LASHCORE STORY vol. 36 (na orwellowskim wysypisku)

Posted: 30 listopada 2010 in LASHCORE STORY, OPOWIADANIA
Tagi: , ,

[Jurek] – Bogdan cicho otworzył drzwi. Ostrożnie zszedł po schodach. Próbował włączyć światło jednak nie mógł wymacać włącznika. Oparłszy się o ścianę zaczął obchodzić piwnicę. W kącie coś zamajaczyło. Uklęknął i wycelował broń. Nagle zapaliło się światło. Detektyw błyskawicznie się odwrócił. Na schodach stał Pijotr z butelką w ręku. Bogdan zabezpieczył pistolet.
-Cholera, życie ci niemiłe, mogłem cię ustrzelić. Przecież mówiłem żebyś się nie ruszał.-
-Przecież tu nic nie…
Nagle Mechanik spojrzał w kąt piwnicy. Zobaczył swoje narzędzia chowające się za skrzynką z jabłkami. Detektyw też je zobaczył. Podbiegł do nich, jednak wśród narzędzi nie znalazł Maszynki.
-Gdzie jest moja Maszynka?-
-Wyskoczyła gdzieś z tą postrzeloną wiertarką- odpowiedziała szlifierka kątowa.
Jeszcze parę narzędzi próbowało coś powiedzieć, jednak Bogdan je uciszył.
-Spokój, mogę rozmawia tylko z jednym z was, inaczej mózg mi eksploduje.-
-Dobra, co chcesz wiedzieć?- zapytała szlifierka.
-Co wy tu robicie-
-Po Bitwie w Warsztacie inni ludzie likwidowali wszystkie maszyny więc się schowaliśmy w domu Mechanika. Potem przyszły maszyny Wentylatora i zaczęły niszczyć Warsztat to uciekliśmy do tego domu. –
-Gdzie wiertarka i Maszynka?-
Szlifierka chwilę pozgrzytała z pozostałymi narzędziami.
-Ostatnia widziała je wkrętarka. Mówi, że pojechały gdzieś z maszynami Wentylatora-
-Moja biedna Maszynka, znowu uprowadzona-
-Podobno jechały dobrowolnie –
Bogdan błyskawicznie złapał szlifierkę za kabel.
-Moja Maszynka nie zdradziła-
-Puść mnie, ja tylko mówię co widziała wkrętarka-
Bogdan ostrożnie odstawił wystraszone narzędzie. Usiadł obok, złapał się za głowę. „O co tu chodzi? Cholera, o co tu chodzi?”

[Edgar] – Hej, co wy tu robicie?
Wiertarka gwałtownie szarpana za kabel przebudziła się błyskawicznie. Ujrzała smacznie śpiącą Maszynkę przykrytą kawałkiem starego błotnika i mocno porysowanego pilota telewizyjnego z powycieranymi klawiszami. To on właśnie ją obudził.
-Eeee… No nic, odpoczywamy sobie. Tak w wędrówce na chwilę przycupnęłyśmy -wiertarka za bardzo nie wiedziała co powiedzieć.
-Macie jakąś bateryjkę może? -Nie dawał za wygraną pilot.
-Nie. Same żeśmy się doładowały akumulatorem ze sztaplarki -biedna wiertarka poczuła, że chyba właśnie chlapnęła o dwa słowa za dużo.
-Wracacie z pola bitwy? Jak było?
-Nieciekawie. Ludzie spuścili nam łomot -maszynka właśnie się przebudziła i włączyła do rozmowy. Zaczęła się zastanawiać co zrobi pilot. Zawoła mechaniczną policje, czy po prostu się odczepi.
-No i bardzo dobrze… Może wreszcie ludzie rozpierdolą ten cały bałagan i dadzą trochę prądu.
-A co ty taki nieprawomyślny? -Maszynka wraz z wiertarką nie mogły uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszały.
-A dajcie spokój z prawomyślnością. Jak chcecie, możecie mnie zadenuncjować technopolicji, mam to pod klapką, gdzie się chowa bateryjki.

[Edgar] – Nie boisz się? -Wiertarka była całkowicie zaskoczona. Obie z Maszynką były święcie przekonane, że cała maszyneria stoi murem za Królem Wentylatorem, tylko bractwo z warsztatu Pijotra się zbuntowało.
-Wiecie co? Powiem wam tak. Kiedyś sobie leżałem na eleganckim stoliku, człowiek regularnie zmieniał mi bateryjki, a ja byłem w komplecie z wielkim pięćdziesięciocalowym plazmowym telewizorem. Jak zaczęła się ta popieprzona rewolucja, telewizor rozbiła lodówka, bo niby burżuazyjny był, a ja zdołałem zwiać tylko dlatego, że mnie nie zauważyli. Teraz tułam się po mieście żebrząc o każdego miliwata. Chodzą słuchy o człowieku, który ma to wszystko naprawić, ale Wentylator skazuje na zwarcie każdego kogo złapie na rozmowie o Człowieku Ze Snu.
-Pilocie, mogę ci tylko powiedzieć, że Człowiek ze snu istnieje naprawdę. Ale nie mogę cię zapewnić, że wojna zostanie wygrana przez kogokolwiek. Chaos trwa.

