Mam taki swój graforomański rytuał na przywitanie wiosny. Ogłaszam oficjalne przyjście wiosny popełniając twaróg ze szczypiorkiem.
Właściwie to nie jest szczypior. Kiedyś myślałem, że to szczypior siedmiolatka. Ale nie. Po latach doszedłem do wniosku, że to jednak nie jest siedmiolatka. Wymóżdżyłem, że to jest NI TO SZCZYPIOR NI TO CZOSNEK. Wygląda jak szczypior, smakuje jak szczypior, ale pachnie czosnkiem. Ni to szczypior ni to czosnek wyrasta zanim krokusy czy inne śnieżyczki zaczną szpanować kolorami. 
 
Każdego roku wczesną wiosną wyposażony w scyzoryk udaję się w sekretne miejsce, w którym rośnie ni szczypior ni czosnek. Zrzynam brutalnie garść ni to szczypiora ni to czosnku i sporządzam pierwsze oficjalne wiosenne danie, czyli twaróg z szczypiorowo-czosnkową hybrydą.
 
Przepis jest prosty. Twaróg, śmietana, szczypioropodone coś, sól i pieprz. wszystko trzeba wymieszać. Po zimowych brakach świeżych roślin wiosenny twaróg smakuje na kanapkach  jak cholera. Mam tylko nadzieję, że ten ni to szczypior ni to czosnek nie jest chroniony albo toksyczny. 
A oto On:

Ni to szczypior ni to czosnek

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

- Paltacze – wyseplenił Donalders Przewodnik patrząc na nowiutki kibel w mieszkaniu Jana Łopiana. Nie dość, że wydział historyków Instytutu Klozetowej Trajektorii Czasu dał ciała i skierował ich pod jego stary adres, to teraz jeszcze to! Nowy klozet oznaczał tylko jedno. Staremu Łopianowi udało się jednak wysłać swojego robota do przeszłości. Słyszał o Actarminatorce i na myśl o jej zasobnikach oblewał go zimny pot. Jaki arsenał mogła tam pomieścić? 
- Zbiez ekipę pod blokiem – zwrócił się do Donaldersa Zastępcy. Mamy problem.
 
- W dwuselegu zbiólka – wyseplenił Donalders Przewodnik do swojego oddziału. Podczas przejścia w czasie eksplodujący fragment kibla zmasakrował mu górną wargę i dziąsło. Pomimo zdolności regeneracji tkanek coś poszło nie tak. Doszło do zniekształcenia dziąsła. 
- Lóóóównaj w plawo! – fontanna śliny zalśniła w blasku latarni ulicznych. Mówił niczym Kaczor Donald z dawnych kreskówek. Gdyby jego drużyna była wyposażona w poczucie humoru, teraz wszyscy leżeliby za trawie tarzając się ze śmiechu. 
- Donaldels zwiadowca do mnie! 
- Tak jest przewodniku! – zwiadowca w mgnieniu oka zmaterializował się obok dowódcy
- Co wiemy? 
- Jan Łopian odjechał samochodem marki Polonez w nieznanym kierunku – zwiadowca przerwał na chwilę, żeby zetrzeć z twarzy ślinę dowódcy i odsunął się z obrzydzeniem na bezpieczną odległość – świadkowie mówią, że odjechał w towarzystwie kobiety.
- Wiedziałem – mruknął do siebie dowódca – wiedziałem. 
 
