MAJSTER ZDZICH U GAJOWEGO PIETRUCHY (wydanie świąteczne)

Posted: 5 grudnia 2010 in MAJSTER ZDZICH, OPOWIADANIA
Tagi: , ,

MAJSTER ZDZICH U GAJOWEGO PIETRUCHY


– Ja pierniczę, ale zimno, zaraz mi twarz odpadnie – Jurek naciągnął mocniej czapkę na uszy i schował nos w szalik – daleko jeszcze?
– Będzie dobry kilometr – odpowiedział Zdzichu rozważając czy założyć czapkę, czy udawać dalej twardziela.
Szli właśnie leśnym duktem do leśniczówki gajowego Pietruchy, który obiecał im po choince, wtedy Jurek coś zobaczył
– Panie majster – Jurek nie mógł jakoś się przemóc, żeby przejść ze Zdzichem na „ty” – tam chyba ktoś leży.
Podeszli bliżej, i faktycznie na środku ścieżki twarzą do śniegu leżał jakiś człowiek, nie było wątpliwości czy żyje czy nie, bo chrapał niemiłosiernie. Zdzichu nachylił się nad nim.
– Ale nawalony, capi wódą jak trzeba – stwierdził fachowo, odwrócił delikwenta na plecy i aż odskoczył – o w mordę, ale brzydki – przyjrzał mu się uważniej – musiał mieć niekiepski wypadek, nie dziwota że chleje wódę, też bym chlał, gdybym miał taką facjatę.
Pijak był nienaturalnie blady, miał groteskową twarz, jakby stracił uszy i nos w wypadku. Nie było wyjścia, nie mogli zostawić brzydala na mrozie, więc podnieśli go i zawlekli do leśniczówki.

– Gdzie go znaleźliście – gajowy Czesiu Pietrucha wyglądał na zaniepokojonego
– Leżał na ścieżce do leśniczówki – odpowiedział majster.
– Dobra, dawać go do wanny, bo się udusi – gajowy zdjął z nieznajomego płaszcz i buty
– Do wanny? – dziwił się Jurek
– Udusi? – Zdzichu kontynuował zdziwienie Jurka
– No, bo to wodnik jest, mieszka w stawie po drugiej stronie lasu – Czesiu odpowiadał jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. – zobaczcie jakie ma giry. Przyjrzeli się uważniej i faktycznie, między paluchami u nóg brzydala były błony pławne, podobne miał na dłoniach. Pomogli gajowemu wrzucić pijanego wodnika do wanny i poszli do kuchni na kielicha.

– I to jest taki wodnik jak ten Szuwarek z bajki? – zapytał majster popijając gorącym barszczem kielicha – ehhh, ale grzeje.
– A tam Szuwarek. Ten mój to alkoholik – zasępił się gajowy Pietrucha – ale poczciwy, przychodzi do mnie na „Klan”. Nie może przychodzić codziennie więc muszę mu nagrywać wszystkie odcinki.
– Jaki facet ogląda Klan? – zdziwił się Zdzichu
– To nie facet. To wodnik. Dziwny jak cholera, ale dobrą moczarkówkę pędzi.
– Moczarkówkę? – ożywił się Jurek
– No. Bimber z moczarki, takiego wodorostu. Czekajcie, poleję wam – Czesiu wstał, sięgnął z szafki nad zlewem butelkę z zielonkawym płynem i wlał do kieliszków – spróbujcie. Gdy chwycili za kieliszki w drzwiach od łazienki pojawił się Wodnik.
– Dzień dobry – przywitał się gardłowym głosem – a kieliszek dla Wodnika?
– Ty moczymordo – uśmiechnął się gajowy – żadnej okazji nie przepuścisz. Chłopaki znaleźli cie na śniegu, wykitowałbyś tam.
– Dzięki chłopaki – spojrzał na nich swoimi rybimi oczami – dzięki. Tak było zimno, że się rozgrzewałem moczarkówką po drodze, no i mi się zdrzemło. Polewajcie.
Czesiu polał jednego, drugiego i następnego. Po trzeciej flaszce wszyscy siedzieli przed telewizorem i oglądali czwarty z rzędu odcinek Klanu. Jurek nawalony jak szpadel objął pijanego Wodnika
– Wporzo z ciebie gościu Wodnik, jakby ci tam jakiś szczupak bruździł w stawie to ja ze Zdzisiem damy mu po mordzie i się odczepi.
– Dzięki Juruś, dzięki – Wodnik wzruszony uściskał Jurka – A właśnie chłopaki, chcecie karpia na święta? Te żarłoczne łajzy wyżerają mi moczarkę i nie mam z czego bimbru pędzić.
– No pewno, że chcemy.
Dotrwali do dwunastego odcinka, Jurek już spał. Zdzichu z Czesiem zaprowadzili Wodnika do wanny, potem uwalili się w fotelach i usnęli.

Kiedy się obudzili Wodnika już nie było, gajowy właśnie parzył kawę
– I jak tam? Dobra ta moczarkówka co? W ogóle głowa po niej nie boli. – zaśmiał się Czesiu – chodźcie na kawę. Przed domem na śniegu leży sześć karpi, po dwa dla każdego. Obok leżą wasze choinki.
Napili się kawy i zjedli śniadanie. Gajowy poprosił, żeby nie wygadali się o wodniku i dał im po litrze moczarkówki. Wyszli przed leśniczówkę, spojrzeli na choinki, na flaszki i na karpie.
– Cholera, jak my się z tym wszystkim zabierzemy?

Reklamy
Komentarze
  1. porcelanka pisze:

    Komercha? Ni…, gęba się śmieje. 🙂
    Same ludzkie wzruszenia.

  2. […] MAJSTER ZDZICH U GAJOWEGO PIETRUCHY Święta 2010. Wyprawa po choinkę, pijany wodnik i bimber z wodorostów. […]

  3. irethringeril pisze:

    Te święta były przynajmniej normalne. W sensie normalności u Zdzicha:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s