Majster Zdzich i wykopaliska

Posted: 3 września 2010 in MAJSTER ZDZICH
Tagi: , ,

A teraz ulubiony odcinek mojej żony. Odcinek drugi.

MAJSTER ZDZICH I WYKOPALISKA

No i stało się. Światowy kryzys ekonomiczny dotarł na budowę zdzichowego wiaduktu. Dotarł na budowę w postaci braku nowej plastikowej ubikacji. Starą zniszczyła łopata śmigłowca a firma w ramach cięcia kosztów nie zamierzała dostarczyć nowej. Nie było wyjścia, trzeba było zbudować drewniany wychodek. Do wykopania dołka pod wychodek majster oddelegował Jurka pomocnika dźwigowego, który nie wiadomo co tu jeszcze robił skoro od dawna nie było tutaj żadnego dźwigu. Jurek poszedł pod las i zaczął kopać. Po kilku godzinach kopania krzyknął.
– Panie majster, panie majster
– Czego? – burknął znudzony Zdzichu
– Tu coś jest, rzeźby jakieś, czy coś – wrzeszczał zaaferowany Jurek
– Już dobra idę – majster był wściekły „ten pierdoła zawsze coś zepsuje, nawet kibla wykopać nie potrafi” myślał, ale kiedy podszedł i zajrzał do dołu, zdębiał. Takie rzeczy wcześniej widział tylko na kanale Discovery w telewizji. Jurek dokopał się do jakiejś wielkiej płaskorzeźby wykutej w granicie.
– O w mordę co to jest? – zapytał retorycznie, lecz Jurek podchwycił, wysilił szare komórki i zabłysnął
– Eeeee, kamienny komiks.
– Jurek – majster spojrzał na niego z politowaniem – ty nie myśl za dużo bo ci żyłka pęknie, kop dalej, zobaczymy o czym jest ten komiks.
Jurek z zapałem zabrał się do kopania. Do akcji dołączył Mietek operator wynajętej koparko-ładowarki, a wkrótce cała załoga wiaduktu z zapałem pomagała przy powiększaniu dołka pod wychodek. Wieczorem z wielkiego wykopu wyłonił się wierzchołek potężnej schodkowej piramidy w całości pokrytej płaskorzeźbami. Brudni i wykończeni budowlańcy usiedli na szczycie piramidy, przytaszczyli grilla i zgrzewkę piwa – rozpoczęło się oblewanie znaleziska.
Kierownik Janek poprzedniego dnia miał wolne, teraz z samego rana pojawił się na budowie. Nikogo nie zastał w kontenerach ani na wiadukcie „Gdzie oni są? Normalnie ukatrupię nygusów” pomyślał. Wtedy zauważył że cały sprzęt stoi na brzegu jakiegoś nowego dołu pod lasem. Podszedł i ujrzał kompletnie pijaną załogę na szczycie tajemniczej budowli wyłaniającej się z ziemi. Najpierw opadła mu szczęka, a potem szlag go trafił.
– Co się tu do cholery dzieje? Wstawać moczymordy, a premię zobaczycie jak świnia niebo! – aż piszczał z wściekłości – Mieliście zbroić trzeci filar a nie wykopaliska sobie urządzać! – przestał na chwilę, nabrał powietrza i ryknął
– Zdziiich!!! Za minutę widzę cię u mnie w kontenerze.
Z przerwami na wysłuchanie niezliczonej ilości obelg Zdzichu opowiedział szalejącemu z wściekłości kierownikowi historię dnia poprzedniego. Kiedy pan Janek ochłonął, wykonał kilka telefonów i machina ruszyła.
Najpierw pojawili się szefowie firmy, oglądali znalezisko, dyskutowali zaciekle między sobą i pastwili się nad panem Jankiem. Po kilku godzinach odjechali. Piekło zaczęło się dzień później. Tabuny archeologów, historyków i wszelkiej maści naukowców zbiły się w stada, które szczelnie obsiadły odkopany kawałek piramidy. Wszędzie pałętali się dziennikarze i operatorzy kamer próbując przeprowadzić wywiad z każdym napotkanym człowiekiem, ale największą gwiazdą był Jurek odkrywca piramidy, szastał wywiadami na lewo i prawo. Wokół budowy powstało dzikie miasteczko namiotowe. Oprócz naukowców i dziennikarzy pojawili się także alterglobaliści, ekolodzy, turyści a nawet grupka pseudokibiców którzy nieopodal mieli ustawkę ale przeciwnicy nie przyszli. Jak grzyby po deszczu wyrastały budki z małą gastronomią, można było tanio zjeść szaszłyka lub zapiekankę. Było wszystko oprócz kibelka, nadal nikt o tym nie pomyślał i wszyscy biegali załatwiać się do lasu.
Znalezisko Jurka okazało się sensacją archeologiczną wszech czasów. Po kilku latach prac odkopano ruiny starożytnego miasta oraz kompleks marmurowych piramid o powierzchni wielu kilometrów kwadratowych przy którym chińska Terakotowa Armia to ledwie małe wykopki. Okazało się, że południowo amerykańska cywilizacja Inków przywędrowała tam przed tysiącami lat z Wielkopolski, a wspaniała stolica tajemniczej pracywilizacji znajdowała się w okolicy wsi Pąchy. W związku z koniecznością ochrony zabytku rząd postanowił o wytyczeniu nowej lokalizacji dla stukilometrowego odcinka autostrady i wyburzeniu już powstałych wiaduktów, mostów i innych budowli.
Kiedy zamieszanie minęło Zdzichu, Jurek, Mietek i reszta ekipy spotkali się na grillu u Mietka na działce. Jak na budowlańców przystało zdrowo popili i kiedy większość już usnęła przy stole przed altanką, Jurek ledwo patrząc na oczy powiedział do majstra:
– Widzisz panie Zdzichu, nie chcieli załatwić nam nowego kibelka to za karę muszą budować autostradę od nowa.
– Wiesz Jurek, pierwszy raz słyszę od ciebie coś mądrego.

Reklamy
Komentarze
  1. porcelanka pisze:

    Świetne. 😀 Morał wyostrz. 😉

  2. Alice pisze:

    Ciebie ludzie powinni czytać na stres, depresję i poprawę samopoczucia! Ubawiałam się nieźle! Pomysł na odcinek przedni!:D

  3. Alice pisze:

    cóż, prawda jest taka, że większość czyta jedynie krótkie posty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s