Majster Zdzich & UNDERGROUND LOVE

Posted: 11 września 2010 in MAJSTER ZDZICH
Tagi: , ,

Mój ulubiony odcinek. Jak powiedział kolega „Mało Zdzicha w tym nowym Zdzichu”.

Majster Zdzich & Undreground Love.

Ludwik jak zwykle beztrosko pomykał sobie tunelami i rozmyślał o sensie życia, gdy nagle nie wyhamował i wpadł do zakazanego tunelu. Ludwik był niedużą zielonkawą dżdżownicą o nieokiełznanym temperamencie. Znał wszystkie tunele i wszędzie miał kumpli. Jego największym przyjacielem był karłowaty kret wegetarianin Józio, który brzydził się robalami, a na korzonkach nie urósł za wielki. Ludwik pełzał właśnie do niego pogadać gdy pomylił tunele i niechcący zapędził się do czarnoziemu, co już było bardzo niebezpieczne, a na dodatek wpadł do tunelu Rosówek. Musiał szybko działać zanim zostanie pojmany i zapędzony do niewolniczej pracy w mrocznych tunelach torfowiska.
Rosówki zamieszkiwały czarnoziem i niepodzielnie panowały w podziemiu. Wprowadziły pod ziemią reżim jakiego nie powstydziliby się ludzie. Zastępy uzbrojonych w wielkie szczęki Turkuci Podjadków patrolowały królewskie tunele czarnoziemu siejąc strach i zwątpienie. Wszystkie pojmane robaki, pędraki i mniejsze dżdżownice usługiwały leniwym rosówkom albo trafiały do bezdennych i mrocznych kopalni torfu, który był przysmakiem Rosówek. Niewielu udało się stamtąd wrócić.
Ludwik znalazł się w sytuacji bez wyjścia, leżał na dnie zakazanego tunelu i nie mógł wgramolić się z powrotem. Wyskrobywał już na ścianie królewskiego tunelu testament, gdy nagle coś usłyszał. „To już po mnie” pomyślał i zastygł w oczekiwaniu na to co nastąpi, już prawie umarł z przerażenia gdy zza zakrętu wyłoniła się Ona. Nawet sobie nie wyobrażał, że takie piękności w ogóle istnieją. W tej samej chwili Ona zobaczyła Ludwika. To była miłość od pierwszego wejrzenia, nic do siebie nie powiedzieli, tylko wiedzeni szalonym uczuciem okręcili się wokół siebie w miłosnym uścisku. Po trzech godzinach namiętności padli obok siebie zasapani. Gdyby dżdżownice paliły teraz Ludwik leżałby z fajką w zębach, gdyby miał zęby oczywiście.
– Wszystkie rosówki takie namiętne? – zapytał nie mogąc złapać oddechu, a ona spojrzała spojrzała na niego z podziwem
– A wszystkie zieloniaki takie ruchliwe? – zadziornie odpowiedziała rosówka i przytuliła się do kochanka – Matylda jestem
– Ludwik jestem. – powoli odzyskiwał oddech – Wiesz, muszę zaraz stąd uciekać, zanim złapią mnie Turkucie. Podsadzisz mnie do mojego tunelu? – spanikował gdy usłyszał coś wgłębi tunelu, a Matylda zaszlochała
– Zabierz mnie ze sobą, proszę
– Do piachu? Przecież wy się tam nie zapuszczacie, gardzicie nami. – nie mógł się nadziwić Ludwik
– Ale ja muszę, ojciec chce mnie wydać za ministra obrony, za tego starego zaślinionego świntucha, a ja jestem jeszcze młoda, chcę poznać świat, odkrywać nowe tunele, chcę poznawać robaki i żyć pełnią życia. – znowu coś usłyszeli – Ludwik! Ja cię kocham! – szepnęła, a Ludwik aż się skręcił ze szczęścia, odgłosy się zbliżały
– Chodź kochanie wiejemy, twój minister chyba cię szuka, Turkucie idą.

Kret Józio nie mógł wyjść z podziwu
– Chyba się halucynogennej grzybni najadłem, królewska Rosówka w moich skromnych progach. Ludwik różne numery mi już wywijał, ale Rosówka?
– Oj Józek, dziewczyna chce świata poznać, chodź z nami na powierzchnię, potarzamy się w rosie, pożujemy grzybnię, będzie faza. No chodź.
– No dobra – Józio był uzależniony od grzybni i takiej okazji nigdy by nie przepuścił, Matyldzie aż kręgi zfioletowiały z podniecenia, nigdy nie była na powierzchni, czuła że dopiero teraz zaczyna się życie
– No to idziemy chłopaki – Matylda pognała przodem
– Ty. Jak ty ją zbajerowałeś – szepnął Józio
– Ja jej nie zbajerowałem, ja ją kocham – odszepnął obrażony Ludwik – idziemy.
Noc była piękna. Ludwik i Józio delektowali się świeżą halucynogenną grzybnią i wyluzowani obserwowali szaleństwa Matyldy. Matylda, która spędziła życie w ciasnych tunelach turlała się po rosie oszołomiona przestrzenią, wszystko było nowe i piękne, piękne było to coś czarne w kropki wysoko nad nią, piękne było to zielone po czym się turlała, była szczęśliwa. I nagle olbrzymie paluchy poderwały  ją do góry.

Zdzich i Jurek wybrali się nad ranem z latarkami na robaki, jako zapaleni wędkarze wiedzieli, że najlepsze robaki zbiera się na rosie przed świtem. W pewnej chwili Jurek dostrzegł Matyldę
– Ale rosówa – schylił się, podniósł ją i wrzucił do słoika – w sam raz na węgorza – uśmiechnął się po nosem
– Tą małą zieloną też weź, będzie na zanętę – zarządził Zdzichu – chyba już wystarczy, mamy pełen słoik, idziemy

Ukryty pod liściem Józio obserwował odchodzących ludzi
– No i zostałem sam – pomyślał – a mówiłem Ludwikowi że te baby go zgubią.

Reklamy
Komentarze
  1. porcelanka pisze:

    he,he…dobre!

    życie to ryzyko. 😉

    Ale cholera, warto. ^ ^

  2. irethringeril pisze:

    Heheheheheehe:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s