LASHCORE STORY vol. 32 (przygotowania do obrony warsztatu Pijotra i powrót Zdzicha)

Posted: 11 listopada 2010 in LASHCORE STORY, OPOWIADANIA
Tagi: , ,

[Graforoman] – Gdyby Wentylator miał oczy pewnie uroniłby łzę. Stał przygnębiony i wpatrywał się w kilka fotografii, na których widniały zwłoki Zdzicha. Zdzichu był jedynym człowiekiem, którego Król darzył sympatią, mimo że zdradził go dla Królowej Spamerów, to jednak tego co było wcześniej nie da się wykreślić, tego że kochał Zdzicha jak ojca.
Wziął się w garść i odwrócił do szarego laptopa który pracował jako doradca króla
– Ten martwy człowiek jeszcze tam leży? – zapytał udając znudzonego, nie mógł pozwolić, żeby ktokolwiek domyślił się że król płacze za człowiekiem.
– Tak panie – odpowiedział kobiecym głosem laptop
– Kto go zabił?
– Nie wiemy, ale podejrzewamy że to Moczymorda. Jej ludzie kręcili się wtedy w okolicy.
– Aha – „Moczymordo zapłacisz mi za to” pomyślał. Podrapał się wtyczką po śmigle i wydał polecenie
– Wyślij ekipę, niech podrzucą zwłoki pod siedzibę Królowej Spamerów, żeby zakopali go po swojemu. Nie jesteśmy dzikusami i w cywilizowany sposób traktujemy jeńców i zwłoki naszych wrogów.
– Tak Panie
– I podłącz się do internetu. Zobaczymy co tam w świecie o nas gadają.
Wentylator wyszedł z namiotu poszukać miejsca gdzie będzie mógł samotnie popłakać za Zdzichem.

[Jurek] – Bogdan także zauważył parkometry. „Coś mi tu nie gra. Jeszcze nigdy nie widziałem żeby jakieś służby drogowe pracowały w nocy i to tak szybko. Trzeba to sprawdzić” Cicho podkradł się do nich i zaczął nasłuchiwać. Nic się nie działo. Było cicho i spokojnie. Detektyw już miał zrezygnować gdy jeden z parkometrów zazgrzytał: „Po jakiego nas tu przysłali, przecież nic się tu nie dzieje.”
„Bądź cicho. Widziałeś co spotkało tych którym uciekł Człowiek Ze Snu”
„Nikt nas nie słyszy, a Wentylator to już na pewno. Widziałeś to duże śmigło, założę się, że nasz wielki Król jest po prostu zazdrosny i dlatego tu sterczymy”
Bogdan ostrożnie się wycofał. „Jednak intuicja starego psa jak zwykle mnie nie zawiodła” Obudził Maszynkę. „Maleńka, mamy problem, Wentylator szuka jakiegoś Człowieka Ze Snu, podejrzewam że chodzi o Pijotra i jego elektrownię wiatrową”
„Boguś, to nie Pijotra szukają tylko Ciebie”
„Jak to? Przecież dla tych maszyn chyba najważniejsza jest energia”
„To znaleźli przy okazji. To Ty jesteś głównym zagrożeniem dla Wentylatora”
„No to wdepnęliśmy. Nie dość, że nas znaleźli to jeszcze wpakowaliśmy w to wszystko Pijotra. Trzeba wiać. Idę pogadać z Pijotrem”
Bogdan zajrzał do garażu. Pijotra tam nie było. W pokoju także. „Cholera, chyba już go dorwali” Nagle do Detektywa podszedł Pijotr.
„Gdzie Ty do diabła się szwendasz.”
„Byłem po piwo. A co się stało? Coś z Polonezem?”
„Nie. Twój Polonez jest cały i bezpieczny, czego nie mogę powiedzieć o nas”
„Co się dzieje?”
„Musimy wiać. Moi wrogowie mnie znaleźli i przy okazji zainteresowali się Tobą”
„Nie opuszczę mojego garażu. Jak chcesz to wiej. Ja zostaję”
„Ty ich nie znasz. Są gotowi na wszystko”
„Nie obchodzi mnie to, nie zostawię swoich narzędzi”
„Zastanów się jeszcze”

[Edgar] – Boguś, musisz namówić Pijotra na ucieczkę. Sami na piechotę nie damy rady -cichutko zabrzęczała Maszynka. Ale Bogdan wiedział o tym doskonale.
* * *
Pijotr otworzył puszkę Żywca i usiadł na siedzeniu kierowcy w Polonezie i zamyślony spoglądał na wystające kable. „Co teraz? Rzucić wszystko i uciekać?” Aż się zatrząsł. Nigdy nie uciekał. Tu jest jego dom (a co ważniejsze -garaż z warsztatem) i nie mógł ot, tak po prostu zawinąć się i zwiać. Jednym haustem opróżnił połowę browarka. „Trzeba szykować obronę. Ni cholery się stąd nie ruszę i koniec.” Kilka łyków i pusta puszka wylądowała w kanale. Mechanik otarł usta wierzchem dłoni i poszedł pogadać z Bogdanem.

