Majster Zdzich na grzybach.

Posted: 17 września 2011 in Dyrdymały i pierdoły, MAJSTER ZDZICH
Tagi: , , ,

No i jest! Wymęczony! Napisany w straszliwych męczarniach i na ostatnią chwilę.

MAJSTER ZDZICH NA GRZYBACH

– Kogo brakuje? – Marek, opiekun firmowej wycieczki na grzybobranie ze zgrozą wpatrywał się w cztery puste miejsca w autokarze. Przeczuwał, że zabieranie budowlańców do lasu to nie jest najlepszy pomysł. Albo się napiją, albo pogubią, albo wszystko na raz.
– Zdzicha nie ma – krzyknął ktoś z głębi autokaru – Jurka, Gienka i Mietka też brakuje.
– Dobra – usiadł zrezygnowany – czekamy jeszcze godzinę i ruszamy.
– Oni tak szybko nie wrócą – odezwała się księgowa Ania – Zdzichu miał ze sobą cztery litry bimbru, na pewno śpią gdzieś pijani.

– Jurek, ty też widzisz dzika – pierwszy obudził się majster
– No widzę – ziewnął Jurek – wyjada grzyby z koszyka Mietka
– Matko jedyna – Zdzichu zerknął na zegarek i zerwał się na równe nogi płosząc dzika – już osiemnasta! O trzynastej mieliśmy wracać. – spojrzał na telefon, dwanaście nieodebranych połączeń. – Dzwonię do Marka, może jeszcze czekają.
Jurek obserwował jak zmienia się twarz majstra podczas rozmowy z opiekunem wycieczki, przyglądał się jak majster z każdą sekundą staje się jakby coraz mniejszy, kaja się i przeprasza. Kiedy wreszcie spocony Zdzich zakończył rozmowę Jurek zapytał.
– I co?
– Ja pierniczę, ale zebrałem opierdol. Nie poczekali – otarł pot z czoła – musimy dojść do najbliższej wioski i zorganizować sobie transport do domu. Obudź chłopaków.
Mietek z Gienkiem od razu wytrąbili litr coli na kaca.
– Ej zaraz, zaraz – Jurek wyrwał Mietkowi butelkę – musimy oszczędzać picie, nie wiadomo jak długo będziemy błądzić po lesie – wiesz Mietek w którą stronę mamy iść?
– Eeee, no nie za bardzo – podrapał się po głowie Mietek udając, że myśli
– No właśnie my też nie wiemy. Musimy mieć plan.
Jurek jako namiętny fan programów na kanale Discovery i domorosły znawca technik przetrwania mianował sam siebie przywódcą grupy zabłąkanych grzybiarzy i oszacował zapasy.
– Mamy butelkę wody gazowanej, trochę coli, cztery kanapki z serem, kilka korniszonów i litr bimbru – na dźwięk słowa bimber Mietek z Gienkiem wyraźnie się ożywili – to wszystko musi nam wystarczyć do jutra. Przenocujemy tutaj.
Pozostali spojrzeli na Jurka jak na debila – Jak to przenocujemy? – krzyknęli chórem – Powaliło cię?
Jurek miał niestety rację. Sytuacja nie była wesoła, robiło się coraz zimniej a za półtorej godziny miało się ściemnić. Przydzielił Mietka i Gienka do usunięcia ściółki z miejsca gdzie miało być ognisko. Nie chcieli przecież podpalić lasu. Jurek ze Zdzichem zajęli się przygotowaniem legowiska z gałęzi i trawy. Mietek, Gienek i Zdzichu zadzwonili do swoich żon informując o sytuacji. Jurek jako kawaler nie musiał się nikomu tłumaczyć. Z daleka słyszał jak małżonki wyzywają jego kompanów od pijaków i darmozjadów. Cieszył się, że jest jeszcze kawalerem.

