LASHCORE STORY vol. 39 (o tym jak Bogdan odnalazł szczątki Prorokoa Prostownika)

Posted: 20 grudnia 2010 in LASHCORE STORY, OPOWIADANIA
Tagi: , ,

[Jurek] – Pewnego słonecznego wiosennego dnia Detektyw zszedł do piwnicy, gdzie Mechanik stworzył sobie mały warsztacik.
– Pijotr, mam tego dość. My tu sobie na Gumieńcach leżymy bykiem, a tam moja Maszynka cierpi na pewno straszne katusze i głód energetyczny –
– Spokojnie. Poczekaj aż skończę. Bez tego nie masz żadnych szans –
– Pijotr, ale mi tak mówisz już od miesiąca i końca nie widać. A właściwie co ty tu cały czas dłubiesz?-
– Jakby ci to prosto wytłumaczyć. Maszyny „widzą ciebie” czując twoje pole –
– Jakie pole? Co ja rolnik?-
– Każde żywe stworzenie ma mózg.-
– Ma –
– Nie przerywaj. Mózg w skrócie działa na prąd. Gdzie jest prąd jest pole elektromagnetyczne i to pole wyczuwają maszyny.-
– Ok. Załóżmy że rozumie. To co ty tu tworzysz?-
– Robię ubranko dla ciebie. Gdy to założysz maszyny nie będą cię widzieć.-
– Fajnie. To kiedy to skończysz?-
-Nie wiem. Nie mam wszystkich komponentów.-
-Stary, ja nie mam tyle czasu. Z tobą, czy bez idę szukać Maszynki.-
– Chłopie, sam czy razem jesteśmy za słabi. Musimy znaleźć silnego sojusznika.-
-NPWZWI?-
-Odpada. Na usługach spamerów.-
-To może Królowa Spamerów?-
-Co cię porypało? Przecież ten babsztyl dybie tylko na twoją moc.
-Ale wróg mojego wroga jest moim sprzymierzeńcem.
-Ale nie Ona.
-To może jej siostra?
-No nie wiem. Może? Tylko jest mały problem. Gdzie ona jest?
-Z tym nie będzie problemu. Znam paru z jej sługusów, któryś musi wiedzieć gdzie jest Pani M.

[Edgar] – Maszynka, Wiertarka i Pilot grzęźli w wysypisku powoli tracąc siły i nadzieję na bezpieczne opuszczenie tego przygnębiającego miejsca.
– Jak wy żeście się tu dostały? -stękał wymęczony Pilot.
– Wdrapałyśmy się na sztaplarkę jak wracała z bitwy… -Wiertarka już nie była w stanie się poruszać. Ciężko opadła przy starej, zardzewiałej obudowie od kuchenki -nie idę dalej. Nie mam już siły.
– Odpocznijmy przez noc -Maszynka również opadła z sił -musimy wymyślić jak przejść przez bramę wysypiska. Jest dosyć mocno strzeżona i ciężko będzie wytłumaczyć straży dlaczego wybieramy się do miasta…
– Tłumaczenie nic nie da -smutno uśmiechnął się Pilot -przejście przez bramę jest możliwe tylko z pisemnym rozkazem Wentylatora. Ostatnio takie wydał gdy maszyny szły na bitwę. Nie martwcie się – znajdziemy inną drogę. Trudniejszą, ale nie strzeżoną. A teraz idę spać. Dobranoc.
Maszynka i Wiertarka poszły w ślady Pilota i moszcząc się jak najwygodniej zapadły w sen.

Pilot niespokojnie wiercił się i gadał coś przez sen.
Śniło mu się, że wędruje przez bagna wraz z towarzyszem, a prowadzi ich przebrzydły stwór gadający bez przerwy o jakimś sssskarbie.
Szli w góry, a Pilot niósł strasznie ciężką, złotą obrączkę…