- Misja będzie tludniejsza, niż zakładali planiści Instytutu – zwrócił się do oddziału Donaldersów – Jana Łopiana ochłania Actalminatolka.
- Ta Actarminatorka? – zapytał blady ze strachu Donalders łącznościowiec – ta która zrównała z ziemią warszawską centralę Instytutu?
- Tak panowie – przyjrzał się swoim androidom, wszyscy trzęśli się ze strachu – to Ona.
- Ale ona ma te straszne zasobniki. Podobno w każdym zmieściłby się szpadel – odezwał się szeregowy Donalders. Po warszawskiej masakrze słowo Actarminatorka wzbudzało paniczny strach, nawet wśród robotów.
- Moldy w kubeł tchuze – Donalders Przewodnik szalał z wściekłości – dupy wołowe jesteście a nie loboty. – miotał śliną na wszystkie strony – Zaządzam pzegląd bloni. Obselwujemy i zakładamy podsłuchy. Monitolujemy sieć, pzesłuchujemy, telloryzujemy i moldujemy. Za godzinę chcę wiedzieć gdzie jest Jan Lopian. Do loboty!
- I jesce jedno. Zgubiłem ładowalkę – usiadł na trawie Donalders Przewodnik – niech no któryś mnie podładuje. Jeśli macie cienkie bolce to mam przejściówkę.
 

CO TESTER TESTUJE?

Posted: 2 Marzec 2012 in Dyrdymały i pierdoły
Tagi:

Nie spodziewałem się, że szare pudełko z przyciskami wywoła taką eksplozję Waszej wyobraźni. Jestem z Was dumny! 
 
Najsamprzód pospieszę z wyjaśnieniem co Bitch Tester testuje. Bitch Tester służy do sprawdzania działania lamp w przyczepach. Można sobie na ten przykład sprawdzić, czy kierunkowskazy świecą. Można sprawdzić tylne światła mijania i inne takie światełka.
 
Dlaczego Bitch Tester? Dlatego, że Graforoman nie przeklina. Jeśli Graforoman przeklina, to zawsze świadomie w celu wywołania zamierzonej reakcji u rozmówcy. Jedynym przekleństwem, na które pozwala sobie Graforoman, to jest słowo “Bitch”. Graforoman mówi BITCH kiedy jest zdziwiony, mówi BITCH zaskoczony, mówi BITCH kiedy ktoś go rozśmieszy. Kiedy się zdenerwuje mówi BITCH, kiedy jest smutny jęknie sobie po cichu BITCH. Aby kogoś rozśmieszyć mówi BITCH. Kiedy Graforoman mówi BITCH, to jest najcieplejsze, najfajowsze i najbardziejsze BITCH na świecie. Podsumowując: Nazwa Bitch Tester kojarzy się z Graforomanem.
 
Według Was Bitch Tester służy do:
- testowania napięcia
- produkcji fusów, które przyklejają się do strojów kąpielowych
- badania wytrzymałości nici do zębów
- testowania napięcia pomiędzy celebryckimi parami
- dokowania do sprawnego działania bazy lokalnej Actarminatorki, Nareperowacza, Zdzicha, Edgara, Jurka i Wentylatora
- testowania siły potrzebnej do otwarcia butelki z piwem
- niczego
- wyginania mózgów
- otwierania sejfów banków całej planety
- przejścia do innego wymiaru
- jest  kartoflanym bulbulatorem kwantowym
- sterowania nawożeniem roślin
- jest chrzęskrzyboczkiem pacionkociewiczarokrzysztofonicznym. Maszyną wymyśloną przez Elektrybałta zrobionego przez Trurla
- jest dodatkowym wyposażeniem zasobników Actarminatorki
- jest dwufazowym pomiernikiem stereomancji czterooktanowej
- sprawdzania jakości wykonania bicza bez udziału czyjegoś grzbietu
 
Nagrodę otrzymują ex aequo: 
ONIBE
OBMIERZŁY
DABLJU
EDGAR
IRETHRINGERIL
ANGIE
LUIZA
GEORGEELIOT
TRANSPARENTNA
CADDICUS
EULALIA
NORBERT
KYLINN
ONUFRY
ASENATA
EVEN21
PKTRZOM
SITELOLA
JA
 
Nagrodą jest piwo Bosman. Postawiony przed koniecznością podzielenia jednego Bosmana pomiędzy 19-stoma zwycięzcami podjąłem najtrudniejszą decyzję w życiu. Postanowiłem wytrąbić butelkę sam. Za Wasze zdrowie!
 
