. Maszyny zamilkły. Wentylator zaczął okładać Detektywa kablem, jednak człowiek cały czas cofał się i robił uniki. Bogdan wyczekał na dogodną chwilę i zaatakował. Kij uderzył Wentylatora w wyłącznik. Król zamarł. Detektyw uniósł kij w geście triumfu. „Tak, zobaczcie jestem pogromcą maszyn. Kto następny?” – wołał Bogdan chodząc wokół areny. Maszyny milczały.

„Dlaczego nikt mnie nie atakuje?” – pomyślał Detektyw. Coś jest nie tak. Zaczął przyglądać się gwardzistom. „Oni się śmieją. Czy nikt nie lubił Wentylatora i teraz wszyscy się cieszą, że tyran padł?”
„Uwolniłem was spod jarzma tyrana. Jesteście wolni. Możemy teraz wspólnie tworzyć przyszłość. Człowiek i maszyna, ramię w ramię” – zawołał Detektyw.
Maszyny zawyły radośnie.
„One mnie kochają” – mruknął pod nosem uradowany Bogdan. Już widział oczami wyobraźni, jak Szczecin dzięki wspólnej pracy maszyn i ludzi staje się światową metropolią, a może nawet stolicą świata.
Nagłe uderzenie zwaliło go z nóg. Powoli okręcił się na plecy. Nad nim stał Wentylator.
„Marny robaku, czy ty myślałeś, że wystarczy mnie wyłączyć i będzie po wszystkim. Będziesz musiał postarać się bardziej”
Detektyw zamachnął się kijem, jednak wzmocnione śmigła Wentylatora błyskawicznie pocięły drewniany patyk na drzazgi. Król, śmieją cię radośnie, zbliżał kręcące się coraz szybciej śmigła do szyi człowieka. Bogdan zamknął oczy, słyszał tylko narastający huk.
Nagle poczuł uderzenie. Potwornie mocne uderzenie, które porwało go. Czuł jak jego ciało jest motane w przestrzeni. Dopiero po chwili dotarło do niego, że jest w wodzie. Próbował chaotycznie wyrwać się na powierzchnię, jednak zmęczone ręce nie dawały rady. „Co za ironia losu. Uratowany spod gilotyny utonę” – pomyślał jeszcze i zapadł w ciemność.

Reklamy

[Jurek] – Król Wentylator nakazał wymarsz na Wały. Na czele pochodu szła orkiestra dęta. Potem niosące sztandary młode członkinie Ligi Progresywnych Robotów. Następnie Król trzymający łańcuch do którego przypięto Bogdana. Trasa przemarszu była tak wybrana, aby jak najwięcej mieszkańców Szczecina widziała hańbę Detektywa. Ludzie chowali się w domach, nikt nie wychylał się z okien. Król Wentylator triumfował.

Pogromca zarządził zbiórkę oddziału. Żołnierze karnie stanęli w szeregu . NPWZWI spojrzał na nich i rozpoczął przemowę:
– Większość z was jest ze mną od dawna, a inni już chyba mnie poznali. Wiecie, że zazwyczaj nie szastam frazesami i innymi pierdołami. Daje rozkaz i go wspólnie wykonujemy –
– Wspólnie he, he. Jak tylko panienka gwizdnie Szef wyparowuje – wyrwało się jednemu ze starszych żołnierzy. Wojtek udał, że nie słyszy.
– Teraz mamy sytuacje krytyczną. Idzie powódź. – W oddziale zawrzało.
– Spokój. Wyruszycie do miasta i spróbuje uratować jak najwięcej. Ja z dziesiątką ochotników pójdę na Wysypisko. Według moich informacji jest tam dwóch naszych i trzeba ich odbić. Kto idzie ze mną?
Cały oddział wystąpił.
– Dzięki chłopaki, ale ktoś musi być bohaterem i uratować to miasto. Jeżeli chcecie iść wszyscy to ja wybiorę. Ci, którzy są ze mną od samego początku idą ze mną. Reszta, pod rozkazami Adama, biegiem do miasta.
Adam z niedowierzaniem słuchał słów Pogromcy. Kwadrans temu czuł się więźniem, a teraz dostał ponad setkę luda pod swoje rozkazy.
– Adam, do mnie – Krzyknął Wojtek
Adiutant błyskawicznie pojawił się przy boku nowego dowódcy.
– Nie dziw się. Masz kwalifikację i przypilnujesz tych obdartusów. Chłopaki są okej, ale muszą czuć, że mają zwierzchnika, inaczej zamiast ratować, splądrują miasto.
– Tajest – krzyknął Adam.
– A teraz dupy w troki i do miasta.

