LASHCORE STORY vol. 25 (Kamaz – reaktywacja i co na to wszystko Barak)

Posted: 21 października 2010 in LASHCORE STORY
Tagi: , ,

[Edgar] – Słuchaj, muszę się gdzieś ukryć -Bogdan chwilę odczekał, aż Pogromca przetrawi usłyszane informacje i postanowił kuć żelazo póki gorące.
– Nie ma sprawy. Jedziemy do Pijotra. Łeb mi urwie, ale będziesz tam bezpieczny.
Po kilkunastu minutach dojechali do garażu Pijotra. Pojawił się po chwili w tym samym, tylko jeszcze bardziej brudnym kombinezonie. W ręku trzymał świeżo otwarte piwo, które upadło na ziemię gdy ujrzał w jakim stanie jest jego ukochany samochód.
-WOJTEEEEK! -ryk mechanika najprawdopodobniej można było usłyszeć nawet w Berlinie.- Ja cie utłukeeee!!! Gdzie jest zderzak??!!
-No, wiedziałem -mruknął Pogromca i szybko wysiadł z samochodu aby uspokoić kuzyna.-Stary, sam to naprawię, obiecuję, ale mamy ważniejsze problemy.
-WAŻNIEJSZE OD TRUPA???
-Ano tak. Zresztą nic dziwnego nie przydarzyło ci się ostatnio?
Pijotr wybałuszył gały.
-Czy ty robisz ze mnie idiotę? A niby co się miało stać?
-Maszyny…
-Co „maszyny”?
-Oszalały!
-Ciebie to chyba do końca już powaliło! Znaczy się co: moja wiertarka jest psychiczna, tak? No to idę sobie z nią pogadać! -Pijotr wkroczył do swojego warsztatu i wziął do ręki wiertarkę akumulatorową. Wojtek czekał, aż ta mu się wyrwie, ugryzie w rękę, zrobi cokolwiek. Nic takiego się nie stało. Rozejrzał się dokładniej dookoła. Wszystkie maszyny grzecznie stały zarówno w garażu jak i poza nim! Czyżby wyjątek w anomalii?

[Edgar] – Bogdan zobaczywszy Pijotra nie odważył się wysiąść z auta. Patrzył przez szybę, jak Pogromca próbuje uspokoić tego ogromnego człowieka w kombinezonie.
-Bodziu? -maszynka poruszyła się niecierpliwie w kieszeni Bogdana.-Tu jest jakoś dziwnie. Wszystkie maszyny które są wokół nas kochają tylko tego człowieka na którego patrzysz. Dlatego są mu całkowicie posłuszne i nie chcą od niego odejść. Służą mu, ponieważ o nie dba.
Bogdan otworzył okno i usłyszał jak Pijotr krzyczy, że idzie pogadać ze swoją wiertarką. Otworzył drzwi Volvo, wysiadł z wozu i podbiegł do Pogromcy, który stał pośrodku placu zupełnie skołowaciały.
-Słuchaj, tu anomalia się nie objawi!
NPWZWI spojrzał na niego zdezorientowanym wzrokiem.
-Bogdan, o co w tym wszystkim chodzi… Znalazłem Kamaza Jadwini na trasie do Gryfina, już miałem jechać do Pijotra, żeby go namówić do remontu, gdy okazuje się, że drogi są zawalone zdemolowanym sprzętem elektronicznym. Omijając zatory trafiam na Jasne Błonia, tam znajduję ciebie z żywą maszynką do golenia. Mówisz mi o jakiejś anomalii, a teraz się dowiaduję, że tutaj ona nie działa. Możesz mi to jakoś wytłumaczyć?

[Edgar] – Już po godzinie wrzasków i wymachiwań rękoma chłopaki doszli do porozumienia.Bogdan z Maszynką ukrył się w domu Pijotra, a ten ostatni wraz z Pogromcą wsiadł do Starego Stara, który stał przy garażu i pojechali sholować Kamaza.
Kilka godzin później Kamaz stał już w warsztacie, a Pijotr uwijał się wokół niego mrucząc pod nosem:-Tłumik do wymiany, zawiecha wybita, silnik-pożal się Boże, rany, co za złom!
Pogromca plątał mu się pod nogami bez przerwy dopytując, czy to się da naprawić. Mechanik w pewnym momencie stanął i bez słowa wskazał ręką drzwi. Wojtek wiedział co to znaczy. Spuścił głowę i cichutko uciekł z warsztatu.