[Jurek] – Bogdan wiedział, że teraz nie przekona Pijotra. Wiedział też, że nie ma najmniejszej szansy przy samotnej ucieczce.
– No cóż, trzeba się przygotować. Łatwo skóry nie sprzedam – pomyślał detektyw wychodząc na obchód „posiadłości” mechanika.
Idąc pogrążony w myślach Bogdan nagle potknął się o coś obok Pijotrowej elektrowni. Spojrzał zdziwiony pod nogi. -A co to tu robi? – mruknął kopiąc płytko zakopany kabel. – Ciekawe dokąd on idzie, bo do Mechanika na pewno nie. Widać ktoś podłączył się na lewo.
Detektyw ostrożnie zaczął iść śladem zakopanego kabla. Doszedł do małego budynku stojącego tuż przy płocie . Z budynku dobiegała cicha muzyka. -Ki diabeł.- pomyślał Bogdan.
Odbezpieczył spluwę i cicho wszedł do domu.

[Jurek] – Detektyw ostrożnie zajrzał do pokoju. Przy wysłużonym adapterze siedziało czterech chłopaków. Słuchali starego dobrego rocka popijając wino. Bogdan schował broń. Szum zdartego winylu przypominał młode lata starego gliniarza.
– Można się przyłączy panowie.- zagadnął
Chłopaki zerwali się na równe nogi.
– Ależ oczywiście. Skocz no który po winko dla gościa-
– Problem w tym, że ja jestem gościem Mechanika, a wy na lewo ciągniecie jego prąd –
-Chcieliśmy to zrobi legalnie ale gościu cały czas siedzi w garażu, a tam to jest jego królestwo i nikogo nie wpuszcza. Raz jeden z nas poszedł tam i o mało co nie oberwał w głowę kluczem do kół.-
– Dobra, dobra. Rzeczywiście Pijotr jest trochę narwany i ma bzika na punkcie warsztatu i swoich narzędzi. Chodźcie ze mną to nic wam się nie stanie i załatwicie tą sprawę-
Bogdan z chłopakami wyszedł z budynku. Nagle od strony garaży usłyszeli okropny zgrzyt rozrywanej blachy. Bogdan wyszarpnął Lugera za pazuchy i puścił się biegiem w kierunku warsztatu. Chłopaki popatrzyli po sobie zdziwieni.
– No cóż, chyba gospodarz ma problemy. Trzeba pomóc-
Każdy wziął co miał pod ręką: kawał rury, zbrojone pręty, i pobiegli za Detektywem.

[Graforoman] – Pijotr był przygotowany. Wiedział co zabija maszyny. Ten kto maszyny leczy, ten wie co je najszybciej wykończy. Od jakiegoś czasu obserwował niezgrabne podchody przeroznych urządzeń pod jego garażem i wiedział, że one polują na jego lokatora. Kiedy rozpoczął się atak bateria butelek z benzyną i butelek elektrolitu samochodowego czekała.

[Jurek] – „Czuję ciepło, ale dlaczego jest tak ciemno” Zdzichowi powoli wracała świadomość. Próbował otworzy oczy jednak nie był wstanie. Wspomnienia zaczęły powraca. Rozmowa z tą suką Moczymordą, następnie te dwie czarne dziury w lufie obrzyna. Oślepiający błysk i piekielny ból . Potem mrok, chłód i cisza. Grobowa cisza. „Przecież ja nie żyję, to skąd te myśli. Więc jednak jest życie po śmierci. Teraz tylko wyłapię gdzie jestem. Gdybym widział byłoby łatwiej. Jest umiarkowanie ciepło, nawet przyjemnie więc to nie piekło. Na niebo też mi to nie wygląda, bo gdzie te chóry anielskie. Więc drogą eliminacji musi by to czyściec”. Zdzichu poczuł ogromny zwierzęcy głód. „Czy dusza może być głodna, a jak tak – to co je?”
Z wielkim wysiłkiem otworzył oczy. Ujrzał w oddali majaczejące we mgle miasto „Przecież to Szczecin, co tu się dzieje?” Spojrzał w dół na swoje dłonie. Zobaczył dwie ogromne łapy. Podszedł do kałuży i przyjrzał się swojemu odbiciu. „Nieeeeeeee!!!!!!!!!” zawył przerażony naukowiec i zemdlał. W wodzie zobaczył Masę DCH.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s