LASHCORE STORY vol. 40 (o tym, jak Pogromca zdębiał po trzykroć)

Posted: 30 grudnia 2010 in LASHCORE STORY, OPOWIADANIA
Tagi: , ,

[Graforoman] – Jadwiga próbując pojąć co się dzieje zaczerpnęła chochelkę samogonu z beczki w kącie elektrowni i wychyliła do dna.
– I wy jesteście Zdzichu? – spojrzała na kilkadziesiąt białych istot które stłoczyły się przed nią, zauważyła że ożywiły się na widok bimberku
– Cześć Jadźka – usłyszała wewnątrz głowy – dawno nie byłem u Ciebie na kielichu
– No tak, tylko jak ty się napijesz bez gęby? No i z taką ekipą to ty moje zapasy w godzinę osuszysz. Nic się nie zmieniłeś – zarechotała Jadzia ośmielona działającym już alkoholem – no może ociupinkę he he.
– A tak se pomyślałem, że dosyć mam tego ciągłego knucia i wojowania, teraz kiedy jest mnie dużo to ja pacyfista się zrobiłem i wszystkich kocham – przerwał na chwilę i zmienił temat – dobry ten twój bimberek?
– Osz ty gadzie zapijaczony, pomyślmy jak tu ci zaaplikować tego kielicha.
Po kilkunastu minutach mieli już opanowaną metodę picia wódy przez Zdzicha, po prostu Jadzia polewała jedną z postaci alkoholem i wszystkie były podchmielone.
O zmierzchu Jadzia już zdrowo narąbana spojrzała na Zdzichów i szepnęła z tęsknotą w głosie.
– Szkoda że nie mogę Ci pokazać numeru ze snopowiązałką.

[Jurek] – Bogdan miał już ruszyć spod kaplicy gdy nagle coś go tknęło. Wrócił do świątyni i rzekł:
– Nie płaczcie wy pogrążeni w smutku, albowiem znam kogoś kto naprawi waszego proroka.
Maszyny zazgrzytały radośnie.
– Jednak jest jeden warunek, nigdy nie złamiecie żadnego prawa Asimova i przeciwstawicie się Wentylatorowi.
Maszyny ucichły. Odezwał się tylko stary NRD-owski toster.
– Panie, żadna ze stojących tu istot nie służy przeklętemu Uzurpatorowi, jednak nauki naszego proroka zakazują nam niszczenia innych maszyn.
-Rozumiem, ale potrzebuję pomocy w walce z Wentylatorem
-Panie, nie możemy Ci pomóc.
– Nawet za cenę „zmartwychwstania” proroka?
– Nawet. Jego nauki są dla nas prawem i nie możemy ich złamać. Możemy Ci przyrzec, że żadna istota która poznała prawdę nie zaatakuje białkowca.
– Dziękuję chociaż za to. Jak zakończę swoją misję przekażę Wielkiemu Mechanikowi wasze prośby.
„Cholera, myślałem, że uda mi się skłócić te walnięte maszyny. Może Pijotr mógłby pogrzebać w bebechach tego czegoś na ołtarzu i zmusić ich do posłuszeństwa?” pomyślał Detektyw idąc do „trójkąta bermudzkiego”.

[Edgar] – Jesteście obie takie same jak Wentylator i jego wataha. Dążycie do władzy i w dupie macie mnie, czy tam inny sprzęt. Na razie pomagacie ludziom, a gdy w końcu razem wygracie, zaczniecie sobie nawzajem skakać do oczu. Każde będzie ciągnęło w swoją stronę, nie pamiętając o niedawnej przyjaźni. A ja nie chcę w tym uczestniczyć.
– Chłopie, ale bez Ciebie będziemy się tułać po tym śmietnisku aż nas rdza zeżre… -Wiertarka nie za bardzo wiedziała o co chodzi Pilotowi, ale dotarło do niej, że tracą przewodnika.
– Może to i lepiej. Nie wiem. Wiem, że nie chcę zginąć.

[Jurek] – „Jestem już za stary na takie zabawy” mamrotał Bogdan wspinając się na nasyp. „Po jasną cholerę tłukę się taki szmat drogi? Jak tylko znajdę Maszynkę to sobie porozmawiamy. Ona chyba to robi specjalnie”
Detektyw wreszcie wgramolił się na tory. Spojrzał na osiedle akademickie. „A tu co się stało?”
„Asystent” zrównany z ziemią, „Piątka” straszy wypalonymi oknami, po stołówce został tyko lej. Jedynie w „Eldorado” ostało się parę szyb w oknach. Bogdan wolno zsunął się z nasypu. Przedarł się przez ogródki działkowe, które teraz stały się istną dżunglą. Cicho, z napiętą kuszą wyszedł na otwarty teren. Cisza. Żadnych ludzi, żadnych maszyn. Ostrożnie wszedł do „Eldorado”. Zobaczył na ścianie wyryty napis –POŻUDZCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ CI CO SIĘ TU ŁADUJECIE. ALBOWIEM ALKOHOL JUŻ ZOSTAŁ CAŁY WYPITY”. „Dobrze trafiłem. Tu na pewno znajdę kogoś z świty Moczymordy”
Jednak po przeszukaniu całego akademika Detektyw nie znalazł nikogo. „No cóż. Trzeba chyba iść na miasto”

[Graforoman] – Jaaadziu kochanie, Jaaadziu! – wydzierał się NPWZWI rozglądając się po jej podwórku – Jaaadźka!
No gdzie ona się podziała? – pomyślał. Dostał kilka dni wolnego od Królowej i wyposzczony wpadł w odwiedziny do swojej kochanki. Gdy usłyszał jakąś chlapaninę w szopie z młynem natychmiast tam pobiegł. Wchodząc do szopy miał wrażenie jakby w strumieniu mignęło mu stado wielkich białych ryb, ale zgonił to na zmęczenie.
– Łoooj moja głowa – Jadzia budziła się na mega-kacu – Jednym okiem z wysiłkiem rozejrzała się po pomieszczeniu – Zdzichu gdzie ty?
– Zdzichu? – zdębiał Pogromca
– Co ty tu? – dojrzała go dopiero gdy otworzyła drugie oko – Wojtek co ty tu robisz? Oooj, głowa mnie boli – spojrzała na niego błagalnie – idź Wojtuś do izby, zrób herbaty i poszukaj Ibupromu. Musimy pogadać, Zdzich wrócił.
– Wrócił? – zdębiał ponownie, tym razem jakby bardziej – Przecież on nie żyje
– A jednak wrócił i się rozmnożył – z błaganiem o coś do picia w oczach kontynuowała – no idź bo suszy, zaraz pogadamy.
– Rozmnożył? – zdębiał po raz trzeci tak jak jeszcze nikt nigdy nie zdębiał, i taki zdębiały ruszył do izby „Zdzich, wrócił, rozmnożył” kołatało mu się w tych kilku ostatnich szarych komórkach które jakoś jeszcze nie uległy zdębieniu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s