Majster Zdzich odc. 11 (Zdzichu, bimber i Chińczycy.)

Posted: 19 czerwca 2011 in Dyrdymały i pierdoły, MAJSTER ZDZICH, OPOWIADANIA
Tagi: , , ,

Kolejny odcinek przygód Majstra Zdzicha pisany do gazetki firmowej powstał w okropnych męczarniach. Ciocia Wena już od dawna mnie nie odwiedza, więc pozostaje siermiężne rzemiosło. Słowa za cholerę nie chciały układać się w zdania, a zdania w tekst. Wyszło jak wyszło. Tekst oddać do druku trzeba.

Zdzichu, bimber i Chińczycy.

To nie prawda, że Chińczycy zawalili budowę autostrady z powodów finansowych. Przyczyna była bardziej prozaiczna. Załatwił ich bimber Zdzicha.
Majster Zdzich pędził bimber od zawsze. Lubił to i potrafił, był wirtuozem samogonu. Zawsze zabierał ze sobą na budowę swój niezawodny zestaw do destylacji. Wszyscy wiedzieli, że majster pędzi najlepszy bimber w branży. Urzędnicy, kierownicy, BHP-owcy i ochroniarze już nie dawali się przekupić zwykłą flaszką ze sklepu, ale za butelczynę „Zdzichówki” można było załatwić wszystko. Majster destylował dzień i noc, baniaki z zacierem fermentowały radośnie aby zaspokoić rosnący popyt.

Prawdziwe bimbrowe szaleństwo zaczęło się kiedy kierownik Janek pojechał do Chińczyków załatwić pewną ważną sprawę i staropolskim zwyczajem wręczył im butelkę Zdzichówki. Następnego ranka, gdy Janek przyjechał na budowę pod jego kontenerem koczowała już delegacja chińskich budowlańców. Łamaną angielszczyzną wytłumaczyli mu, że „ta alkohol być bardzo dobra” i że oni „chcieć kupić dużo”. Na nic zdały się tłumaczenia, że Zdzichówki nie można kupić. Nie było wyjścia, w imię dobrych polsko-chińskich stosunków Janek udał się do Zdzicha.
– Zostało ci jeszcze trochę bimbru?
– Jakieś dwadzieścia litrów.
– Dawaj wszystko, Chińczycy chcą kupić.
– Wszystko? – majster podrapał się po głowie – no dobra, stówa za litr i niech biorą.

Kupili dwadzieścia litrów po stówie za litr i lawina ruszyła. Stary zestaw do destylacji został wymieniony na nowy o wysokiej wydajności i wstawiony do stodoły wynajętej po cichu od miejscowego rolnika. Gospodarka gminy oszalała. Na Chińczykach zarabiali wszyscy. Rolnicy dostarczali Zdzichowi tony owoców i zboża. Sklepy spożywcze sprzedawały dziesięć razy więcej cukru i drożdży. Chodzą słuchy, że to majster Zdzich spowodował ostatni wzrost cen cukru w Polsce. Ożywienie gospodarcze nie uszło jednak uwagi sołtysa i komendanta policji. Majster spotkał się z nimi, poczęstował Zdzichówką i zaproponował udziały w interesie. Trochę się opierali, ale po drugiej flaszce ulegli. Było po kłopocie.

Jak się okazało chińscy budowlańcy potrafili wypić, co niektórzy byli nawet lepsi od naszych. Polacy nie mogli przeżyć, że niepozorni Azjaci przepijali największych wprawionych w bojach polskich zakapiorów. Ich duma nie pozwalała na to aby przejść nad tym do porządku dziennego, więc zorganizowano wielki pojedynek pijaków. Stawką była nasza duma narodowa. Do pojedynku stanął sam niepokonany majster Zdzich. Chińczycy wystawili do walki dwumetrowego dryblasa o imieniu Kong. Choć majster był dużym facetem, to przy Kongu wyglądał niepozornie. Pojedynek nie zapowiadał się dobrze. Pod koniec pierwszego litra majster zaczął przejawiać pierwsze oznaki upojenia, Kong pił niewzruszony. Drugi litr przebiegł w podobnej atmosferze, chiński dryblas siedział prosto i bez mrugnięcia okiem przechylał kolejne pięćdziesiątki bimbru, majster wyglądał coraz gorzej ale dawał radę. Kiedy dotarli do czwartego litra sytuacja wydawała się beznadziejna. Zdzich już prawie na leżąco z wielkim trudem wypijał kolejne kieliszki a Kong nadal pił wyprostowany. W pewnym momencie było już jasne, że następny kieliszek będzie dla Zdzicha ostatnim, wyglądał naprawdę fatalnie, dostał czkawki i spadł z krzesła. Wgramolił się jakoś z powrotem i drżącą ręką chwycił kieliszek.
– No Konguś – wymamrotał – za mamusię
Wypił i pogodzony z porażką marzył tylko o tym aby wreszcie iść spać. Mrużył oczy walcząc ze snem i jak przez mgłę zobaczył jak Chińczyk powoli zamyka oczy a jego potężne cielsko opada na stół rozbijając czołem kieliszek. Chińska część widowni ucichła a kaski polskich budowlańców triumfalnie pofrunęły do góry. Majster jeszcze usłyszał okrzyki „Huraa!”, „Zdzich na prezydenta” po czym poszedł w ślady Konga i wyrżnął czołem w stół.

Następnego dnia w mediach gruchnęła wiadomość, że chiński wykonawca ma kłopoty z dokończeniem budowy odcinka autostrady. Jednak to nie brak pieniędzy, ale kac był pierwotną przyczyną problemów azjatyckiego wykonawcy. Prawie wszyscy chińscy budowlańcy rozsmakowali się w zdzichowym bimberku. Od miesięcy przychodzili na megakacu do pracy i zamiast zająć się robotą kombinowali jak tu zarobić na następną flaszkę Zdzichówki. Handlowali więc na lewo materiałami budowlanymi. Podchmieleni logistycy organizowali puste transporty, a skacowani księgowi wystawiali zawyżone faktury podwykonawcom. Prędzej czy później musiało to wszystko upaść i upadło.

Reklamy
Komentarze
  1. hehe, możesz pisać thrillery konspiracyjne o prawdziwych przyczynach rozmaitych nieszczęść 😉

  2. monikana pisze:

    Nareszcie jakaś konkretna informacja dotycząca autostrad :))

  3. pinkston pisze:

    heh to widzę grubsza sprawa 😉 Zdrowie na budowie!

  4. Bogusia pisze:

    dobry bimber nie jest zły, zazwyczaj na przypalance z wyglądu jak koniak .. Zdzichu pędził ale zamiast niego do zawodów mogli dać górala tzn. naszego chłopa z gór, oni to mają głowy :))

  5. georgeeliot pisze:

    – No Konguś – wymamrotał – za mamusię

    Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

    P.S. może i krótko, ale emocjonalnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s