O tym jak się ptaki w tryby nie wkręciły.

Posted: 17 maja 2011 in Dyrdymały i pierdoły, GrafObrazy, MAKRO
Tagi: , ,

Kiedyś Grzybowisko się uparło, żebym zapodał na bloga grzyby co to w środku zimy wyrosły. Teraz pochwaliłem się, że onegdaj pisklaki od śmiertelnego wkręcenia w tryby uratowałem i Grzybowisko znowu się uparło, że zdjęcie pisklaków owych musi zobaczyć.

A było to tak:

Bardzo dawno temu, czyli jakiś rok temu z hakiem stała sobie zepsuta maszyna. Stała tak sobie przez jesień, rdzewiała ochoczo całą zimę i kiedy już miała rozpaść się z nudów wiosną zapadła decyzja, że szybko, że na gwałt a nawet natychmiast trzeba ją naprawić. Przetransportowałem ją zatem na warsztat, aby z samego rana rozpocząć reanimację. Następnego dnia gdy zaziewany dotarłem do pracy doszły mnie słuchy, że warsztat popiskuje i ćwierka. „Kiego kurna?” sobie pomyślałem. Jakie ćwierka? Warsztat jeno zgrzytać, stukać i smarami paprać potrafi, jakie znowu ćwierka? Załoga cała jak jeden mąż małżowin nadstawiać poczęła i ćwierkania nasłuchiwać. Nic. Jednak gdy tylko rumor jaki masowemu nasłuchiwaniu towarzyszył ustał, gdy nastała cisza coś nieśmiało zapiszczało. Zaszurałem butem – cisza. Chwila ciszy – coś piszczy. Powolutku, po cichutku raz to prawym, raz to lewym uchem zlokalizowałem piszczałki. „Kiego kurna?” drugi raz tego dnia pomyślałem to samo. Kiego maszyna co to rozpaść się właśnie zamierzała ćwierka i popiskuje? Coś tam w środku chyba zamieszkało. Znowu zbiegła się cała załoga, że to na pewno ptaszki, albo myszki, albo inne żyjątka. Oglądać zaczęli którędy to te ptaszki, myszki czy inne tam wlazły. My szukamy, tam ćwierka, czas leci, kawa stygnie – no nic, trza demontować osłony. Zabraliśmy się zatem z zapałem do demontażu, ale i ostrożnie co by nie zmiażdżyć przypadkiem nieuniknionych żyjątek. Jedna blacha odkręcona – nic, druga blacha odkręcona – nic. Została ostatnia blacha, napięcie rosło. Ostatnia śrubka, delikatne uchylenie ostatniej blachy, i oto naszym oczom ukazało się gniazdo z kupą szarego puchu wielkości pięści.

Na początku ciężko było się pokapować, czy to jedno zwierze z pięcioma dziobami, czy pięć osobnych żyjątek. Kiedy doszliśmy do wniosku, ze to jednak pięć pisklaków w załodze obudziły się instynkty ojcowsko-macierzyńsko-głaszcząco-przytulające. Przeca one głodne, całą noc w warsztacie bez mamy. Może wychowamy? Ale co to to je? Ziarno? Robale? Liście? A może kanapkę z kiełbasą? Gulasz? Instynkty szybko przeszły, bo robota czekała i trza było coś szybko zaradzić. Co najgorsze, kawa ostygła. Ktoś zaobserwował, że w miejscu w którym stała maszyna jakieś szarobure ni to wróble ni to szpaki szaleją na próżno z dziobami pełnymi robali. Czas gonił, świeże robale się marnowały, ni to wróble ni to szpaki odchodziły od zmysłów, a pisklakom żołądki z głodu przysychały do kręgosłupów.

To był czas bohaterów. Szybkim mykiem wsunęliśmy tekturę pod gniazdo, w mgnieniu oka zorganizowaliśmy niczego sobie pudełko. Postawiliśmy niczego sobie pudełko denkiem do góry na tekturze z gniazdkiem, zostawiliśmy ino dziurkę, co by kot nie wlazł. Z najwyższą ostrożnością zanieśliśmy prowizoryczną budkę na półkę regału nad miejscem w którym stała zamierzająca się rozpaść maszyna. Nie minęło pół godziny i szarobure ni to wróble ni to szpaki odnalazły swoje latorośle i zaczęły śmigać  z robalami jak opętane.

Tak oto narodziła się nowa rasa superbohaterów: SUPERPTASZORY. (muszę sobie chyba kupić pelerynkę)

Dzisiaj kiedy widzę szaroburego ni to wróbla ni to szpaka zastanawiam się: A może to jeden z nich? Ale nie podfrunie łajza, nie podziękuje!


Advertisements
Komentarze
  1. grzybowisko pisze:

    Grzybowisko prześlicznie dziękuje GrafoRomanowi za takie rychłe spełnienie prośby 😛
    Już zamieniam się we wzrok i czytam, czytam, czytam 🙂 🙂 🙂

  2. grzybowisko pisze:

    Przeurocza opowieść! Raz jeszcze dziękuję, z ogromną przyjemnością przeczytałam i chyba jeszcze nie raz przeczytam 🙂 🙂 🙂

  3. grzybowisko pisze:

    Przeurocza opowieść! 🙂 Przeczytałam z zapartym tchem i chyba jeszcze nie raz przeczytam 🙂 🙂 🙂

  4. grzybowisko pisze:

    I jeszcze koniecznie – GRATULACJE dla całej Ekipy najpierw za bystrość i czujność, a następnie za tak sprawnie i skutecznie przeprowadzoną akcję 🙂 🙂 🙂

  5. grzybowisko pisze:

    No, ależ się rozgadałam 😉 to z wrażenia 😛 teraz oddaję głos innym 🙂

  6. graforoman pisze:

    To był ciekawy dzień w pracy.;)

  7. Asenata pisze:

    Za uratowanie ptaszków Święty Piotr Was bez kolejki do raju wpuści 🙂

    Tylko się oczywiście nie spieszcie

  8. pstro pisze:

    bohaterki czyn! /łza na rzęsie/ trza było nagotować fasolki po bretońsku :P:D

  9. graforoman pisze:

    Że fasolka na wywarze z pisklaków?

  10. ewarub pisze:

    Witam po raz pierwszy i na pewno nie ostatni 😉
    Miłe, że są jeszcze wrażliwi ludzie. U mnie w pracy kiedyś kopciuszki uwiły gniazdo w wentylatorze (taka dziura w ścianie z wiatraczkiem). Szef zakazał używać i czekaliśmy z wietrzeniem, aż ptaki się wyprowadzą. Tak a’propos, to najpewniej kopciuszki, albo pleszki ewentualnie.

  11. maskana pisze:

    Roman supermen:)

  12. jusssi pisze:

    wróble to raczej nie są jak na moje oko.. 😀 fajnie by było, gdyby każdy tak reagował 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s