 

Zbudowałem dzisiaj w pracy przyrząd. Własnoręcznie wykonany na podstawie osobiście wymóżdżonego pomysłu. Może ktoś odgadnie do czego to to służy. Nad nagrodą pomyślę.

Nie sugerować się nazwą. ;)


Odkąd Actarminatorka przestała biegać na golasa po mieszkaniu życie Dżona stało się łatwiejsze. Trochę tęsknił za widokiem zasobników ale cenił sobie spokój jaki zapanował po odzianiu superserwera w w dresy. Dżon zajął się montażem nowego klopa, a superserwer oglądał telewizję z przerwami na przegląd ekwipunku z zasobników. Dżona już nic nie dziwiło. Zaglądając co jakiś czas do pokoju widział jak Actarminatorka czyści karabiny, liczy amunicję, sprawdza sprzęt medyczny i inne przedmioty, których przeznaczenia nie próbował odgadnąć. Jednak kiedy wracając z kuchni z kawą zobaczył jak superserwer ostrzy szpadel, zdębiał.
- Na cholerę ci szpadel?
- Na okoliczność oblężenia Dżonie. Będziemy mogli się okopać – beznamiętnie odpowiedziała maszyna obleczona w ciało i cycki
- Eeee tam. Może jeszcze koparkę w pięcie kisisz? – zirytował się Dżon, po cholerę wlec do przeszłości szpadel?
- Nie – superserwer otworzył zasobnik łokciowy i z satysfakcją pokazał jakiś dokument – Ale mam to!
- A co to do cholery? Legitymacja androida?
- Uprawnienia na obsługę koparek.
- Masz ci los – mruknął pod nosem Dżon – ona ma szpadel i uprawnienia na koparki. Nic tylko ratować świat.
 
Dżon po całym dniu instalowania nowej ubikacji padł jak kawka. Nie dane mu było jednak długo pospać.
- Dżonie! – wydarła się actarminatorka – Chodź tu szybko, mamy kłopoty! 
Dżon nie zareagował więc zaniosła go razem z tapczanem przed telewizor i trzepnęła w potylicę.
- Obudź się idioto i oglądaj.
Oszołomiony Dżon skupił uwagę na ekranie. W Słusznych Wiadomościach Telewizji Narodowej trwała właśnie relacja na żywo z sąsiedniego osiedla. Znany redaktor Thomas Fox junior z przejęciem opowiadał o zagadkowej serii trzydziestu eksplozji ubikacji w multibudynku mieszkalnym.
- Kurcze – Dżon obudził się natychmiast – to mój multiblok. Jeszcze miesiąc temu tam mieszkałem.
- Wiedziałam – zmartwiła się Actarminatorka – Donaldersi nas namierzyli. Musimy uciekać. Natychmiast!
- Ale co? Jacy Donaldersi?
- Superserwery podobne do mnie. Namierzyły nas i zaraz tu będą!
 
Stary Polonez Dżona skrzeczał i krztusił się ale jakoś jechał. Dżon siedział za kierownicą w piżamie w Kubusie Puchatki. Patrząc na wyprzedzające go nowoczesne samochody po raz pierwszy żałował, że jest miłośnikiem zabytkowych samochodów. Nie miał czasu się spakować. Donaldersi byli blisko. Armia trzydziestu androidów deptała im po piętach.
- Dlaczego nazywają się Donaldersi?
- Na cześć dawnego premiera, który podpisał historyczne porozumienie ACTA. 

Sępi dziób, podstępne ślepia i skórzasta szyja naszych mediów nigdy jeszcze nie prezentowały się tak okazale jak w ostatnich tygodniach. Media rzuciły się z pazurami  na umęczoną tragedią rodzinę tworząc spontaniczny Reality Szoł, który opisał na swoim blogu Nacho. Relacje na żywo z wizyt męża w więzieniu przeplatają się z konferencjami prasowymi. Tabuny ekspertów przewalają się przez studia telewizyjne prawiąc swoje mądrości. W sosnowieckich sklepach wszystkie pluszaki zostały wykupione i poukładane pod kupką gruzu w parku. Lokalna branża zabawkarska przeżywa rozkwit. Znicze też idą jak woda mimo, że to nie listopad. Ludzie gromadzą się przy stercie pluszaków w nadziei, że zobaczą siebie w jutrzejszych Wiadomościach. Strach włączyć telewizor w obawie, że trafi się na kolejny odcinek makabrycznego “Wielkiego brata”.