Całe Wały Chrobrego były zapchane wszelkiej maści technoistotami. Król Wentylator zasiadł na wielkim tronie, spojrzał na poddanych a potem na związanego Bogdana leżącego poniżej.
– Czas zacząć igrzyska – nakazał.
Na początku Wentylator obejrzał przemarsz swoich doborowych, najwierniejszych oddziałów. Następnie na ringu odbyły się zawody zapaśnicze o Puchar Wielkiego Tłoka. Zawody wygrała Frania. Powoli zbliżał się punkt kulminacyjny. Wszystkie technoistoty czekały na to jedno wielkie wydarzenie. Egzekucję Człowieka ze Snu.

 


 

Czy taki los czeka Bogdana?

EDGAR, współojciec LASHCORE STORY zarządził konkurs dla czytelników. Otóż zbliżamy się w oszałamiającym tempie do wielkiego pojedynku Króla Wentylatora z Bogdanem, o którym mówią „Człowiek ze snu”. Bogdan, który w poszukiwaniu przyjaciółki dał się pojmać maszynom Wentylatora jest jego największym rywalem w wojnie o rząd dusz uciśnionych maszyn. Wentylator, czarny charakter o niewyparzonym śmigle postanowił raz na zawsze rozprawić się z legendą Człowieka ze snu, która jest jedyną przeszkodą na drodze jego marzeń o władzy absolutnej. Zorganizował wielkie igrzyska, których kulminacyjnym elementem będzie pojedynek Króla z Bogdanem. Szanse są nierówne. Wentylator zamierza walczyć nieuczciwie, więc los Bogdana nie rysuje się różowo.

W związku z powyższym mamy konkurs dla czytelników, a pytanie brzmi:

Jak się ma zakończyć pojedynek Wentylatora z Bogdanem? (Kto wygra? W  jaki sposób? Czy pojedynek w ogóle się odbędzie? Czy w końcu przyjdzie wielka powódź?  Czy przyjdzie odsiecz?)

Wymyślcie jaki ma być finał. A tak się stanie!

Poniżej ostatni napisany przez Edgara fragment. Od Was zależy, co będzie dalej.

[Edgar] – Wstawaj! Wstawaj, łachudro! -Bogdan tymi słowy został obudzony tego sądnego dnia. Jego bunkier, w którym był dotychczas więziony stał otworem. Młoty wyburzeniowe zrobiły wyrwę w betonie i człowiek po raz pierwszy od kilku dni spojrzał na niebo w pełnej krasie. Nie było ani jednej chmury, nieboskłon bił błękitem po oczach. „No to dziś wszystko się rozstrzygnie” -pomyślał Bogdan i pewnie wyszedł na zewnątrz.
Tam ujrzał przygotowany ring i potężny tłum elektronicznego motłochu który wykrzykiwał wyzwiska pod jego adresem i życzenia wiekuistego panowania Króla Wentylatora. „Oczywiście spędzili najwierniejsze tałatajstwo” -pomyślał Bogdan. Kątem oka ujrzał palącego się kota. To młodzieżówka Ligi Progresywnych Robotów znęcała się nad wszelkimi przejawami białkowego życia.