To była ciężka noc. Prawie nie zmrużyli oka. Było tak zimno, że nawet ognisko nie wiele pomagało. Komary cięły niemiłosiernie, a pająki i wszelkie robactwo obłaziło ich regularnie nie pozwalając usnąć. Na dodatek w okolicy nadal grasował dzik który wcześniej wyjadał grzyby z mietkowego koszyka. Gdyby nie bimber nie przetrwali by tej nocy. Alkohol rozgrzał ich i pozwolił na krótki sen. Około szóstej nad ranem kiedy zaczęło świtać budowlańcy zaczęli niemrawo szykować się do poszukiwania cywilizacji. Telepali się z zimna, wszystko ich bolało, byli pogryzieni przez komary i na dodatek mieli kaca. Wyglądali żałośnie. Nasikali profilaktycznie na dogasające ognisko i ruszyli w drogę. Po dwóch godzinach natrafili na leśną ścieżkę, która zaprowadziła ich do wioski. Zadzwonili do żon informując gdzie są i udali się na poszukiwanie sklepu. Mieli nadzieję, że w niedziele będzie otwarte.
– Dzięki ci Panie – westchnął Gienek, kiedy zobaczył otwarte drzwi małego sklepiku – otwarte!
Przyspieszyli kroku i dopadli do lady. Pierwsze piwo wydoili nie odchodząc od lady. Kupili następne piwo, kilka bułek i trochę kiełbasy. Na ławce przed sklepem zjedli śniadanie. Smakowało jak nigdy. Ludzie idący do kościoła z politowaniem patrzyli na czterech meneli pijących pod sklepem. Kończyli właśnie szóste piwo, kiedy pod sklep podjechały dwa samochody i wysiadły z nich trzy kobiety z żądzą mordu w oczach. Miotając obelgami ruszyły w stronę ławeczki. Przypominały zbliżający się huragan, przed którym nie ma ucieczki. Jurek przerażony nadciągającym żywiołem wycofał się do sklepu.
– No chłopaki – Zdzich czekał skulony na nieuchronną egzekucję – najgorsze dopiero przed nami.
– Dobrze, że zdążyliśmy się upić – jęknął Gienek – będzie mniej bolało.

Advertisements
Komentarze
  1. violamalecka pisze:

    A to Ćwoki jedne…
    Ja bym im jeszcze pozwoliła
    pobłądzić nieco dłużej… 😉

    • graforoman pisze:

      Też bym chętnie ich dłużej po lesie poniewierał. Jednak mam ograniczoną ilość miejsca w gazetce i opowiadanie musi mieć objętość strony A4 czcionką dziesiątką. Nienawidzę ograniczeń!

  2. Onibe pisze:

    jakobym Wędrowycza czytał
    weź Ty wykup licencję i trzaskaj nowe historie Jakuba, oryginał przerośniesz 😉

  3. mirka.d pisze:

    To ci dopiero grzybobranie było…

  4. irethringeril pisze:

    A to się chłopaki wkopali. Wściekła baba jest gorsza niż kac gigant. A tak przy okazji – „żądzą”;)

  5. grzybowisko pisze:

    Te żony powinny być bardziej wyrozumiale dla swoich mężów, wszak oni są jednak bardzo odpowiedzialnymi ludźmi! Cytuję, Jurek „przydzielił Mietka i Gienka do usunięcia ściółki z miejsca gdzie miało być ognisko. Nie chcieli przecież podpalić lasu.” 🙂 Fajne chłopaki, choć pijusy 😉 i choć żadni z nich grzybiarze 😉

  6. violamalecka pisze:

    Opowiadanko przednie…
    Chcę dalszych przygód Zdzicha.
    Chcę i już!!!

  7. irethringeril pisze:

    To może nasłać na niego inspekcję nadzoru budowlanego ? Z jakąś upierdliwą rudą kontrolerką:)

  8. R pisze:

    Heh gratulancie wena wyśmienita 🙂
    do Onibe to jest wena, nie to co wypociny na temat Carmen 😉

  9. angiewitch pisze:

    Nie ma się co tu śmiać; uczestniczyłam w takich zakładowych grzybobraniach nie raz. Nie ja, ja nie zgubiłam się nigdy , ale moi znajomi panowie mniej więcej tak spędzali czas, jak ci opisani tutaj
    ; )))))))))))))))))

  10. irethringeril pisze:

    Ja z takimi robiłam kurs prawa jazdy. Mniej więcej tak samo oblewali zakończenie kursu.

  11. pstro pisze:

    nie no, gratulacje, uśmiechnąłeś mnie z rana 😀

  12. galeriasmakow pisze:

    … i mnie też ! 🙂

  13. Kylinn pisze:

    Super, pierwszy odcinek, który przeczytałam, koniecznie musze przeczytać resztę, i czekam na ciąg dalszy.

  14. joan1te pisze:

    Brawo chłopaki, ognisko zalali, pomimo kaca dbają o las 🙂

  15. pstro pisze:

    a`propos grzybów to witaminka bierze udział w konkursie na potrawę z grzybów, warto by było zagłosować co? :> o TU

    http://www.kulinarnyblogroku.pl/przepisy/pokaz/?id=361

  16. Czartogromski pisze:

    Wygląda na to, że wątek dzika został potraktowany przez Autora zbyt pobieżnie. Dzik mógłby się nazywać Zdzik i nawet zaprzyjaźnić ze Zdzichem! Zdzich i Zdzik na pewno by się zaprzyjaźnili przy tym bimbrze, ale niestety Autor pożałował zwierzęciu bimbru.

  17. georgeeliot pisze:

    W lesie egzamin zdaje nie tylko bimber, ale i GPS 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s