LASHCORE STORY vol. 26 (o tym jak Zdzichu podlewał purchawki)

Posted: 24 października 2010 in LASHCORE STORY
Tagi: , ,

[Jurek] – Królowa Moczymorda zasiadła wygodnie w fotelu z kielichem węgierskiej śliwowicy i zaczęła przeglądać stare woluminy.
– Morowe powietrze, niee szkoda ludzi, o poprawa urody, he he jeszcze nie pora, może smoki, niee z braku dziewic padły by mi – mruczała pod nosem.
– Magią chyba nie dam rady z tymi przeklętymi maszynami.
– No cóż, dzisiaj chyba już nic nie wymyślę. Trzeba dowiedzieć co się dzieje w wielkim świecie.
– Chodźcie, chodźcie do mnie moje sługi – zawołała.
Na wezwanie zgłosiły się trzy szczury. Królowa delikatnie pogłaskała każdego za uchem i nakazała:
– Pierwszy pójdzie na ziemie Wentylatora, drugi na ziemie mojej kochanej siostrzyczki. A ty kochanieńki – powiedziała wskazując trzeciego gryzonia – pójdziesz na Łasztownie i rozejrzysz się tam. Bądźcie grzeczni i do roboty.
Zwierzaki posłusznie wybiegły z piwniczki.

[Jurek] – Królowa Moczymorda zasiadła wygodnie w fotelu z kielichem węgierskiej śliwowicy i zaczęła przeglądać stare woluminy.
– Morowe powietrze, niee szkoda ludzi, o poprawa urody, he he jeszcze nie pora, może smoki, niee z braku dziewic padły by mi – mruczała pod nosem.
– Magią chyba nie dam rady z tymi przeklętymi maszynami.
– No cóż, dzisiaj chyba już nic nie wymyślę. Trzeba dowiedzieć co się dzieje w wielkim świecie.
– Chodźcie, chodźcie do mnie moje sługi – zawołała.
Na wezwanie zgłosiły się trzy szczury. Królowa delikatnie pogłaskała każdego za uchem i nakazała:
– Pierwszy pójdzie na ziemie Wentylatora, drugi na ziemie mojej kochanej siostrzyczki. A ty kochanieńki – powiedziała wskazując trzeciego gryzonia – pójdziesz na Łasztownie i rozejrzysz się tam. Bądźcie grzeczni i do roboty.
Zwierzaki posłusznie wybiegły z piwniczki.

Królowa ponownie nalała sobie kielich przedniego węgierskiego trunku. W głowie zaczął jej świtać pewien plan. Im więcej Królowa piła tym plan bardziej sie krystalizował. Po trzecie butelce Królowa rzekła lekko się zacinając:
– A może… golem? Tyle tylko,(hep) że po ostatnim numerze z niby koszernym spirytusem rabin chyba nie będzie chciał ze mną gadać. Ale jak to (hep) mówili starożytni na pochyłe drzewo to i Salomon nie naleje czy cóś takiego. Jutro trzeba będzie działać – powiedziała do siebie i osunęła się na fotel w objęcia Morfeusza.

[Graforoman] – Przy drodze koło Żydowiec zaparkowała cysterna z napisem ZWIK SZCZECIN. Wysiadł z niej wysoki mężczyzna i zaczął krążyć po okolicy. Po godzinie szukania znalazł to czego szukał – kawałek jałowej ziemi, jakby wylano tam hektolitry tłuszczu, który wsiąkł w ziemię. Kiedy dostrzegł w pobliskich krzakach okopcony toster wiedział już że to napewno tutaj. Mężczyzna wrócił do drogi, wsiadł w cysternę i zaczął tyłem jechać w stronę miejsca które odkrył. Nie było łatwo, koła kilka razy zabuksowały, mężczyzna kilka razy wysiadał podkładał co się da pod koła, przejeżdżał kilka metrów i znów się kopał. Pół dnia zajęło mu przejechanie 200 metrów ale się udało. Brudny i wyczerpany wysiadł z kabiny poszedł na tył cysterny i otworzył zawór.
Tysiące litrów wody wylało się na jałową ziemię. Mężczyzna wyciągnął z kabiny koc rozłożył go na pobliskiej trawie, usiadł i z uśmiechem na twarzy patrzył jak woda wsiąka w grunt, usnął.

[Graforoman] – Zdzichu obudził się rano. Bolały go wszystkie kości, było mu zimno, usiadł na kocu i oniemiał z zachwytu. To co zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania, jałowa namoknięta ziemia popękała ukazując setki małych purchawek.
– Moje dzieci, moja armia – pomyślał – teraz pokażę siostrzyczkom, że nie opłaca się ze mną zadzierać, maszynki też teraz mogą mi naskoszyć.
Uniósł wzrok i jego trwarz przybrała diaboliczny wyraz kiedy ujrzał na horyzoncie ciężkie sine chmury. Kończyła się dobra pogoda.

[Jurek] – Królowa Moczymorda zaczęła śnić. Widziała ruiny miasta oblepione śluzem. Nigdzie nie było widać ni człeka ni maszyny. Tylko wiatr przewiewał stare gazety. Nagle usłyszała za sobą szyderczy śmiech. Odwróciła się błyskawicznie. Zobaczyła Zdzicha obrośniętego purchawkami, który unosił się nad zniszczoną kamienicą.
– Witaj kochanieńka. Widzisz, udało mi się przełamać Twój czar i uwolnić się. Nie doceniłaś siły nauki. Nauka zawsze wygra z zabobonami i magią. Rozejrzyj się dokładnie. Zobacz co Twoja szalona siostrzyczka i ten przeklęty Wentylator zrobili z naszym dumnym miastem. Chociaż, z drugiej strony powinienem być im wdzięczny, bo teraz jestem jedynym władcą tego miejsca. I tylko Ty mi zawadzasz więc zginiesz. – powiedział Zdzichu, wskazując Królowę, cały czas śmiejąc się.
Królowa chciała rzucić jakieś zaklęcie, jednak słowa grzęzły jej w gardle, a dłonie sparaliżowała jakaś ogromna siła. Nagle cały obraz zrujnowanego miasta zaczął szybko się oddalać. Królowa przebudziła się. Wszystko wróciło do normy, tylko szyderczy śmiech Zdzicha cały czas dźwięczał w jej uszach.

Królowa wyczerpana wizją podeszła do umywalki. Przemyła spoconą twarz i spojrzała w swoje odbicie.
– Nie doceniłaś szalonego naukowca. Ale jeszcze nie wszystko stracone. Przyszłość zawsze można zmienić, a Zdzichu pozna jeszcze potęgę mojej magii.- powiedziała do siebie, szykując przyrządy alchemiczne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s