W obliczu kryzysu gwiazd w polskim Szoł Biznesie udział bohaterów nowego spektaklu w kolejnej edycji Tańca z gwiazdami wcale nie jest nierealny. W poprzednich edycjach trudno było rozpoznać, które to gwiazda a które to tancerz. Katarzynę i Detektywa wszyscy znają. Dlatego następna edycja z ich udziałem odbędzie się w zakładzie karnym. Na ułożonym na spacerniaku parkiecie tancerze będą kaleczyć sambę, rumbę i inne wygibasy licząc na przychylność  ulokowanego w wieżyczkach strażniczych jury. Aby dodać pikanterii jury nie będzie już używać karteczek z cyframi. Dostaną karabiny od strażników. Ilość oddanych strzałów będzie oznaczała ocenę tańczącej pary.

Śmierć jak nic innego napędza koniunkturę i zawsze ktoś na niej zarabia.


Kolejna odsłona przygód majstra Zdzicha. Napisana na zlecenie i na ostatnią chwilę. Bądźcie więc łaskawi w ocenach.

ZDZICH, DEMONSTRACJE I TANIEC Z GWIAZDAMI.

Mały posterunek policji na peryferiach stolicy nigdy dotąd nie był tak oblegany. Tabuny dziennikarzy w wozach transmisyjnych czekały pod posterunkiem na bohatera.
Dwumetrowy Zdzich z podbitym okiem i opuchniętą wargą wyglądał jak ranny King Kong pośród zgrai rozczochranych nastolatków, z którymi dzielił celę. Był dla nich bohaterem.
- Jest pan dla nas bohaterem panie Zdzisławie – powiedział niedoszły zięć do majstra – uratował pan demonstrację w obronie wolności słowa. Pobyt z panem w celi to zaszczyt dla nas wszystkich – pozostali aresztanci pokiwali poobijanymi i rozczochranymi głowami potwierdzając słowa niedoszłego zięcia.
- Zamknij się gówniarzu – uśmiechnął się przez obolałą wargę majster, był dumny z chłopaka Ani – to wszystko przez ciebie.

Dzień wcześniej majster oglądał Teleekspress. Kiedy zobaczył własną córkę w telewizji szlag go trafił. Przytulona do swojego chłopaka wrzeszczała coś i wymachiwała transparentem “Nie dla ACTA”.
- Maryśka! – wydarł się Zdzich – jak ma na imię chłopak Ani?
- Czego się drzesz – Maryśka wyszła zaniepokojona z kuchni – Krzysiek.
- Krzysiek powiadasz? – majster stał już w drzwiach i dopinał kurtkę – dobrze, że mi przypomniałaś bo właśnie jadę go zabić!