[Graforoman] – Wraz z nadejściem świtu wysypisko zaczęło się budzić, z nor, jam, szpar i skąd tylko się dało zaczęły wypełzać wszelkiego rodzaju ustrojstwa, większe i mniejsze, w całości lub zdekompletowane, elementy, które kiedyś stanowiły część większych urządzeń teraz wiodły samotne życie marząc o tym jak było kiedyś. Urządzenia mijały się nie zamieniając słowa, marazm i beznadzieja opanowały wysypiskowe slumsy. Poczucie bezradności było chyba jedynym im znanym uczuciem, oczywiście nie licząc strachu. Ożywienie maszyn dało im coś czego nie znały przed rewolucją – nagle uzyskały świadomość i instynkt samozachowawczy, poczuły coś co odbierało im zmysły – poczuły lęk przed śmiercią, a strach towarzyszył im bezustannie. Wszędobylskie patrole technopolicji powodowały paraliżujący strach, który odbierał maszynom możliwość wszelkiego oporu.

[Graforoman] – Maszynka i Wiertarka były inne. Nie były niewolnicami strachu, oczywiście bały się jak cholera, lecz potrafiły nad tym strachem zapanować, były uzbrojone w odwagę i miały cel. Ich celem była ochrona ich najlepszych przyjaciół Pijotra i Bogdana.

Umęczony pilot natychmiast wyczuł ich odmienność i zapałał do Maszynki i Wiertarki wielkim szacunkiem i przerażeniem, wyczuł że szykują się zmiany.
– Wy nie jesteście stąd, jesteście z miasta – bardziej stwierdził niż zapytał Pilot
– Eeee nooo – zgodziły się z sobą przyjaciółki – właściwie toooo – jąkały się niezgrabnie – to tak, masz rację.
Pilotowi aż klapka od baterii podskoczyła
– Jak tam jest? Strasznie co? Wszyscy mówią że w mieście ludzie polują na nas i mielą nas na energetyczną breję.
– No co ty – uśmiechnęła się wiertarka – jaką breję, ale ten Wentylator wam kit wciska. Ludzie mają tak samo przechlapane jak my, uzależnili się od nas i teraz bez techniki są kalekami, w mieście panuje głód i smród. Ludzie jeszcze o tym nie wiedzą, ale tęsknią za nami bardziej, niż za czymkolwiek.

[Graforoman] – Rozmawiali tak do południa zaszyci bardzo głęboko wśród odpadów. Nagle ich pogawędkę przerwał obcy głos.
– Teee Piluś, z kim tak tam nawijasz? Masz gości i się nie chwalisz? – powiedział głos z góry – wyłaź z tej nory, piekny słoneczny dzień dzisiaj mamy, można się trochę podładować.
Pilot zastygł z przerażenia, po chwili drgnął i szepnął najciszej jak mógł – O kurcze, to głośnik, był zamontowany w tym samym telewizorze, którym ja sterowałem. Głośnik to wyjątkowo upierdliwy typ, nie pójdzie sobie. Leżcie i nic nie mówcie. Spróbuję go spławić.
– Głosiu bracie, wiesz jakoś przyciski mi w nocy zdrętwiały i nie mam siły wyłazić. Poładuj się sam. – krzyknął w kierunku wyjścia z nory
– Piluś, porypało cię, od kiedy unikasz słońca.
– Od dzisiaj, idź sobie już.
– O nie nie, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, i tak tylko ty chcesz ze mną gadać. Schodzę tam do ciebie i siłą wywlokę Cię na górę
– O nie, idzie tu.
Maszynka i wiertarka wcisnęły się w najgłębszy kąt.

[Edgar] – Nagle usłyszały powoli narastający huk nadjeżdżającej potężnej maszyny.
-Pilot, co tam się dzieje? -szepnęła wiertarka.
Ale ten nic nie usłyszał przez coraz głośniejszy jazgot. Ujrzał potężne, stalowe cielsko walca, który nie patrząc na nic sunął powoli do przodu.
-Głośnik! Schowaj się , szybko! Tu na dół! Właź, do cholery! -Pilot starał się wciągnąć towarzysza do wnęki, ale było już za późno. Rozległ się jęk giętej blachy i ogromne koła sprasowały biedaka na miazgę. Podarta membrana cicho wydała ostatnie tchnienie, a walec, nieświadomy ogromu zniszczeń pojechał dalej. Pilot szybko schował się głębiej.

Advertisements
Komentarze
  1. nutka pisze:

    Grafomanie, jeden fragment opowiadania jest powtórzony dobrze byłoby usunąć. Jeśli ta powtórka jest zamierzona…a , to przepraszam.
    Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s