Majster Zdzich i Wielka Bitwa.

Posted: 5 września 2010 in MAJSTER ZDZICH
Tagi: , ,

Przy czwartym odcinku zaczęło brakować pomysłów i zapału. Wyszło jak wyszło.

Majster Zdzich i Wielka Bitwa.

Jurek był zakochany. Nie był może za bardzo rozgarnięty ale powodzenie u dziewczyn miał. W ostatnią sobotę razem z chłopakami z budowy poszedł się zabawić do dyskoteki „Heaven” w pobliskiej wsi Taplary. Zabawa była spokojna do czasu, gdy w lokalu pojawiła się miejscowa piękność Marysia. Gdy Jurek ją dostrzegł natychmiast zapałał do niej wielką miłością. Podszedł, poprosił do tańca i przetańczyli razem przytuleni prawie całą noc. Kłopoty zaczęły się gdy obudził się śpiący do tej pory na stoliku Władek o pseudonimie „Byku”, który podkochiwał się po cichu w pięknej Marysi. Dwumetrowy Byku o łapach jak bochenki chleba, gdy tylko pojął co się dzieje wstał, podszedł do tańczących, odepchnął delikatnie Marysię od Jurka i potężnym ciosem powalił biedaka. Rozpętało się totalne mordobicie z użyciem sztachet krzeseł i stolików. Dziewczyny piszczały, krew się lała, wargi puchły, mordy siniały a barman wezwał policję, która pojawiła się po piętnastu minutach kończąc bitwę. W ferworze walki nikt nie dostrzegł, że zakochani gdzieś zniknęli.
W Taplarach zawrzało. W wiosce nie było za wiele wolnych dziewczyn, nie mówiąc już o tych ładnych. Chłopaki z Taplar nie lubili, kiedy obcy podrywają ich dziewczyny, a zwłaszcza budowlańcy z autostrady, którzy od jakiegoś czasu panoszyli się po ich wiosce. Nie pierwszy raz doszło do bójki. Ale tym razem to nie była normalna bójka, tym razem chodziło o ich największy skarb – Marysię, a to oznaczało wojnę. Następnego ranka pod sklepem spożywczo-przemysłowym posiniaczony Byku niczym męczennik słusznej sprawy nawoływał do zemsty.
W niedzielę wieczorem budowlańcy siedzieli w holu hotelu, w którym byli zakwaterowani na czas budowy. Zdzich z lekką nostalgią patrzył na poobijanych kolegów, sam za młodu był niezłym zawadiaką i zatęskniło mu się za starymi czasami.
– To jak dowaliliście im? – zapytał
– Ciężko powiedzieć – wyseplenił Marian przez opuchniętą wargę – gliny przyjechały i nie wiadomo kto wygrał, ale było nieźle, morda nie szklanka.
Nagle do holu wpadła Marysia, była tak ładna że aż wszystkich oniemiało
– Gdzie jest Jurek? – zapytała nieśmiało
– W pokoju, zaraz go zawołamy, zaczekaj chwilę – odpowiedział Zdzich
– Musicie uciekać, chłopaki z Taplar tu jadą – zaszlochała, gdy na schodach zobaczyła Jurka – oni ciebie zabiją kochany, zabiją!
W tej chwili pod hotel zaczęły podjeżdżać samochody, z których zaczęły wysypywać się grupki nawalonych Taplarczyków, uzbrojeni w sztachety i przy dźwiękach „Jesteś Szalona” wydobywających się z samochodu Władka zaczęli wykrzykiwać „Oddajcie Marysię”, „Wyłazić tchórze”. Gdy w hotelu zapanowała panika, majster chwycił za swój telefon, usunął się w kąt i zaczął wydzwaniać. Po kilku minutach krzyknął.
– Spokój mi tu, musimy wytrzymać godzinę, zabarykadujcie drzwi i odsuńcie się od okien.
To była ciężka godzina. Najeźdźcy butelkami po piwie wybili okna i szyby w drzwiach, po czym przypuścili szturm. Rozwścieczony Byku wyważył drzwi i agresorzy wdarli się do środka wpadając prosto na zmasowany ogień z gaśnic śniegowych będących na wyposażeniu hotelu. Po przedarciu się przez pierwszą linię obrony zdezorientowani Taplarczycy napotkali kolejną niespodziankę, jeden po drugim wbiegali na rozlany na parkiecie olej i tracąc równowagę wpadali pod ciosy budowlańców. Zdzich niczym napoleon stał z boku i dowodził obroną, a Jurek i Marysia podnieceni niebezpieczeństwem zniknęli gdzieś na pietrze hotelu. Przewaga liczebna atakujących była znaczna, po jakimś czasie zdobyli przewagę i zaczęli wypierać obrońców na schody. Kiedy było z nimi naprawdę krucho nadeszła pomoc. Najpierw dźwięk kilkudziesięciu klaksonów i oślepiające światło wpadające przez rozbite okna obwieściły nadejście odsieczy, potem kilkudziesięciu mężczyzn wsypało się do holu. Bitwa dobiegła końca.
Widok był niesamowity. Przed hotelem wśród świateł samochodów, maszyn budowlanych i tłumu ludzi dwóch dowódców – Zdzichu i Byku omawiali warunki kapitulacji.
– Czyli rozumiemy się – z patosem w głosie przedstawiał swoje warunki majster – nie będziecie nam już więcej podskakiwać.
– No ma się rozumieć – z opuszczonym wzrokiem zgodził się Byku – ale Marysia…
– Marysia – przerwał mu Zdzich – jest wolna i jeśli chce przychodzić do Jurka, to niech sobie przychodzi, pewnie za kilka dni dni jej przejdzie. Rozumiemy się?
– Rozumiemy. – podali sobie ręce i negocjacje dobiegły końca.
Po całym zamieszaniu w drzwiach hotelu pojawili się Marysia i Jurek, rozczochrani dopinali ostatnie guziki.
– Przegapiliśmy coś?

Advertisements
Komentarze
  1. Jarr pisze:

    Roman nie poddawaj się, Zdzichu zaczyna być kultowy, a tematy na kolejne odcinki na pewno się znajdą 😉

  2. porcelanka pisze:

    Było tę Helenę ruszać? ;P
    Było, było, z wszech miar! (chórem)
    Zresztą Helena to był tylko pretekst! ;P (zawsze to wiedziałam)
    Achilles z gębą, co nie szklanka, no, no… 😉 To się nadaje na epopeję. Serio.

  3. graforoman pisze:

    Epopeję? Mmmm. Dziękuję za uznanie. 🙂

  4. Alice pisze:

    Mimo wszystko ten odcinek ma swój klimat! I kawałek rzeczywistości nam tutaj opisałeś:d

  5. irethringeril pisze:

    Samo życie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s