Demonstracja przeciwko porozumieniu ACTA trwała sobie w najlepsze do czasu, aż pseudokibice i bojówkarze różnej maści postanowili zrobić zadymę. Bandy łysych dresiarzy zaczęły wszczynać bójki z demonstrantami. Manifestacja przerodziła się w regularną wojnę między zadymiarzami, policją i przeciwnikami ACTA. Pośród chaosu majster Zdzich szukał swojej córki. Był wściekły, wiedział że ten kurduplowaty Krzysiek sprowadzi Anie na złą drogę. Brnął przez rozszalały tłum z myślą, że dopadnie gówniarza i sprawi mu lanie. Przeciskał się mozolnie przez tłum krzycząc “Ania, Ania”. Wreszcie w największym zamieszaniu, w epicentrum zadymy dostrzegł swoją córkę. Siedziała skulona na ziemi, a Krzysiek obejmował ją i osłaniał swoim mizernym ciałem przed rozszalałymi dresiarzami.
- Ania! – Wydarł się Zdzich. Mimo ogłuszającego jazgotu usłyszała ojca i ich spojrzenia spotkały się. Przerażenie w oczach córki dodało Zdzichowi nadludzkich sił. Ruszył przez tłum jak przecinak miotając na boki tymi, którzy stanęli mu na drodze. Kiedy dotarł do celu oprawcy zdążyli już dopaść Krzyśka. Chwycił córkę i przytulił jak nigdy dotąd
- Trzymaj się za moimi plecami – krzyknął i zabrał się za ratowanie zięcia, którego jeszcze przed chwilą chciał ukatrupić. Chwycił dwóch dresiarzy, którzy kopali chłopaka. Podniósł ich do góry, zderzył ich głowami i bezwładne ciała rzucił na boki. W tym czasie zięć wstał i kopem w krocze obezwładnił napastnika, który zamierzał zaatakować majstra kijem baseballowym. Majster już miał dokończyć dzieła z baseballistą, kiedy zięć powstrzymał jego rękę.
- Teść pozwoli – spojrzeli sobie w oczy, po czym zięciu szybkim ciosem powalił dryblasa.
- Noo! – Zdzich po raz pierwszy spojrzał z podziwem chłopaka Ani – Zabierz ja stąd, ja ich zatrzymam.
Dresiarze zorientowali się, że coś nie gra i rzucili się na Zdzicha. Walczył jak lew i rzucał nimi na lewo i prawo. Heroizm i brawura Zdzicha dodały demonstrantom odwagi. Zrozumieli nagle, że mają przywódcę. Ruszyli do boju i obsiedli napastników jak muchy zmuszając do odwrotu. Wtedy wkroczyła policja. Majster został aresztowany i wrzucony do radiowozu. W środku siedział Krzysiek z rozciętym łukiem brwiowym.
- Co ty tu robisz?
- Zostawiłem Anię w akademiku i wróciłem ratować teścia.

- Dlaczego los pokarał mnie mężem bohaterem? Kiedy te sępy dadzą nam spokój? – Marysia miała już dosyć wywiadów, dziennikarzy i polityków. Odwiedzili już wszystkie studia telewizyjne. Byli u premiera. Odwiedził ich prezydent. Mieli dosyć sławy. Marzyli o ciszy i spokoju.
- Aj cichaj Maryś – westchnął Zdzich – przynajmniej Ania dostała się do “Tańca z gwiazdami”.


Wpis z dedykacją dla znanego miłośnika lotnictwa - Pana R.

Jestem nareperowywaczem wszelkiego mechanicznego ustrojstwa. Jeżdżę sobie w różne dziwne miejsca i reperuję to i tamto. Pewnego razu rozkraczył się walec na lotnisku w Goleniowie. Wezwano Graforomana, coby postawił go na nogi, czy tam koła. Po dyskusji ochroniarza z  wieżą dostałem pozwolenie na przejechanie samochodem przez pas startowy i ostrożnie slalomem między starymi Dromaderami dotarłem do pacjenta.

Jako że nieczęsto szlajam się pomiędzy samolotami to pyknąłem kilka zdjęć telefonem.

 

Poprzednie nareperowywacza przypadki można znaleźć tutaj:

FALOCHRON

GAZOPORT


Jaka zima takie ŚniegoPetoJeże. Rok temu, kiedy porządnie sypnęło i przypiździło służbowy ŚniegoPetoJeż wyglądał naprawdę okazale:

W tym roku zima marna to i ŚniegoPetoJeż mizerny:

Tak. Tak. Wiem! Czekacie na Actarminatorkę, ciekawi Was co Dżon zrobi z bolcem. Już niedługo. Już niebawem.