[Graforoman] – Świeże zdjęcia z satelity wycelowanego na Szczecin trafiły do Pentagonu. Po przejściu przez sito analityków dotarły do pokoju owalnego w Białym Domu.
– I co to jest? – Prezydent Barak Obama uniósł wzrok znad stołu zasypanego fotografiami.
– Słyszał pan panie Prezydencie o dziwadłach w Polsce? Brukowce rozpisywały się o tym niedawno – zapytał dyrektor CIA
– A tak, żywe maszyny czy coś takiego, zdaje się ich rząd przez to upadł i premierem jest ten Pierdoł czy Pindor? – prezydent wciąż nie wykazywał większego zainteresowania
– Tak jest, Pindor – dyrektor FBI wstał – tylko te maszyny chyba naprawdę są żywe – szef FBI odczekał na reakcję prezydenta, temu uniosła się brew, skinął na szefa CIA – Kontynuuj James
– A więc już jakiś czas temu przekierowaliśmy jednego z naszych satelit z bliskiego wschodu na miasto w północnej Polsce. Zdjęcia od początku były niepokojące, ale wczoraj odbyła się tam chyba bitwa. Ludzie kontra maszyny – Obama patrzył na niego jak na wariata, mimo to James kontynuował – ze zdjęć można wywnioskować że urządzenia przemieszczają się same, maszyny budowlane, lodówki, pralki, lampki nocne i inne urządzenia łażą same jakby miały nogi. Mamy dane techniczne większości tych urządzeń, żadne z nich nie jest przystosowane do zdalnego sterowania. Poza tym panie prezydencie – James wziął głęboki wdech – one mordują ludzi.
– Co proponujecie? – prezydent stał twarzą do okna, kiedy się odwrócił jego twarz nie była obojętna.
– Na razie proponujemy ograniczyć się do obserwacji. Należy zaangażować dostępne środki. Stworzymy coś na wzór sztabu kryzysowego który będzie monitorował sytuację. Analitycy CIA przygotują zestaw scenariuszy na wypadek rozszerzenia anomalii. Na razie nie ma paniki, ale sytuacja jest wysoce niepokojąca.
– No to do roboty Panowie – prezydent podejrzliwie spojrzał na fax – „don’t fuck me bitch” – pomyślał.

[Edgar] – Kamaz poczuł.
Nie mógł w pierwszej chwili nawet określić co poczuł, ale sam fakt czucia był dla niego czymś zaskakującym. „Przecież umarłem. A martwi nie czują.” Pamiętał ostatnie chwile na drodze, rozmowę z Prostownikiem. Potem było NIC. I to NIC trwało, nawet nie wie jak długo, a teraz nagle poczuł, że czuje. Wracała mu jaźń, wracało wszystko. Po chwili rozejrzał się wokół siebie. Stał w jakimś dużym, zagraconym i potwornie brudnym pomieszczeniu, a wokół niego kręcił się mężczyzna śmierdzący smarami i piwem. Facet stanął przed ciężarówką, poklepał ją po błotniku.
-Zrobione -mruknął.-Jeszcze trochę pojeździsz.-Powiedział bardziej do siebie, niż do samochodu. Ziewnął potężnie -idę spać, grzebię przy tym rzęchu chyba już dziesięć godzin.- Mechanik rzucił w kąt trzymany w ręku klucz, przeciągnął się i szurając nogami ruszył w kierunku drzwi.
Kamaz został sam. Powoli budziła się jego świadomość, a w miarę dochodzenia do siebie, zdał sobie sprawę co się stało. Zmartwychwstał.

[Jurek] – Królowa Moczymorda unikając bojówek spamerskich i paru blokad maszyn wreszcie dotarła do bezpiecznej kryjówki na Wyspie Puckiej. Miejsce to znali nieliczni wybrańcy należący do cechu bimbrowników, wśród których jedyną szczecinianką była Królowa. Właśnie tu już od czasów narodzin Katarzyny Wielkiej pędzono alkohol. Przytulna piwniczka wyposażona była we wszelakie narzędzia potrzebne do wytwarzania „księżycówki” oraz bardzo dobrze zaopatrzony kącik alchemiczny. Jako dobra uczennica Mistrza Jakuba Wędrowycza, Królowa w pierwszej kolejności nastawiła zacier, a dopiero potem udała się do biblioteczki poczytać o maszynach .

[Edgar] – Po wyjściu Pijotra Kamaz całą noc przegadał z narzędziami w garażu. Opowiedział im historię Ruskiego Prostownika, jego próbę dotarcia do nieskończonego źródła energii, mitycznego Wiecznego Akumulatora. Maszyny nie mogły się nadziwić. Sądziły, że tylko one dostały dar świadomości, a ponieważ żadna z nich nigdy nie wydostała się poza teren warsztatu, były święcie przekonane, że to dzięki Człowiekowi W Kombinezonie to się stało.
Gdy Kamaz mówił im o nieskończonym źródle energii, wyśmiały go. Przecież u nas energia jest cały czas! Nasz Pan i Władca, Człowiek W Kombinezonie dostarcza ją bez przerwy! Całą noc trwała teologiczna kłótnia o to, kto tak naprawdę chce dobra maszyn.
A gdy narzędzia dowiedziały się, że inne maszyny chcą wojny z ludźmi, to zawrzeszczały biedną ciężarówkę, że one swojego pana nie dadzą skrzywdzić.
Nad ranem przyszedł Pogromca i wyprowadził Kamaza z garażu. Spieszno było mu do swojej Jadwini, ale zatrzymał auto na chwilę i otworzywszy okienko wrzasnął do Pijotra, który wyszedł go pożegnać:
-Hej, stary, a jakim cudem u ciebie się światło świeci? Przecież w całym mieście nie ma prądu!
Mechanik tylko się roześmiał i wskazał ręką na wiatrak kręcący się na dachu swojego domu.
-Pierdolę wszystkie elektrownie świata!!-Pijotr pomachał swojemu kuzynowi ostatni raz, a Kamaz dopiero teraz zrozumiał, dlaczego warsztatowe narzędzia nie chcą się przyłączyć do rewolucji.
Potem NPWZWI wcisnął jedynkę, puścił sprzęgło i ruszył do przodu szczęśliwy, że ma dla swojej ukochanej taką wielką niespodziankę.

Co było dalej, to już wiecie: ten-tego-i-wogóle, numer ze snopowiązałką i takie tam.
I wdzięczność Jadwigi -bezcenna…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s