[Jurek] – „No cóż, trzeba zrobić sobie mały spacer na stare śmieci” pomyślał Bogdan szykując się do wyjścia.
-No dobra. Jestem gotowy. Pijotr pilnuj domu i nie wpuszczaj wilka złego –
-Ty też uważaj, bo jak coś ci się stanie to cię znajdę i ci z dupy nogi powyrywam-
Po tym przyjacielskim pożegnaniu Detektyw wyruszył w drogę do Śródmieścia. „Najszybciej i najbezpieczniej będzie chyba przez Centralny”
Bogdan wszedł na teren cmentarza. Cicho mijał zarośnięte mogiły „Niecały rok, a rośliny przejęły ponownie we władanie ten teren” . Wiosna wybuchła zielenią. Detektyw przystanął. „Ile to razy przemierzałem te alejki. Tyle wspomnień.”Uśmiechnął się pod wąsem. Jednak jakiś drobny szczegół nie pasował do tej sielankowej scenerii. „Coś mi tu nie gra…” Nagle wyszarpnął gnata z kabury, przetoczył się do najbliższego pomnika i zamarł w bezruchu. „Ptaki, cholerne ptaki. Przecież zawsze było ich tu mnóstwo, a teraz jest cisza aż w uszach dzwoni.” Ostrożnie rozejrzał się. „Nic. Popadam chyba w obłęd. Uspokój się i idź dalej” Bogdan wychylił się za pomnika. Nic podejrzanego nie zauważył. „Alejka jak alejka, trochę zarośnięta, obok latarnie. LATARNIE… za czyste i za dużo ich jak na jedną alejkę” Pierwszy strzał roztrzaskał klosz najbliższej i wtedy pozostałe ruszyły na Detektywa. Bogdan zaczął biec strzelając do zbliżających się agresorów. Był szybszy, ale wiedział też, że na cmentarzu jest naprawdę dużo lamp i na pewno już posłano po posiłki. Odskoczył na trochę od ścigających i wyciągnął z plecaka mały prezent od Mechanika. Mała kusza na nadgarstek i komplet bełtów. „No. Teraz to mogę z wami pogadać”

[Edgar] – Pilot, mój pan, niesie mój ssskrarb. odbierzemy go, odbierzemy, to nasz skarb. Nasz, nie jego. Nasz, tylko nasz!!! -Pilot we śnie zobaczył swój koniec.
-Eeeej! -Wiertarka waliła Pilota po wszystkich klawiszach. -Obudź się do cholery! Obudź się i przestał się tak rzucać na boki!
Pilot wrzasnął nieludzko i zerwał się do pionu.
-No, wreszcie -westchnęła Wiertarka. -Rany, stary, ależ ty nerwus jesteś!
Pilot popatrzył się na swoje towarzyszki.
– Nigdzie z wami nie idę -oświadczył nagle. zapadła pełna napięcia cisza. Po chwili Maszynka zdała sobie sprawę, że ich towarzysz miał sen, który uznał za proroczy.
– Ale dlaczego? -maszynka nawet nie chciała zmieniać nieoczekiwanej decyzji Pilota, tylko chciała się dowiedzieć cóż takiego zobaczył w swoim śnie.
– Ujrzałem swoją śmierć. Ktoś ZDRADZI. ktoś zapragnie władzy. I nie będzie to Wentylator. To będzie któreś z was.

[Jurek] – „Skąd Pijotr ma takie pomysły” pomyślał Bogdan wkręcając wybuchową głowicę na kolejny bełt. „Co my tu mamy. Parę zwykłych bełtów, trochę z trucizną, kilka paralizatorów i dość dużo wybuchowych. No teraz to i sam Wentylator może mi naskoczyć”.
Detektyw wychylił się z zarośli. W pobliżu nie było żadnych urządzeń. Załadował kuszę i ruszył . Po drodze załatwił kolejne latarnie, dwa parkometry i parę lodówek . Gdy dobiegł do kaplicy ataki maszyn ustały. Bogdan wszedł do budynku. Na katafalku leżało strasznie zniszczone urządzenie. Jedyną rozpoznawalną częścią był kawał blachy z napisem CCCP. Dookoła katafalku stało sporo sprzętu AGD i drobnicy RTV. Wszystkie zgrzytały i szumiały intonując pieśń pochwalną. Detektyw nagle wyczuł słowa -ODEJDŹ BIAŁKOWCU, NIE PROFANUJ ŚWIĘTEGO MIEJSCA. ZOSTAW NAS SAMYCH Z NASZYM SMUTKIEM. ODEJDŹ, A NIKT W POBLIŻU TEGO MIEJSCA NIE ODWAŻY SIĘ CIEBIE ZAATAKOWAĆ. ODEJDŹ .Odejdź. odejdź…- Bogdan skinął głową, opuścił broń i wyszedł z kaplicy. Rzeczywiście. Wokół było pełno maszyn, ale żadna nie odwarzyła się zaatakować. „No dobra, zostało mi torowisko i działki. Mam nadzieję, że w „trójkącie bermudzkim” jeszcze ktoś się uchował”. Dawno temu nazwali tak rejon osiedla akademickiego między Aspektem, Pralnią i Rumbą. Za starych czasów dużo się tu działo. Cudowne dziewczyny, smaczny alkohol i wspaniała muzyka…

Reklamy
Komentarze
  1. Szwagier:) pisze:

    ooooo snieg pada 🙂

  2. graforoman pisze:

    Ano pada. Wszędzie pada, cały czas pada. Nawet na blogu. Aj dont lajk snoł!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s