- Strzelają! – Dżon ledwo uchylił się przed serią pocisków wychodząc z łazienki. Fioletowe guziki latały z niczym pociski po mieszkaniu. Lustro, które przetrwało eksplozję muszli klozetowej pękło i spadając urwało zlew. Spojrzał na superserwer z politowaniem. Niby same gigabajty a taka tępa. 
- Mówiłem, że moje koszule są na ciebie za małe – z niepokojem obserwował ostatni guzik swojej najlepszej fioletowej koszuli, trzeszczał pod naporem ściśniętych zasobników piersiowych Actarminatorki. 
- Przecież muszę się w coś ubrać – oznajmiła – tracę cenną energię przez nieosłoniętą skórę. 
Dżon nie był do końca przekonany, co do konieczności ubierania superserwera. Wiedział jednak, że i tak trzeba będzie wybrać się na zakupy.
- Idę na zakupy. Kupię ci jakieś ubrania.
- To kup mi ładowarkę do Nokii? Muszę się podładować, jakaś słaba jestem.
- To ty na ładowarkę od telefonu działasz? – już nic nie dziwiło Dżona – Może jeszcze baterię trzeba ci sformatować?
- Trzeba – superserwer nie wychwycił ironii w w pytaniu Dżona – przecież jestem nowa!
- Dobra idę – tracił cierpliwość Dżon – spróbuj naprawić zlew jak mnie nie będzie.
W chwili, kiedy zamykał drzwi, ostatni fioletowy guzik nie wytrzymał i wystrzelony wbił się w sufit. Dżon katem oka zobaczył jeszcze jak falują uwolnione zasobniki.
 
Nie lubił wychodzić z mieszkania. Po ostatniej ustawce budżetowej czternastu posłów nie przeżyło, a czterdziestu ośmiu trafiło na intensywną terapię. Zgodnie z nową konstytucją ogłoszono właśnie uliczną zbiórkę głosów. Zakapturzeni funkcjonariusze Bojówki Państwowej polowali na przechodniów i wymuszali na nich oddanie głosu na SPNP (Sprawiedliwą Partię Nowego Porządku). Można też było się natknąć na ukryte w bramach grupy zwolenników opozycyjnych Kiboli Wszechpolskich. Oni też zbierali głosy.
Dżonowi udało się jakoś przemknąć do jedynego w mieście sklepu. Gigamarket imienia pierwszego wodza ACTArewolucji Grzegorza Laty zajmował trzysta hektarów i miał własną wewnętrzną linię autobusową. Jak zwykle autobus linii odieżowej był zepsuty i Dżon musiałby zaiwaniać na pieszo. Całe szczęście przypomniał sobie, że musi kupić ładowarkę. Jakoś udało mu się wepchnąć do autobusu lini RTV  i po godzinie był już w galerii ładowarek. Kupił ładowarkę do Nokii i był zadowolony, że ma tylko kilometr do działu odzieżowego. Kupił trzy legalnie dopuszczone do sprzedaży standardowe zestawy kobiece w rozmiarze superserwera. Biały, czarny i szary. Stamtąd miał tylko jakieś pół kilometra do działu sportowego, gdzie kupił buty dla nowej lokatorki. Nie było sensu czekać na autobus linii obuwniczej. Do głównego wyjścia miał tylko pół godziny pieszo.
 
- Cały dzień ciebie nie było! – Actarminatorka wyglądała na niezadowoloną i wykonała teatralny gest padając na kanapę – Naprawiłam zlew i posklejałam wannę. Jestem taka słaba.
- Zakupy to niełatwa sprawa. Wymaga czasu.
- Ale ładowarkę do Nokii masz?
- No pewno – wręczył Actarminatorce nową błyszczącą ładowarkę – proszę.
- Nie! Nie! Nie! – krzyknął superserwer – Z cienkim bolcem? 
- Ale co? – wkurzył się Dżon – Nie mówiłaś jaka ma być.
- Z cienkim bolcem? – prawie szlochał superserwer – Miał być gruby! Superserwery potrzebują grubego bolca!
- Spoko – Dżon uniósł brew w geście triumfu – Kupiłem przejściówkę.